poniedziałek, 28 września 2015

X Edycja Lubelskiego Kociołka ... czyli ... placek drożdżowy ze śliwkami



Lubelski Kociołek wrze  już po raz dziesiąty. Tym razem motywem przewodnim są śliwki.
Lubelski Kociołek to wspólna zabawa lubelskich blogerów  kulinarnych, którzy umawiają się na wspólny motyw przewodni , który przedstawiają tego samego dnia na swoim blogu – promując się wzajemnie.
W ramach Lubelskiego Kociołka upiekłam ciasto drożdżowe ze śliwkami. Może mało oryginalnie, ale za to sprawiłam tym ciastem, a właściwie plackiem wielką radość Panu K. który czekał na placek z wielkim utęsknieniem.  Gotuję i piekę dla swoich bliskich, a nie dla rozgłosu i promocji i chciałabym aby tak  na zawsze pozostało :), a już najbardziej chcieli by tego moi chłopcy, którzy narzekają kiedy ich Szkatułki Cook ciągle nie ma w domu.
Wracając jednak do Lubelskiego Kociołka to w zabawie udział bierze kilka dziewcząt piszących bloga kulinarnego i niestety nie ma tym razem wśród nas żadnego mężczyzny, a przecież
są wśród lubelskich blogerów kulinarnych również panowie.
W X edycji Lubelskiego Kociołka, wspaniałej zabawie i zarazem popularyzowaniu blogów ze środowiska blogerów lubelskich przyłączyły się: Marta Niebieska pistacja Gosia
Jedz i smakuj Karolina Sto kolorów kuchni Edyta  Pasja Smaku  Julianna Obiad gotowy Dorota Sierotka Marysia w kuchni i Ela  To i owo stokrotki.
Zajrzyjcie również na ich blogi, z pewnością przygotowały coś pysznego ze śliwek. Tymczasem zapraszam na placek jaki  się wypieka na Śląsku. Placek ze śliwkami.



 Potrzebne będzie:
Na rozczyn:

  • 0,5 szklanki ciepłego mleka
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka cukru
  • 35 g świeżych drożdży

Na ciasto:

  • 600-700g śliwek węgierek – umytych i osuszonych
  • 2,5 szklanki mąki pszennej (można dodać ciut więcej w razie potrzeby – w zależności od wyrabiania ciasta)
  • 0,5 szklanki letniego mleka (w razie potrzeby można dodać ciut więcej – w zależności od wyrabiania ciasta )
  • 0,5 szklanki cukru (można dodać mniej)
  • 1 opakowanie cukru waniliowego lub 2 łyżki cukru waniliowego
  • 65 g rozpuszczonego masła
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • szczypta soli

Na kruszonkę:

  • 70g cukru
  • 1/2 kostki masła
  • 130g mąki pszennej (wychodzi duża porcja kruszkonki)

Wymieszać mąkę, sól, cukier z jajem i żółtkiem. Następnie dodać rozczyn i wszystko starannie wymieszać dodając powoli letniego mleka lub mąki. Wyrabiać tak długo aż ciasto będzie gładkie
i w miarę elastyczne. Odstawić do wyrośnięcia, a w tym czasie przygotować kruszonkę: Wszystkie składniki na kruszonkę należy zagnieść i odstawić do lodówki.
Kiedy ciasto drożdżowe wyroście (podwoi swoją objętość) należy je wyjąć z misy wilgotnymi rękami i wyłożyć na odpowiedniej blasze lub formie wyłożonej papierem do pieczenia lub posmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką. Ciasto rozprowadzić równomiernie i pozostawić w blaszce do ponownego wyrośnięcia. Po tym czasie na ciasto wyłożyć delikatnie śliwki. Ja układam je we wzory. Tym razem ułożyłam je w kwiaty bo taką miałam weną twórczą. Innym razem ułożyłam kwadraty … jeszcze innym razem fale. Śliwy można posypać dodatkowo cukrem i cynamonem, ale nie ma takiej potrzeby. Ułożyć je również można skórką do góry lub do dołu. Są różne szkoły
i polemiki na ten temat. Jestem ciekawa – jak wy układacie śliwki na swoim cieście (kruchym, drożdżowym?)  Na samym końcu wyjąć kruszonkę z lodówki
i "rozkruszyć" na cieście i owocach. 



Ciasto piec w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni przez ok. 50 minut. W razie potrzeby wydłużyć bądź skrócić proces pieczenia. Wszystko zależy od zachowania się ciasta w piekarniku.
Po wystudzeniu - ciasto kroić na kwadraty. Można posypać delikatnie cukrem pudrem i delikatnie cynamonem.

