piątek, 31 lipca 2015

Chillout ... czyli ... Szkatułka Cook wyjeżdża na wakacje :)



Niezmiernie mi miło poinformować, że w Szkatułkowie ogłoszono wakacje.
Wyjeżdżam po słońce  i po wiatr, po nowe smaki i aromaty. Będę odpoczywać, ale też zbierać materiały do jesienno-zimowych przepisów dla Was i dla swojej rodziny. Wszystkim życzę przyjemnych słonecznych sierpniowych chwil. Tym, którzy zostają w mieście życzę przyjemnych chwil mimo wszystko,
a tym którzy również teraz wybierają się na letnie wakacje, życzę słoneczności, pogody ducha i wspaniałej letniej przygody.
Do zobaczenia już we wrześniu :)

czwartek, 30 lipca 2015

Pijana pistacja … czyli … torcik biszkoptowy z kremem pistacjowym.


O tym jak upiec dobry biszkopt pisałam tutaj.
Upieczcie więc dobry biszkopt i to będzie podstawa torciku
o nazwie Pijana pistacja. Torcik ten piekłam dla mojej Mai Córki Zegarmistrza i jest on przeznaczony raczej dla osób dorosłych ze względu na dużą zawartość procentów. Jednakże można zmniejszyć ich ilość i będzie również nadawał się do spożycia dla osób niepełnoletnich :)

Co będzie potrzebne:
wszystkie składniki do upieczenia biszkoptu znajdziecie tutaj
alkohol  do nasączenia blatów biszkoptowych wg uznania (można nasączyć naparem z kawy lub herbatą z dodatkiem soku pomarańczowego, ewentualnie syropu kawowego lub amaretto )

Składniki na krem :
  • mascarpone    750 g
  • spirytus    100 ml   
  • pistacje    250 g   
  • brandy    200 ml
  • szczypta soli
Jak wykonać:
Jak upiec biszkopt – krok po kroku (instrukcja - tutaj)
Zaś krem pistacjowy robi się bardzo prosto. Serek mascarpone  mieszamy z cukrem, a następnie dodajemy powolutku brandy
i spirytus. Na końcu dodajemy obrane i drobno posiekane pistacje (część pistacji 100g -125g zostawić do dekorowania tortu) oraz szczyptę soli, która przełamuje smak. Jeśli Wasze pistacje są mocno solone – możecie nie dodawać soli.
Przestudzony biszkopt przekroić na dwie części lub trzy. Przesmarować kremem kolejne jego partie oraz boki i wierzch oraz obsypać suto pistacjami. Schłodzić w lodówce. Torcik pistacjowy gotowy.


Był pyszny. Po rozkrojeniu nie dali mi zrobić zdjęcia – bo nie jestem na warsztatach fotograficznych :)
Jedli, jedli … a uszka trzęsły im się z zadowolenia :) To lubię najbardziej <3

środa, 22 lipca 2015

Nie szklankami, a dzbankami ... czyli ... woda smakowa z gruszką i nektarynkami i miętą ogrodową.


Upał sięga zenitu i pijemy nie na szklanki czy filiżanki ale już na dzbanki :) i to bardzo dobrze bo w okresie wzmożonego upału powinniśmy uzupełniać płyny i minerały.
Dlatego moją kolejną propozycją na upał jest  woda smakowa … Woda owocowa o lekkim smaku gruszki i nektarynki z nutą ogrodowej mięty.





Potrzebne będzie:
  • 1 gruszka
  • 1 nektaryna
  • 2-3 gałązki mięty pieprzowej lub każdej innej
  • 1,5 l wody niegazowanej (mineralnej lub źródlanej)
  • kostki lodu , 2 plasterki cytryny - opcjonalnie

Jak wykonać:
Owoce myjemy i kroimy na ćwiartki. Z nektarynki wyjmujemy pestkę, a z gruszek gniazda nasienne. Jeśli uważacie, że owoce są zbyt duże – możecie je sobie jeszcze poprzekrawać na mniejsze kawałki. Dodać miętę, wlać wodę i wstawić na chwilę do lodówki. Po schłodzeniu i nabraniu aromatu wyjąć z lodówki. Można dodać kilka kostek lodu i plasterki cytryny. Popijać regularnie
i najlepiej małymi łykami.





