niedziela, 25 stycznia 2015

O miarach i miarkach, o szczyptach i pintach, o gulach i chlustach


Od początku pisania bloga, a nawet dużo wcześniej bo przecież przygodę z samodzielnym gotowaniem rozpoczęłam jakieś 25 lat temu miałam ten sam kłopot … a mianowicie miary i wagi. I nie będziemy się dziś zajmować moją wagą, nie kochani. Moja waga jest moją sprawą i już bardzo dawno zaakceptowałam stan rzeczy. Co jakiś czas miewam zryw kawaleryjski, ale prawdę powiedziawszy kończy się on tak jak dla Krzyżaków pod Grunwaldem :(
Wracając do wag i miar, a raczej miarek – zaprosiłam dziś Maję do publikacji. Mądra ma Córka opowie o własnych doświadczeniach i wnioskach oraz odkryciach w tak ważnej dla nas domenie jaką są skrupulatne odmierzanie składników do przygotowywania wielu wspaniałych potraw.
Przyznam się, że w wielu wypadkach przygotowuję swoje potrawy bez miarek, zupełnie na tzw. „oko” i smak (gorzej z podaniem przepisu).



 
A teraz już tekst Mai 

                     O miarach i miarkach.
Od pewnego czasu pomagam mamie tłumacząc dla niej przepisy, czasem sama też gotuję na podstawie tych, które mnie zainspirują. Ponieważ działam głównie w anglojęzycznym internecie, przepisy również mam po angielsku. Podczas tych eksperymentów natrafiam na dwa główne problemy:
1)    składniki niedostępne lub trudno dostępne w Polsce – tak, nadal są takie, zwłaszcza, jeśli nie mieszka się w większym mieście. Internet pomaga, ale jeśli szuka się czegoś szybkiego
i prostego na obiad... sami rozumiecie;
2)    anglosaskie jednostki – i o nich dziś będę pisać;
System metryczny jest uniwersalny, dokładny, wspaniały
i wspólny dla wszystkich – metr wszędzie wynosi 100cm, litr wszędzie wynosi 1000ml. Jednostki bardziej tradycyjne (jak jardy, mile, stopy, kubki i funty) są różne dla różnych kultur, dla różnych krajów – na prawdę, poszukajcie w Wikipedii.
Co więcej – mimo, iż mój angielski jest naprawdę dobry (nie chwaląc się), potrzebowałam czasu i wprawy, żeby zrozumieć, jak działają te jednostki.
Również na polskich blogach często trafiam  na nie nieumiejętnie przetłumaczone. Nie jest to winą blogerów – miary te są Polakom równie obce, co metry czy mililitry dla Amerykanów (oczywiście uogólniam, nie wątpię że są osoby którym przeliczanie tych jednostek w pamięci przychodzi łatwo – jednak nie do nich jest ten tekst kierowany). Nic dziwnego, że pojawia się problem przy tłumaczeniu, gdy kulturowo brakuje nam odpowiedników.
W tym tekście przedstawię głównie jednostki masy, objętości
i temperatury, a pod koniec również jednostki długości (przydają mi się przy korzystaniu z anglojęzycznych wykrojów i instruktarzy szycia).
Jednostki objętości: filiżanki, łyżki stołowe, łyżeczki do herbaty, pinty i galony
Do napisania tego tekstu natchnął mnie przepis na jednym z ulubionych blogów mamy, w którym w jednym z przepisów ilości podane były w kubkach (lub filiżankach). Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że pani blogerka natrafiła na ten sam problem co ja, gdy tłumaczę przepisy dla mamy: otóż kiedy mieszkaniec Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych czyta w przepisie że potrzebuje „1 cup” (dosłownie: filiżanka, czasem też kubek) to nie bierze z szafki dowolnej filiżanki czy kubka. Jest to precyzyjnie odmierzona objętość, wynosząca 236.588 ml (w Stanach). Ilość bardzo nietypowa dla nas, a dodatkowe zamieszanie wprowadza obecność filiżanki metrycznej (250ml) czy „prawnie zatwierdzonej” („legal” cup czyli 240ml). Oczywiście, Brytyjczycy mają swoją filiżankę (284 ml).
„The horror!” Jak zakrzyknęli by Anglosasi.
Ponieważ jednak większość przepisów w internecie pochodzi ze Stanów, możemy przyjąć amerykańskie jednostki użytkowe za te, którym najlepiej zaufać. Jak jednak znaleźć przeliczniki? Tutaj polska Wikipedia niestety nie pomoże, artykuł jest bardzo okrojony. Oto więc one:
1 cup= 236.588 ml
½ cup= 118.294 ml
¼ cup= 59.14706 ml
1/8 cup= 29.57353 ml
1 tablespoon (tbsp.)= 14.7868 ml
1 teaspoon (tsp.) = 4.92892
1 pint = 473.176 ml
1 gallon = 3785.41 ml = 3.78541 l



Żeby jednak nie musieć za każdym razem ręcznie przeliczać jednostek z amerykańskich na nasze, polecam zastosować jeden ze sposobów: zaopatrzenie się w odpowiednie miarki (dostępne w Polsce, choć uważajcie – często zamiast amerykańskiej, stosują filiżankę metryczną) lub użyć Googli. Tak, ta miła wyszukiwarka po wpisaniu w nią „cups to ml” wyświetla nam coś takiego...