Delektujcie się ... :)


niedziela, 27 września 2015

Warsztaty kulinarne w Bio&Fresh ... czyli ... Świadome Gotowanie





W piątkowy wieczór deszczową porą poprowadziłam  w siedzibie Bio&Fresh w Puławach w ramach programu 28 dni Całkowitego Oczyszczania Organizmu warsztaty zatytułowane „Świadome Gotowanie”.
Moje słuchaczki były już bardzo świadome swojego organizmu
i przemian w nim zachodzących ponieważ program dobiegał końca, a mój warsztat był z kolei czwartym w którym uczestniczyły zgodnie z programem. Poprzednio spotykały się ze specjalistkami z dziedziny „świadomego oddychania”, „świadomego odżywiania” oraz ruchu jako „świadomego dbania o swoją kondycję i samopoczucie”



W krótkim aczkolwiek treściwym wykładzie przekazałam Paniom, że mają wybór i to do nich ten wybór należy – jak się będą odżywiały, z jakich produktów będą gotowały swoje potrawy i jak je będą podawały. Uzmysłowiłam wszystkim nam, że jesteśmy ludźmi wolnymi, ale wolność to odpowiedzialność (w szeroko rozumianym znaczeniu). Powiedziałam też kilka słów o jakże ważnej motywacji w naszym codziennym życiu,
no i oczywiście żywa dyskusja, którą ochoczo kontynuowałyśmy przygotowując wspólnie potrawy, które zaproponowałam na ten krótki aczkolwiek bardzo intensywny wieczór.
Justyna – założycielka Bio&Fresh przygotowała dla nas na moją prośbę raw-food’ową  pyszną, wielowarzywną zupę krem. Natomiast już pod moim okiem Panie przygotowywały samodzielnie sól rozmarynową (ze świeżego rozmarynu), sól pokrzywową, masełko avocado, sos pietruszkowy do spaghetti, które następnie wspólnie przy biesiadnym stole wśród gwaru i rozmów degustowałyśmy. Oprócz tego poczęstowałam moje Panie kwasem z czerwonych buraków domowej roboty, który oczywiście mogły zabrać sobie do domu. Każda z uczestniczek warsztatów otrzymała również domowej roboty aromatyczny ekstrakt waniliowy w prezencie.



Niestety nie przekażę Wam relacji fotograficznej z warsztatów bo nasze uczestniczki nie życzyły sobie fotografii i zamieszczania ich w Internecie, a jako organizator całości programu muszę dbać
o komfort moich uczestniczek oraz uszanować ich prywatność. 




wtorek, 22 września 2015

Jacques Pépin ... czyli ... życiowe przesłanie



Chciałam Wam dziś pokazać swoje nowe logo, które wymyśliła dla Szkatułki Cook Weronika Labisko, znana w świecie blogosfery projektantka, graficzka i blogerka.  Z Weroniką znam się od dłuższego czasu i nie wahałam się powierzyć jej tego odpowiedzialnego zadania.

A tak o sobie pisze Weronika: ..." Zajmuję się projektami graficznymi. Tworzę przede wszystkim dla kreatywnych blogerek i właścicielek małych biznesów, pomagając spełniać im marzenia o pięknej identyfikacji wizualnej dostosowanej do ich potrzeb oraz możliwości. Bo kto zrozumie lepiej kobietę niż druga kobieta? Projekt pięknego logo, dobór kolorystyki
i typografii czy przyciągająca uwagę wizytówka nie jest czymś, czego któraś kobietka nie może mieć! Wszystko to, a nawet więcej leży w zasięgu ręki! Wystarczy zajrzeć na www.weronikalabisko.pl . "

Otrzymałam od Weroniki pełen pakiet różnych gadżetów reklamowych - nie tylko logo, ale także banery, naklejki, nakładki na zdjęcia, a spostrzegawcze osoby mogły dostrzec już od kilku dni testową favikonę na blogu. Banery z logiem pojawią się przede wszystkim w pierwszej kolejności na Facebooku ponieważ blog czekają poważne zmiany ... ale o tym będę informować w terminie późniejszym.

Tymczasem przedstawiam Wam oficjalne logo Szkatułki Cook 



oraz moje motto ... słowa te wypowiedział kiedyś sam mistrz Jacques Pépin. Trafił w sedno i do mojego serca na zawsze :) Dlatego powtarzam za Mistrzem jak mantrę ...


Mam nadzieję, że zarówno logo jak i motto przypadło Wam do gustu i zaakceptujecie pozytywnie zmiany jakie zaistnieją na blogu oraz fanpejdżu Fb .

poniedziałek, 21 września 2015

Pani Jesień ... w Aromacie



Wolnymi krokami nadeszła Pani Jesień. Jeszcze złotą ma sukienkę i ciągnie babie lato jak welon po łąkach i ogrodach. Złota polska jesień podobno najpiękniejsza na świecie. 