  Kiedy dzbanek opustoszeje można zalać po raz drugi te same owoce. Po wypiciu wody owoce można zjeść (można zjadać je już w trakcie picia – są doskonałym, słodkim dodatkiem).



Pozdrawiam Was serdecznie w wakacyjny i ten słoneczny dzień. Jak widzicie, pszczółki też lubiły moją wodę :) a pszczół w tym roku jak na lekarstwo :(


piątek, 17 lipca 2015

Anioły po to są ... czyli ... ciasteczka bez przepisu (wpis bez przepisu)




Kiedy czasami samotność przeszywa Cię jak sztylet i nie masz siły na cokolwiek, nawet na kolejny spektakularny sukces, a w domu czeka na Ciebie tylko kot … przyfruwają do Ciebie Anioły, przynoszą słodkie ciasteczka, stukają delikatnie w  ekran komputera lub "wyświetlają" się na ekranie telefonu.
Anioły po to są … chronią nas przed totalną samotnością, nakarmią słodkim ciasteczkiem, ochronią … 

Anioły po to są … i właśnie dziś jestem im za to bardzo wdzięczna, że są.
Za to, że jedne ochroniły mnie, inne nakarmiły słodkim ciasteczkiem,
a jeszcze inne dały ciepłe słowo jak miękką podusię na me zwichrowane serce…

Anioły po to są …
Dziękuję Ci Kasiu, za pyszne ciasteczka … dziękuję, że przyszły właśnie dzisiaj. Jak anioł, po raz kolejny zjawiasz się w moim życiu ofiarowując tym razem słodkie i bardzo pachnące ciasteczka.
Anioły po to są …
Usiadłam, puściłam cichutko nastrojową muzykę, zapaliłam świecę
w lampionie. Usiadłam wygodnie i nabrałam dużo lipcowego powietrza … wreszcie zrobiło się chłodniej, zmierzcha … odetchnęłam z wielką ulgą i poczułam dotyk prawdziwego Anioła :)

Anioły po to są …
Dziękuję za dzisiejszego.
Czuję niesamowitą radość myśląc sobie, że Ktoś z drugiego końca kraju, że Ty Kasiu pomyślałaś o mnie, upiekłaś te cudeńka i wysłałaś właśnie do mnie … cóż za radość i moc przyjaźni.

Anioły po to są … ciasteczka po to są … ludzie po to są … 


Ciasteczko na dobranoc i jeszcze raz dziękuję Ci Kasiu

Słodko-kwaśny … czyli … sorbet melonowo-miętowy z lionką.


Połowa lipca za nami, a przed nami kolejny upalny weekend. Postanowiłam ugasić pragnienie … nie wodą, nie koktajlem,
a kolejnym sorbetem. Tym razem sorbet zrobiony jest
z zamrożonego melona, soku z limonki, kilku listków mięty
i kilku kostek lodu. To wszystko :)



Wyszło pysznie, wyszło  zielono w kolorze nadziei. Mam nadzieję na dobry weekend w dobrym towarzystwie Anety – zawiozę jej zielone :)

Do przygotowania sorbetu potrzebne będzie:
  • ½ dojrzałego melona
  • 1 limonka
  • kilka listków mięty  (w zależności od tego jaki poziom intensywności lubicie)
  • 3-4 kostki lodu (jeśli wasz blender nie ma funkcji kruszenia lodu – lepiej go nie dodawajcie)

Jak przygotować:
Dzień wcześniej melona obrałam, wydrążyłam z pestek
i pokroiłam  w kostkę, a następnie włożyłam do pudełka
i zamroziłam w zamrażarce.
Następnego dnia, do wysokoobrotowego blendera  (mój ma ponad 3200 obrotów na minutę) włożyłam zamrożone kawałki melona i dodałam sok z  całej limonki oraz całkiem sporo umytych listków  mięty – aby sorbet miał wyraźny posmak miętowy i kwaskowaty smak. Zblendowałam. Na końcu dodałam kostki lodu i ponownie zblendowałam krusząc lód.