Źródło: Google, internet



Bardzo uprzejme z ich strony. Działa też dla galonów, pint, łyżek i wielu innych jednostek.
Ostatnio natrafiłyśmy z mamą też na określenia typu „splash”
i „glug”. Oba są w istocie onomatopejami – słowem powstającym przez zapis dźwięku, jaki wydaje (kolejno): kropla uderzająca o powierzchnię i butelka, gdy wylewa się z niej płyn. Jak je przetłumaczyć? Jak je przeliczyć? Pozostawiam to bardziej doświadczonym i obeznanym kucharzom. Tak samo jak wszelkie szczypty (np moja szczypta to tyle ile zmieści się między palcem dużym a wskazującym, szczypta mamy – ze trzy razy tyle, dlatego mojej potrawy zwykle są dla niej niedosolone :D )


Jednostki masy: funty, uncje
 

Kolejnymi jednostkami, na które możemy trafić przy gotowaniu są funty (pounds) i uncje (ounces). W nawiasach podaję skróty, które nie są dla nas tak oczywiste:
1 pound (lb) = 453.592 gramów = 0.453592 kg
1 ounce (oz) = 28.3495 gramów = 0.0283495 kg
Znów z pomocą przychodzi nam Google lub... waga elektroniczna – większość z nich daje możliwość zmiany jednostki z kg/g na lb lub oz, co usuwa konieczność przeliczania ich za każdym razem.
Dla ciekawostki, podam też, że wagę większą niż funt, Brytyjczycy często podają w kamieniach (stones), na co zwróciłam uwagę przy oglądaniu programu „Supersize vs. Superskinny”.
1 stone = 14 lb = 6.35029 kg
 

Temperatura
 

Jeśli macie kontakt z przepisem amerykańskim, możecie być pewni, że temperatura będzie podana w Fahrenheitach, nawet jeśli nie jest to zapisane w przepisie wprost. Dlatego nie dziwcie się temperaturami w stylu 300 czy 500 stopni. Trzeba przyznać, ze Celsjusze też nie są tak stuprocentowo poprawne, bowiem w układzie SI używa się stopni Kelwina. Jednakże:
100 ºF = 37.7778 ºC
150 ºF = 65.5556 ºC
200 ºF = 93.3333 ºC
250 ºF = 121.111 ºC
300 ºF = 148.889 ºC
350 ºF = 176.667 ºC
400 ºF = 204.444 ºC
450 ºF = 232.222 ºC
500 ºF = 260 ºC
Jak zwykle z pomocą przychodzi nam Google.
 

Jednostki długości: mile, jardy, stopy, cale
Być może nie ma na to miejsca na tym blogu, ale jeśli już omawiamy jednostki, możemy również napomknąć o jednostkach długości.
1 mile = 1.60934 km
1 yard = 0.9144 m
1 foot = 30.48 cm
1 inch = 2.54 cm
Ponownie pomaga nam Google, a w przypadku cali – zwykłe linijki mają je od razu zaznaczone.

Dwie drobne uwagi na koniec:
Wszystkie przeliczenia jednostek przy pomocy „Googli” działają w obie strony: można przeliczać zarówno z kg na lb jak i z lb na kg, zależnie od potrzeby.




Dla niektórych kuchnia jest sztuką pozwalającą na dużą dowolność o ile kierunek pozostaje zgodny z przepisem. Dla innych (dla mnie) przepis jest święty i niezwykle ważny, zwłaszcza, jeśli jest używany po raz pierwszy. Co więcej – w tym samym czasie, kiedy opuściłam ciepłą kuchnię mamy
i uczyłam się sama gotować po swojemu (w akademiku), więcej czasu niż w kuchni spędzałam w laboratoriach (dobre czasy). Stąd i moje podejście do przepisów i jednostek.


Mam nadzieję, że ten nie-krótki felieton pomógł i zaciekawił. Uważam, że każdy podejmujący się tłumaczenia przepisów na język polski wykonuje bardzo dobrą pracę, chcąc przybliżyć nam ciekawe i pomysłowe potrawy z całego świata. Błędy w tłumaczeniach jednostek nie wynikają z ich niewiedzy czy lenistwa a z braku odpowiedników pewnych terminów w języku polskim (kto uważa inaczej niech mi przetłumaczy „pie” na polski, które obejmuje wersje słodkie, wytrawne oraz shepherd’s/cottage pie, życzę powodzenia). Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Maja




Dziękuję bardzo Maju za ten obszerny wykład o tym co nas kreci i co sprawia nam czasami sporo kłopotu.

Ja dodaję jeszcze ze swej strony link do przeliczarki blach i zamykam post.

4 komentarze:

  1. Bardzo fajne wprowadzenie i tekst właściwy! Czyta się z przyjemnością. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) To Mai debiut - będzie zachwycona :)
      Zapraszam ponownie

      Usuń
  2. Bardzo fajny post. Nie wiedziałam, że masz taką zdolną córę, w zasadzie to nie wiedziałam, że w ogóle masz córę. Nie to żebyśmy się jakoś bardzo dobrze znały, ale w Twoich postach pojawiali sie najczęściej dwaj panowie i tak sobie jakoś utrwaliłam Twój model rodziny na 2+1:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Kasiu :)
      Maja pojawia się często w moich postach, ale może nie wybrzmiewa tak bardzo jako członek rodziny :(
      Wyfrunęła już dawno, dawno temu z gniazda ... najpierw na studia, a teraz jest już odrębnym i samodzielnym okrętem na oceanie życia, który tylko czasem zawija do macierzystego portu. No tak to już jest ...
      Ale talentów ma wiele. Niektóre można by rzec, że wyssane z mlekiem matki :) , a niektóre nie wiedzieć skąd się pojawiły. Faktem jest, że zdolna i utalentowana wszechstronnie. Szkoda, że doba ma 24 godziny bo Maja nie nadąża, a talentów jak widać przybywa :)

      Usuń

Bardzo dziękuję, że pozostawili Państwo swój komentarz. Wszelkie uwagi są mile widziane i czytane.
Mam nadzieję,że do zobaczenia :)