Zimne i mgliste poranki oraz wczesne i chłodne wieczory to pierwsze oznaki tej barwnej pory roku. Jesień potrafi być jak paw i pokazać swe piękne i kolorowe oblicze. Liście drzew mienią się wszelkimi odcieniami czerwieni, żółci i brązu. 



Ku radości dzieci i dorosłych spadają już z drzew dojrzałe kasztany i żołędzie, które zbierają podczas długich jesiennych spacerów, a z których robią potem leśne ludziki podczas długich jesiennych wieczorów. W lesie można znaleźć już tylko grzyby, na które z wielkimi koszami wyruszają o poranku grzybiarze.
W lasach, górach i na plażach robi się cicho i pusto. Jesienią wracamy do swoich zajęć i przyzwyczajeń. Dawniej tak jak
i zresztą dziś cieszymy się też darami jakimi obsypuje nas jesień. Magazynujemy plony, przetwarzamy warzywa i owoce, organizujemy ostatnie spotkania w ogrodach przy grillu czy ognisku. Jesienna aura sprzyja spotkaniom przy ogniu. Nic nie smakuje tak jak ziemniaki pieczone w ognisku, kukurydza opiekana na ruszcie grilla, kociołek pełen mięsa i warzyw przygotowywany na ognisku z dużą pieczołowitością przez mistrza tej ceremonii czy gorąca herbata parzona wraz
z rozgrzewającym cynamonem i imbirem.
Jesień to pracowita pora w kuchni. Jesienne ciasta i przetwory są doskonałe. Dojrzałe w słońcu owoce, warzywa i jarzyny właśnie teraz smakują najlepiej. Moja mama mawiała, że zamykamy słońce na zimę w słoikach i kisiła, marynowała
i przetwarzała wszystko co tylko się nadawało do przetworzenia.


Złota polska jesień nie trwa wiecznie … niedługo słońce przestanie nas dobrotliwie ogrzewać i nastanie czas jesiennej słoty, czasem smutku, czasem nostalgii. Zanim to jednak nastąpi cieszmy się ciepłą i kolorową jesienią, organizujmy wspólne grille i ogniska ciesząc się chwilą i wspólnie przeżywanym czasem. A kiedy nadejdzie pora deszczowej i zimnej jesieni zaglądajmy do naszych spiżarni by otwierać słoneczne przetwory na poprawę humoru i wspominajmy dobre chwile spędzone przy ogniu i na zabawie ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi.

Tekst oraz część zdjęć pochodzi z drugiego numeru Magazynu Aromat W Aromacie znajdziecie nie tylko tekst o jesieni, ale również kilka wspaniałych nie publikowanych nigdzie dotąd przepisów na jesienne przysmaki.
Czytajcie Aromat, zachęcam :)

sobota, 19 września 2015

Jagodowe wspominki … czyli … ciasto drożdżowe z jagodami


Od pewnego czasu z lepszym lub gorszym skutkiem wypiekam placki lub bułeczki drożdżowe dla moich bliskich. Przyznam się z ręką na sercu, że do ideału mi jeszcze daleko, ale … moje placki drożdżowe smakują już całkiem, całkiem i wiem, że gdyby żyła moja Babcia z pewnością byłaby ze mnie dumna.
Dziś miał być wpis i przepis na placek ze śliwkami co prawda, ale przypomniało mi się, że jestem Wam jeszcze winna przepis na placek z jagodami i pyszną kruszonką, którą robiłam jeszcze w sierpniu.

Potrzebne będzie:
 
Na zaczyn:
  • 0,5 szklanki ciepłego mleka
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka cukru
  • 35 g świeżych drożdży

Na ciasto:
  • 600g czarnych jagód – umytych i osuszonych
  • 2 i ½ szklanki mąki pszennej (można dodać ciut więcej w razie potrzeby – w zależności od wyrabiania ciasta)
  • 0,5 szklanki letniego mleka (w razie potrzeby można dodać ciut więcej – w zależności od wyrabiania ciasta )
  • 0,5 szklanki cukru (można dodać mniej)
  • 1 opakowanie cukru waniliowego lub 2 łyżki cukru waniliowego
  • 65 g rozpuszczonego masła
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • szczypta soli

