środa, 22 stycznia 2014

Jak Dziadek żur kisił ... czyli kiszenie żuru



Kiszenie żurku na Śląsku to tradycja i trzeba przyznać, że dobrze Im to wychodzi ;-)
Od dziecka byłam przyzwyczajona, że mama posyłała mnie jako małą dziewczynkę do magla :-)! po słoiczek żurku na sobotni obiad…
Czasy się zmieniały, w miejscu magla wyrosła dorodna kamienica czynszowa, a mnie na głowie przybyło kilka siwych włosów….
Mamy już nie ma …
Cóż lata płyną, czas nigdy nie stał w miejscu.
Nie zmienił się jednak sposób kiszenia żurku i bardzo dobrze :-) !!! Jest coś stałego
i coś pysznego na tej planecie.

Ostatnio, jeszcze przez jakiś czas (mieszkając już na Lubelszczyźnie) mogłam zamówić sobie żurek - przed swoim przyjazdem, a tato albo mama kupowali mi go u Dziadka … Nie u własnego dziadka rzecz jasna ale u Pana, który „produkował” żurek i przynosił go potem na okoliczny targ. Stał zawsze w tym samym miejscu, wszyscy go znali
i nazywali Dziadkiem. Jego żurek nie miał sobie równych. Nie mam pojęcia czy sam go kisił czy ktoś mu pomagał, ale ten kto to wyrabiał ten żurek znał się na rzeczy i robił go naprawdę po mistrzowsku.
Dziadek przychodził na targ codziennie bez względu na aurę i porę roku. Wszyscy go lubili i wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na jego żurek i towarzystwo. Niestety z czasem Dziadek zaczął podupadać na zdrowiu i przychodził już rzadziej na targ, aż wreszcie przychodził już tylko w soboty gdy targ był największy. Jego żurek nadal nie miał sobie równych chociaż obok Dziadka pojawili się też inni sprzedawcy tego śląskiego specyfiku. Żurek Dziadka nie miał w sobie konkurencji.
Pewnej soboty Dziadek nie przyszedł i kolejnej również i jeszcze kolejnej także. Najpierw społeczność targu szeptała, że pewnie zachorował potem mówiono, że na pewno umarł. Tyle wiedzieli o Dziadku, z którym spędzili podobno tyle dobrych chwil. Tyle wiedzieli o człowieku, którego tak lubili i którego tak szanowali.
Dziadek, który dobry żurek robił.

Odkąd nie ma Dziadka zaczęłam sama kisić żurek. Pierwszy, żurek nie przypominał
w niczym żurku Dziadka, ale już następne były coraz lepsze w smaku i aromacie. Teraz nie mam już kompleksów i kiszę żurek i rozdaję znajomym w prezencie.
Zachęcam do spróbowania własnych sił i zakiszenia samemu „Żurku domowego”.
Przepis jest bardzo prosty i tani. Gwarantuję, że żurek zakiszony własnoręcznie smakuje doskonale, no i pozbawiony jest chemii (tak,  niektóre żurki sklepowe potrafią zawierać pół tablicy Mendelejewa!!! ).

Życzę wszystkim odważnym Gorolom i Hanysom (kto ze Śląska ten wie o co chodzi) udanego kiszenia, a potem smakowitości, zdrowotności i radości ze spożywania ugotowanego żurku wg upodobania – no chyba, że ktoś poprosi o przepis :-)







KISZENIE ŻURU
 
Składniki:
•    10 dag mąki żytniej razowej, żytniej pytlowej (u mnie żytnia razowa, zakupiona
w markecie Stokrotka – na stoisku ze zdrową żywnością lub na targu  - na kilogramy! Są jeszcze takie miejsca, ach)
•    1/2 l wody przegotowanej, ciepłej
•    2-3 ząbki czosnku
•  1 łyżka  otrębów  (jako opcja) – zwykle dodaję owsiane (sprawiają, że żurek jest lekko kleisty i gęsty )
 