Pysznie, odświeżająco, kwaskowato. Mniam.


czwartek, 16 lipca 2015

Anna i jej cały świat … czyli … Bezowiec z kremem śmietanowym, świeżymi owocami i ziołową nutą.



O bezie i jej „przyjaźni” z nią pisałam już niejednokrotnie, cóż nie muszę umieć wszystkiego. Na szczęście w mojej rodzinie bezy wypiekają jak się patrzy wszystkie zdolne kobiety. Można by rzec, że na Waszych oczach powstaje nowa bezowa tradycja mojej rodziny.  Myślę, że jak wymienię piekarnik na nowy to i ja będę mogła wreszcie pokazać Wam swoje pomysły na ten prosty,
a jakże smaczny placek z cukru i białek :)
Tymczasem prezentuję Wam bezowca mojej kuzynki Anny Kosteckiej-Rozwadowskiej.
Ania jest moją kuzynką, ale nie jest to jednak zwykła kuzynka,
o nie. Od najmłodszych lat  byłyśmy dobrymi kuzynkami, koleżankami i przyjaciółkami. Bardzo lubiłam spędzać czas
z Anulką w jej maleńkim pokoiku z  zielonymi mebelkami. Tylko ja wiem jak czułam się w nim szczęśliwa i bezpieczna.
Pomimo wielu lat i upływu czasu i różnych perypetii losowych
i życiowych psikusów nasza rodzinna przyjaźń trwa sobie
w najlepsze. Potrafimy razem śmiać się i płakać, nie mamy tematów tabu i choć jesteśmy bardzo różne potrafimy dobrze się rozumieć. Jesteśmy sobie bliskie.
Nic faktu też nie zmieni ... jesteśmy rodziną :) obie roztrzepane, obie świszczypały :)
Anna jest kobietą dynamiczną i kreatywną. Przede wszystkim jest żoną i mamą dwójki fajnych, energicznych i mądrych dzieciaków, jest brafitterką, coachem. Podejmuje wiele inicjatyw i działa społecznie.
W Katowicach, jeśli będziecie mieli szczęście, możecie spotkać  czarującą Annę w jej sklepie z damską bielizną. Sklep Anny ma nazwę DALIA liczy i sobie już 10 lat, wcześniej miał inna nazwę ale. również sprzedawano w nim bieliznę . Jest to sklep
z wieloletnią tradycją. Przeszkolony profesjonalnie personel jest
i będzie na każde Wasze życzenie. Przede wszystkim w tym sklepie każda Pani witana jest z uśmiechem, bo dziewczyny pracujące w nim lubią swoje klientki. Poza tym dobierają bieliznę do każdej sylwetki, przekonajcie się – są w tym naprawdę dobre .
Dalia mieści się w Silesia City Center w Katowicach na Chorzowskiej 107 (parter). Możecie troszeczkę podglądać co dzieje się w Dalii  na stronie https://www.facebook.com/DALIASilesia
 
 UWAGA!!! UWAGA!!!
  
Do końca roku 2015 dla wszystkich chętnych, którzy odwiedzą Dalię w Katowicach na Chorzowskiej 107 i dokonają zakupu mam niespodziankę : otóż przy kasie na hasło Szkatułka Cook otrzymacie rabat w wysokości 10% W imieniu Anny i własnym serdecznie zapraszam. A może kiedyś zaprosimy Was do Dalii na bezowy tort ? Co Wy na to ?