Na kruszonkę:
  • 35g cukru
  • 1/4 kostki masła
  • 65g mąki pszennej


Wymieszać mąkę, sól, cukier z jajem i żółtkiem. Następnie dodać rozczyn i wszystko starannie wymieszać dodając powoli letniego mleka lub mąki. Wyrabiać tak długo aż ciasto będzie gładkie
i w miarę elastyczne. Odstawić do wyrośnięcia, a w tym czasie przygotować kruszonkę: Wszystkie składniki na kruszonkę należy zagnieść i odstawić do lodówki.
Kiedy ciasto drożdżowe wyroście (podwoi swoją objętość) należy je wyjąć z misy wilgotnymi rękami i wyłożyć na odpowiedniej blasze lub formie wyłożonej papierem do pieczenia lub posmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką. Ciasto rozprowadzić równomiernie i pozostawić w blaszce do ponownego wyrośnięcia. Po tym czasie na ciasto wyłożyć delikatnie jagody. Można je obsypać delikatnie cukrem – ale nie ma takiej potrzeby. Na samym końcu wyjąć kruszonkę z lodówki
i "rozkruszyć" na cieście i jagodach.
Ciasto piec w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni przez ok. 50 minut. W razie potrzeby wydłużyć bądź skrócić proces pieczenia.
Po wystudzeniu - ciasto kroić na kwadraty. Można posypać delikatnie cukrem pudrem.


środa, 16 września 2015

Aj, aj jakie to dobre … czyli Ajwar


Cóż rzec skoro to takie dobre i bardzo proste w wykonaniu :)
Oryginalny ajwar wywodzi z kuchni serbskiej i jest bardzo popularny na całych Bałkanach chociaż cieszy się już także dużą popularnością na rynku polskim. W oryginalnym przepisie do ajwaru dodaje się również cebulę, a papryki są pieczone. Wiadomo jednak, że w moim domu, cebuli nie dodaje się do wielu potraw, wręcz niektórzy domownicy uciekają przed cebulą. Dlatego proponuję wykonanie ajwaru bez cebuli
oraz z surowych papryk dla ułatwienia i przyspieszenia procesu przygotowywania sosu. 



Jak wykonać:
  • 3 kg papryki czerwonej
  • 1 duży bakłażan
  • ½ kg cukru
  • 1 główka czosnku
  • 1 szklanka octu jabłkowego (można zmniejszyć do ½ )
  • 60dkg  dobrego przecieru pomidorowego
  • ½ torebki słodkiej papryki
  • 1 łyżka stołowa soli
  • ½  szklanki oleju  lub oliwy
  • 3 liście laurowe (rozgniecione w moździerzu na pył)
  • 1 mała ostra papryczka – opcjonalnie
  • cukier  do smaku – opcjonalnie


Jak wykonać:
 

W rozgrzanym piekarniku do temperatury 180 stopni Celsjusza upiec (nakłutego w kilku miejscach) bakłażana oraz czosnek. Bakłażana piec ok. 1 godziny, a czosnek (przekrojony  na pół) krócej i wyjąć go gdy się lekko zarumieni. Uwaga by się nie przypalił bo będzie miał gorzkawy posmak! Bakłażana po upieczeniu kroję na pół i obowiązkowo zdejmuję z niego skórkę. Paprykę zmielić w maszynce o małych otworach. Podobnie uczynić z bakłażanem i czosnkiem oraz ostrą papryczką – jeśli zdecydujecie się na jej dodanie. Zmielone warzywa umieścić w rondlu dodać przecier pomidorowy (ja dodaję dobrej jakości przecier w słoiczkach 3x200g), olej, przyprawy i gotować na wolnym ogniu przez 20-25min. Na końcu dodać ocet, cukier do smaku oraz sól jeśli będziecie uważali, że trzeba.


Gotuję, przekładam do czystych słoiczków, odwracam do góry dnem, zawijam w ciepły kocyk – nie pasteryzuję. Czekam cierpliwie aż wystygnie.
Dodaję do wszystkiego … do marynat mięsnych, do spaghetti, do serów, do wędlin, do kanapek i przyznam się, że zdarza mi się też zjadać go samego wprost ze słoiczka … łyżeczką oczywiście :)



środa, 9 września 2015

AROMAT...czyli... wydanie drugie Magazynu Aromat



Drugi numer Magazynu Aromat miał właśnie premierę. Będzie mi niezwykle miło jeśli zechcecie zajrzeć do niego. To owoc pracy dziewcząt skupionych wokół Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej oraz osób zaproszonych do współpracy. Numer drugi to numer jesienny i jak jesień bardzo kolorowy i interesujący. Znajdziecie w nim dużo  jesiennych przepisów na oryginalne potrawy z kaszy i dyni, artykuły
o zdrowych kanapkach i żywieniu dzieci i młodzieży. Polecam Wam artykuł o kawie i o nalewkach.
Dziewczyną z okładki tym razem jest nasza koleżanka blogerka Karina prowadząca bardzo interesującego bloga Ekscentryczny parowar
Jeśli będziecie uważnie czytali znajdziecie tam również moje dwa artykuły oraz zdjęcia mojego autorstwa.
 
Zapraszam serdecznie do lektury, a jeżeli czujecie się na siłach to również do współpracy. Wystarczy do nas napisać ;)

Magazyn AROMAT - kliknij tutaj ;)