Jak wykonać: 
Mąkę wymieszać z wodą, dodać czosnek (zmiażdżony lub drobno posiekany), wlać do szklanego słoja lub kamionkowego garnka, nakryć ściereczką i postawić w ciepłym miejscu (ja ze względu na zimną kuchnię „przebieram” naczynie (w ciepłą czapkę lub szalik :-)) w którym zakwaszam aktualnie żurek (albo słoik albo kamionkę) by zakwas „miał się ciepło”.  Gdy żur ukiśnie (ok. 3-5 dni w porze letniej, a 5-7 dni w porze zimowej) ma smak kwaskowaty i przyjemny zapach.
 


Zlewam żurek do butelek (szklanych bądź plastikowych) i przechowuję w lodówce nawet do 2 miesięcy.

Tutaj (na tym zdjęciu) żurek jest już przebrany w ciepłe ubranka - wtedy szybciej się kisi i ma lepszy humor ;-)


UWAGA! Jeśli kupuję mąkę na kilogramy na hali targowej to proszę od razu mąkę na żurek z otrębami. Uważam, że jest lepsza.

Jeśli dodaję do żurku otręby (mogą być żytnie, owsiane) to na każde 10dkg mąki dodaję 1 dużą łyżkę otrębów.




Smacznego!!! ODWAGI :-)

PS. zapomniałam dodać, że dobrze jest raz dziennie włożyć do żurku łyżkę i zamieszać, ot tak dla zdrowotności (żurku oczywiście. Czasem dobrze jest zamieszać :-) :-) :-) ha, ha, myślałby kto :-) :P  ) 


PS. 02.02.2012 załączam fotkę ukiszonego i przelanego do buteleczek żurku. Wyszedł dobrze, ale gdyby "klimat" był lepszy - czytaj było cieplej, dużo cieplej wyszedłby pewnie o lepszy. Przy - 15 stopniach na dworze - widać i żurek nie miał ochoty się skwasić jak należy. Swoją drogą - w kuchni kaloryfery letnie były :-(  Zawsze to jakaś nauka jest!

48 komentarzy:

  1. fajnie opisałaś cały proces, mam taki garnek, to chyba wypróbuję bo mój mąż uwielbia żurek,

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Sprawa, z kiszeniem żurku wydaje się naprawdę prosta. Życzę powodzenia i udanego żurku. Dobry zakwas to podstawa. Dopisałam postscriptum ... przeczytaj ... o mieszaniu zakwasu (na końcu posta). Nic ważnego, ale pomocne :-). Powodzenia. Pozdrawiam, życząc miłego dnia :-) U mnie słonecznie, śnieżnie i niestety bardzo mroźno, brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajny opis całego procesu z tym najważniejszym niepowtarzalnym klimatem slaskiego klimatu i tu jest sendo sprawy:-)

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz Zibi i za zauważenie klimatu posta i tych miejsc, których prawie już nie ma lub chcą nam je odebrać i zastąpić wielkimi hipermarketami. Nie twierdzę, że wielkie sklepy nie są potrzebne-owszem są. Potrzebne są nam również takie miejsca jak ów mały ryneczek gdzie od wielu pokoleń ludzie wymieniali swoje towary, handlowali nimi, wymieniali poglądy, spotykali się ... Obecnie mieszkam w Puławach, tu również miałam swój mały plac targowy jeden i drugi. Oba zniszczono. Na jednym postawiono brzydką, duszną i ciasną halę targową, która ma zastąpić ów ryneczek :( na drugim wylano beton i zrobiono olbrzymi parking :(
      Nadchodzi, albo nadeszła zmiana pokoleniowa ... dziś rozumiem słowa mojej babci, która w jesieni swego życia często mawiała "pora umierać, pora umierać" gdy nie rozumiała, lub nie godziła się na otaczającą rzeczywistość.
      Dziękuję za wpis i zachęcam do czytania i gotowania :) Mam również inne przepisy :)
      Wszystkiego dobrego na Święta, niech czas choć na chwilę się zatrzyma, albo przynajmniej zwolni. Niech będzie ciepło i radośnie. Wszystkiego dobrego.
      Szkat