A jak wykonać bezowca Anny? To bardzo proste :)
 


Potrzebne będzie:
Na jeden „placek bezowy” (w sumie do wykonania bezowca potrzeba upiec 2 bezy więc należy podwoić ilość potrzebnych składników )
  • 6 białek x 2
  • 30 dag cukru x 2
  • szczypta soli x 2
  • 1łyżka mąki ziemniaczanej x 2
 
Na krem:
  • 500ml śmietany 30%
  • 500mg  dobrej jakości serka mascarpone
  • 3 łyżki stołowe cukru pudru
  • usztywniacz do bitej śmietany (opcjonalnie – dla chętnych, ale nie polecam ze względu na dużą zawartość chemicznych dodatków)
  • ulubione owoce do przybrania (borówki, jagody, maliny, truskawki, jeżyny, porzeczki)
  • zioła do przybrania (mięta, melisa)
 
Wykonanie:
 
Każdą bezę przygotowujemy oddzielnie.
Białka ubijamy mikserem na sztywno, dodając szczyptę soli, potem stopniowo dodajemy cukier i nadal ubijamy aż masa stanie się szklista, potem dodajemy łyżkę mąki ziemniaczanej.
Na papierze do pieczenia odrysowujemy okrąg od dużego talerza, papier kładziemy na blachę i łyżką układamy pianę na powierzchni narysowanego koła.
Piekarnik nagrzewamy do 140 stopni ( tylko grzałka dolna ), wkładamy masę i suszymy w temperaturze 140 stopni przez jedną godzinę. Po wyłączeniu piekarnika placek należy zostawić w piekarniku do całkowitego wystudzenia. Jeżeli w piekarniku jest za dużo pary, to można go minimalnie uchylić po wyłączeniu żeby uszła, ale tylko na chwilkę.
Wyciągamy placek po wystudzeniu i zaczynamy to samo drugi raz , bo do wykonania bezowca potrzebujemy dwie takiej  samej wielkości bezy.
Kiedy druga beza jest w piekarniku można zająć się przygotowywaniem kremu. Przepis jest bardzo prosty. Do misy wlewacie schłodzoną w lodówce śmietanę i ubijacie ją na sztywno z dodatkiem odrobiny cukru pudru (uważajcie żeby jej nie przekręcić – bo zrobi się Wam słodkie  masełko). Gdy śmietana jest ubita można zacząć dodawać ostrożnie po łyżce serek mascarpone  i cały czas delikatnie ubijać z dodatkiem reszty cukru pudru. Powstanie sztywny krem o lekko słodkawym smaku. Jeśli beza ma być od razu podawana można do masy dodać świeżych owoców, a jeśli nie i ma trochę dłużej postać to raczej nie polecam tego pomysłu. Owoce puszczają sok, który powoduje, że beza robi się zbyt wilgotna.
Po wystudzeniu i wyjęciu z piekarnika bez wykładamy je na ozdobną paterę lub talerz. Jedną bezę smarujemy kremem
i przykrywamy drugą (jej spodem). Wierzch drugiej bezy również smarujemy przygotowanym kremem i przyozdabiamy świeżymi owocami oraz ziołami – Anna użyła jagód, czereśni i mięty. Poleca również maliny, porzeczki, jeżyny, borówki.
Beza wyszła perfect :) i długo nie stała na rodzinnym stole Anny :)
 
Mój patent - na krem do bezy? Siekam drobno kilka listków mięty lub melisy oraz ścieram do kremu odrobinę skórki
z cytryny. Dodaje to lekki posmak świeżości i aromatu.
 
 
 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Jak gotował mój Tato … czyli … ziemniaki z ogórkiem.


