Nadeszła jesień i chyba nic i nikt tego faktu nie zmieni. Początkowo była łagodna, ciepła, przyjemna, słoneczna i sucha. Niestety te chwile mam już za sobą. Teraz króluje ta druga – zimna, dżdżysta, wietrzna. Godzę się z faktami i smutnym czasem jesiennym, bo cóż mi innego pozostało? Kiedyś bardziej bałam się jesieni, długich i ciemnych wieczorów, zimna… Już z końcem sierpnia zamartwiałam się jej rychłym nadejściem, stawałam się smutna i drażliwa. Nadal nie przepadam za taką pogodą, ale cudownie patrzeć na świat zza okna domu, w którym jest ciepło i to nie tylko za sprawą kaloryferów. Wracając do tematu zupy… To drugi wariant zupy brokułowej, jaki proponuję. W marcu 2014 roku na moim blogu zamieściłam po raz pierwszy przepis na zupę brokułową krem . Dzisiaj mierzę się z tym tematem po raz drugi. Tym razem zupa jest mniej kaloryczna i o wiele lżejsza, a i tak jej kremowy, cudowny smak pozostał. Dodam jeszcze, że zupa bardzo smakowała i Panu K. i o dziwo Młodemu...