      Usuń
  3. Świetny post. Przed Świętami Bożego Narodzenia pierwszy raz robiłam zakwas z buraków, był bardzo udany! Więc z przyjemnością wypróbuję i tego zakwasu na żurek, bo uwielbiamy wszyscy żurek w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. Mam cichą nadzieję, że dasz znać jak poszło? :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. kurczę, jestem pod wrażeniem! pierwszy raz widzę jak się to robi.. chyba nie mogę nazywać się dobrym kucharzem bez tego doświadczenia! pozdrawiam p.s. pysznie tu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam bo robi się prosto i szybko, a frajda duża z własnej roboty żurku i satysfakcja jaka :-). Ponieważ teraz mrozy są wielkie, zalecam trzymanie żurku i opatulanie go bo niechętnie się kisi "jak mu jest zimno" :-). Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. A te buteleczki ...... to buteleczki znanych polskich producentów i ich napojów i soków. Myję zdrapuję etykietki i mam swoje buteleczki :-) Najlepsze te plastikowe bo się nie tłuką. Można je swobodnie w lodówce "przewracać" i nic się im nie dzieje. Szklane eleganckie - dobrze sprawdzają się jako "żurek w prezencie" Rozdaję znajomym i zachęcam by robili własny żurek :-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie "zadałam" żurek, teraz czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekam razem z tobą Anonimie :) Jestem ciekawa efektów tego czekania.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  7. nakładanie czapek na słoiki z zakwasem kompletnie niczego nie zmienia, tak samo, jak temperatura na zewnątrz - ważna jest jedynie temperatura, w której kiśnie zakwas.
    Generalnie przepis jest prawidłowy, lecz zabobony z czapkami niczego nie wnoszą do sprawy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny anonimie, nie wystawiam swoich przepisów do oceny. O tym, że przepis jest prawidłowy wiem, robię zakwas od wielu lat i tylko się w nim doskonalę. Zakładam czapkę na słój z zakwasem bo ten żurek taki ma właśnie styl, cóż nie musi się każdemu podobać i rozumiem to.
      Zabobon? Pozostawię to bez komentarza.
      Dzięki za komentarz, choć szkoda, że odwagi Ci brakło by się przedstawić.

      Usuń
    2. Z czapeczką wygląda super ,też ubiorę swój garnek, już kisiłam żur ale tym razem wypróbuję twój przepis, a co z dodawaniem razowej skórki do kiszenia, na Śląsku tez tak robią

      Usuń
    3. I jak? ... udało się?
      Żurek zakiszony?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. przepis świetny, przypomniał mi młodzieńcze lata, już dziś nastawiam - jednak zamiast maki użyję śruty żytniej- tak robiła moja babcia i mama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O śrucie nie pomyślałam ... Zapewne spróbuję i kiedyś to opiszę :) Za inspirację jak i za komentarz bardzo dziękuję Panie Januszu.
      Zapraszam ponownie
      Pozdrawiam
      Szkat

      Usuń
    2. Obiecałam, że będę zaglądać :D
      a że ze Śląska jestem...
      ...to dodam, że wg mojej tradycji rodzinnej do kiszenia żuru dodaje się też kilka ziaren ziela angielskiego i liść laurowy i u mnie się kisiło na otrębach żytnich (bo to właściwie była tzw. bieda zupa) Dziś stosuję pół/pół mąkę z otrębami, bo mój ślubny lubi gęsto :))
      Raczej nie kisimy więcej niż słoik (no chyba, że dla kogoś kto nie umie) - kiedy gotuję żur, to słoika nie myję, tylko w nim nastawiam nowy zakwas wykorzystując istniejące dzikie drożdże i toto się kisi nieco szybciej, po czym ląduje w lodówce czekając aż będzie potrzebne - jeszcze się nigdy nie zepsuło więc czekać potrafi długo :D
      Pozdrowienia ze Śląska
      vox

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę z każdych odwiedzin, niestety ostatnio czasu jakoś malutko było by odpisywać na każdy post od razu :( przepraszam. Z tego co piszesz to bieda zupa najlepsza i najzdrowsza. Otręby są bogate w miedź, witaminy, a także błonnik.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę wiele dobra i serdeczności w Nowym Roku

      Usuń
  9. Dziękuję za przepis! dziś zaczęłam kisić swój pierwszy zakwas :) jak byłam mała Mama posyłała mnie w soboty do Pani Konikowej, dwa piętra niżej po żurek. Gdy jej żurku zabrakło, nie jadłam lepszego. Mam dla Ciebie radę odnośnie przechowywania; kwasów nie powinno się przechpwywać w plastiku, bo wytrąca się z niego bardzo szkodliwy związek, którego nazwy nie pamiętam. W przemyśle spożywczym jest to nagminne, ale dodają również inną chemię do jedzenia a nie po to robimy żurek w domku, zeby go potem niechcący "doprawić" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i cenną uwagę. Tak to prawda ... lepiej przechowywać zakwas w butelkach szklanych. Plastikowe butelki mogą zawierać BPA (bisfenol A) - chyba o to Ci chodziło?
      Ja plastikowych używam przeważnie do transportu choć może nie zaznaczyłam tego dość wyraźnie w tekście głównym - lżej mi i bezpieczniej. Pamiętam jak kiedyś wioząc zakwas znajomym - w Warszawie na Placu Bankowym zbiłam całą dostawę :( Raptem 10l kwasu popłynęło. Było ślisko i nie złapałam równowagi. Mnie nic się nie stało, ale zakwas w butelkach szklanych ... możesz sobie to tylko wyobrazić :)
      Raz jeszcze dziękuję za konstruktywny komentarz i zapraszam ponownie

      Usuń
  10. Tak, o niego właśnie mi chodziło :) Faktycznie, w plastiku transportować bezpieczniej. A potoku żurku w Warszawie wolłabym nie widzieć ;) Gratuluję bloga. Wczoraj tyko przepis na żurek chciałam sprawdzić a potem zamiast uczyć się do sesji, Ciebie czytałam ;) Podoba mi się Twój sposób pisania, pewnie zostanę czytelniczką na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mi miło czytać taki komentarz :) Cieszę się, że forma bloga Ci odpowiada, bo przyznam się, że miałam już wątpliwości co do jej formy. Trzymam kciuki za sesję i zapraszam ponownie.
      Pozdrawiam, Szkat

      Usuń
  11. Dotychczas robiłem tylko zakwas na chleb, spróbuję na żurek. Mam też śrutę ;)
    Na Śląsku mieszkają ludzie poważni, jakby to było bez znaczenia, nie ubieraliby garnków w czapki.
    Podczas fermentacji temperatura trochę rośnie, utrzymanie nawet stopnia czy dwóch więcej w chłodzie na pewno wpływa korzystnie na pracę drożdży

    OdpowiedzUsuń
  12. Dotychczas robiłem tylko zakwas na chleb, spróbuję na żurek. Mam też śrutę ;)
    Na Śląsku mieszkają ludzie poważni, jakby to było bez znaczenia, nie ubieraliby garnków w czapki.
    Podczas fermentacji temperatura trochę rośnie, utrzymanie nawet stopnia czy dwóch więcej w chłodzie na pewno wpływa korzystnie na pracę drożdży

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspanialy przepis! Ilu-litrowy jest ten szklany sloik? Pozdrawiam cieplo w ten zimny wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilu litrowy był ten słoik? Nie mogę odpowiedzieć z całą pewnością bo słoik się stłukł, ale wydaje mi się, że był 3 litrowy.
      Przepraszam, że tak późno odpowiadam, ale posty anonimowe uciekają na koniec kolejki :( Następnym razem proszę zostawić przynajmniej imię w komentarzu - będzie znacznie łatwiej i oczywiście milej. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku

      Usuń
  14. witam Cie. Zaczalem od sledzi i doszedlem nie wiem jak daleko.To co piszesz a szczegolnie jak piszesz to "balsam".Juz Cie uwielbiam,napewno bede tu zagladal, bo serce roscie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja Ciebie witam bardzo serdecznie. Dziękuję za tak miłe i ciepłe słowa. Cieszę się, że nie tylko moimi przepisami i radami kulinarnymi mogę komuś sprawić radość. Czasami zastanawiałam się, czy ktoś to w ogóle czyta? Okazuje się, że jednak tak :) Zapraszam zatem na blogowe sekrety Szkatułki Cook i małe co nieco.
      Wszystkiego dobrego z okazji Świąt.

      Usuń
  15. Gowniany przepis

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzien dobry Szkatulko:)
    Czy jeszcze tu zagladasz?:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że zaglądam i to nie tylko tutaj :) Właśnie szykuję wpis na temat mięsa, odżywczych wartości płatków i kasz.
      Jeśli masz niedosyt zapraszam na moją stronę na Facebooku i Instagramie choć tam mniej przepisów,a więcej zdjęć i wydarzeń z życia Szkatułki Cook. Zapraszam serdecznie.
      Szkoda, że piszesz jako anonim - nawet nie wiem jak mam się do ciebie zwracać ... Zostaw chociaż swój nick nawet wymyślony - zawsze będzie milej.

      Usuń
  17. Witam serdecznie. Jak to dobrze, że szukając przepisu na żurek natrafiłam na Twój wpis.Piękny wstęp...myślę , że każdy ma podobne wspomnienia.Bywa, że "budzimy " się dopiero jak dobre przepisy odchodzą wraz z najbliższymi..., a to wielka strata. Teraz idę nastawić na żurek, ale jestem pewna -wpadnę jeszcze do Ciebie. Na razie pozdrawiam. Iren-Ka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iren-Ko za tak miłe słowa :)
      Zapraszam serdecznie. Teraz nie wiele się dzieje na blogu bo mam dużo dodatkowej pracy - ale obiecuję, że blog na tym zyska. Powrócę z regularnymi wpisami już w maju.
      Tymczasem pozdrawiam serdecznie, już wiosennie i świątecznie.
      Pozdrawiam - Szkatułka Cook

      Usuń
    2. Malutka podpowiedź - nie ma czegoś takiego jak : żurek Śląski, jest u nas tylko ŻUR , a cała ta reszta ze zdrobnieniem ? Nie wiem czemu to służy .Wiem - to są niuanse ale Ślązak nigdy nie pójdzie zjeść ŻURKU ŚLĄSKIEGO, bo u nas nie ma czegoś takiego. (ale mi się zrymowało)

      Usuń
    3. Anonimowy - godej to wszystkim Hanysom :)
      Dzięki jednak za ten głos.

      Usuń
  18. Niesamowity przepis! Lecę zaraz na zakupy i robię. Jestem pod wrażeniem tego i innych przepisów z bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      W przygotowaniu mam jeszcze inne sposoby kiszenia żurku, żuru :)

      Usuń
  19. Czy do kiszenia żuru nie trzeba dawać troszkę soli albo cukru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie słyszałam, ani nie widziałam aby ktokolwiek z mojej rodziny, znajomych dosalał czy dodawał cukru do zakwasu. Można by poeksperymentować tylko po co? Zresztą sól jest szkodliwa i używamy jest stanowczo za dużo.
      Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)

      Usuń
  20. Pamiętam jak kupowalysmy z mamą zur tylko w jednym miejscu. Na targu w Katowicach przy ul Ordona od Dziadka. Nie wiem czy Pani chodzi o tego samego Pana ale jego zurek był przepyszny. Teraz faktycznie pozostaje próbować własnych siłach bo takiego zurek to kupić się nie da. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Panią, dziękuję za komentarz :)
      Wiem, oczywiście gdzie jest ulica Ordona bo pracowałam w Katowicach przy PCK. Cudowna okolica i wspaniały czas .... Zresztą niedaleko Kościuszki jest nadal taki mały ryneczek, który oddaje jeszcze atmosferę tamtych czasów - niestety nazwy teraz nie pamiętam.
      Swój żurek od dziadka kupowałam w Zabrzu na ryneczku przy ul. 3go Maja

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  21. Juz trzy razy nastawilam zur do kiwzenia i ten trzeci juz smierdzi wymiocinami po dwoch dniach.
    Juz nie wiem co jest zle. Szkoda mi bardzo, bo gdzie mieszkam nie moge dostac zuru a bardzo uwielbiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną z przyczyn może być zła mąka ... dostałam kiedyś taką na bazarku i za każdym razem kiedy nastawiałam z niej żurek musiałam wywalić :( śmierdział podobnie jak u Pana/Pani

      Drugą z przyczyn może być czosnek. Proponuję zakisić żurek bez niego, a sam czosnek dodać już po zakiszeniu.

      Trzecią z przyczyn mogą być inne drobnoustroje ... może zmienić naczynie, w którym kiszony jest żurek

      Po czwarte, żurek musi mieć ciepło, nawet bardzo bo jest ciepłolubny :)Trzymać go w cieple - koniecznie!

      Pozdrawiam na święta

      Usuń
  22. Żurek ukisił się bardzo dobrze,wszystko było ok.Smakował wyśmienicie.Ale wlałam do plastikowych butelek i przechowywalam ok miesiaca.Podczas odkrecania mialam wielkie problemy bo żurek bardzo fermentował.Jedna butelka wyskoczyła mi na kuchnię jak peterda.Drugą udało mi sie delikatnie odkręcić.Zakwas był dosć mocno kwaśny ,baardziej niż zwykle ale o dziwo po ugotoowaniu był smaczny.Co może być przyczyną że tak buzuje.Kupowałam na śląsku od gospodyn taki żurek i trzymałam go w plastikowej butelce i nie było takiego problemu.Zaznaczam że wszystko robiiłam zgodnie z pani przepisem.Proszę o poradę .Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam panią, Alicjo

      Przepraszam, że długo musiała Pani czekać na moją odpowiedź ale zmiana pracy spowodowała u mnie zmianę rytmu dnia, ba! nawet tygodnia.
      Nie potrafię wytłumaczyć dla czego w przypadku Pani zakwasu tak się dzieje … jedynym wytłumaczeniem może być proste wytłumaczenie, że zakwas po zlaniu do butelek (w tym przypadku nie ma znaczenia czy plastikowych, czy szklanych) nadal „pracował”. Oczywiście żurek z niego wyjdzie dobry, jedynie nasze mieszkanie (kuchnia) i ciuchy mogą na tym ucierpieć :(
      Ze względów zdrowotnych polecałabym jednak opakowania szklane do przechowywania. Ja plastików używam jedynie do przewożenia zakwasu (kiedyś rozbiłam kilka słoiczków poślizgnąwszy się na chodniku i stąd pomysł na transportowanie kwasu w plastikach).

      Wyczytałam w książce A. Barona „Kiszonki i fermentacje”, że taki zakwas może pracować przez 1 do 2 miesięcy po ukiszeniu. Polecam lekturę jak i książkę Sandora Ellixa Katza „Sztuka fermentacji” – być może zachęci to panią do dalszych prób i innych fermentacji oraz kiszonek.
      Dziękuję za komentarz, pytanie i zapraszam serdecznie do dalszej lektury mojego bloga.

      Usuń
  23. dodam tylko że sam kisze od paru lat żurek mniej więcej tak samo jak Pani. Żurek można przechowywać w lodówce nawet 2 lata i nic mu nie będzie

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję, że pozostawili Państwo swój komentarz. Wszelkie uwagi są mile widziane i czytane.
Mam nadzieję,że do zobaczenia :)