Nie wiem po kim odziedziczyłam miłość do kulinariów, ponieważ już od najmłodszych lat mogłam podglądać wielu mistrzów kuchni. Jedną z tych osób był mój Tato… Nikt tak jak mój Tato nie potrafił zrobić wspaniałego smalcu z cebulką, doskonałej sałatki z pomidorów, ogórków i cebuli z dodatkiem przypraw. Nikt lepiej od Niego nie przyrządzał tatara z polędwicy wołowej, czy przygotowywał różnego rodzaju galarety (wieprzowej, drobiowej, mieszanej, aż doszedł do warzywnej).
Z niecierpliwością czekaliśmy kiedy śledzie jego roboty będą nadawały się do zjedzenia. W kuchni mój Tato był artystą … nie bał się wyzwań, przełamywał smaki. Wiele dań wydanych z pod jego ręki – niestety musiał zjadać sam … bo jako dzieci nie byliśmy gotowi na „takie wyzwania” :)
Tato słynął jak widać z męskiej kuchni, ale czasem czymś potrafił mnie zaskoczyć.
Takim wielkim zaskoczeniem było dla mnie danie, które dzisiaj chciałam Wam polecić.
Jako dziecko nie lubiłam mizerii. Mój Tato pewnego dnia zrobił coś takiego …


 
Potrzebne będzie:
  • Ziemniaki  (najlepiej młode)
  • Ogórki zielone (najlepiej gruntowe, ale szklarniowe-długie też mogą być)
  • Jogurt naturalny – bardzo gęsty
  • Zielona cebula lub szczypiorek
  • Koperek zielony
  • Sól i pieprz do smaku

Jak wykonać:
Nie podałam przy składnikach ilości bo nie mają one większego znaczenia. Ziemniaków powinno być mniej więcej tyle samo co ogórków, a jogurt powinien się dobrze zmieszać ze składnikami
i je dobrze ze sobą połączyć.
Ziemniaki umyć, obrać  i ugotować (można je ugotować
w mundurkach). Wystudzić, a nawet można schłodzić w lodówce. Po schłodzeniu pokroić je
w plasterki 3-4mm. Podobnie postąpić z ogórkami, czyli umyć je i obrać ze skórki, a następnie pokroić w plasterki nieco grubsze niż na mizerię. Mój Tato nie dodawał posiekanej zielonej cebuli ani koperku, ale zaręczam, że z zieleniną to danie smakuje jeszcze wyborniej. Na końcu dodać sól i pieprz do smaku i zalać wszystko jogurtem w taki sposób by składniki się dobrze połączyły, ale nie pływały w jogurcie.
W czasach kiedy Tato przygotowywał mi to danie po raz pierwszy – jogurtu nie było w sklepach, albo był wielkim rarytasem więc do połączenia ogórków z ziemniakami używał gęstej śmietany.
Na szczęście czasy się zmieniły i jogurtu mamy pod dostatkiem.


Tato sprawił, że polubiłam mizerię, ale do dziś wolę łączyć ziemniaki z ogórkiem w jedną całość – w jedno danie :)
Tak przygotowane ziemniaki z ogórkiem chętnie podaję do dań mięsnych, ale z powodzeniem również do jajka w koszulce lub jaja sadzonego. W upały chętnie zjadam jako danie główne bez dodatków.
Na zdjęciach może nie wychodzi efektownie, ale zaręczam Wam, że smakuje wybornie.

piątek, 10 lipca 2015

Bez przesady…czyli… ciasteczkowy deser z owocami.


W zeszłym roku zostałam poczęstowana podobnym deserem przez Malwinę - córę mojej przyjaciółki ze szkolnej ławy. Deser łatwy, lekki i nie drogi. W sam raz na upalne popołudnie. Ciasteczka nadają mu słodyczy, owoce kwaskowatości, a zimny jogurt - chłodu i lekkości. Czy czegoś potrzeba chcieć więcej
w lipcowe, leniwe popołudnie? Wszystkim pozostającym na diecie mówię w tej chwili, no bez przesady! 2dkg ciasteczek to chyba nie grzech?!
A jeśli nawet- to jaki rozkoszny? I lekki :)



Spróbujecie?
 
Co będzie potrzebne:
porcja na jedną szklankę:
  • 1 mały kubek gęstego jogurtu naturalnego
  • 1 mały kubek po jogurcie naturalnym wypełniony dowolnymi owocami – ja użyłam świadomie czarnej porzeczki (mogą być maliny, jagody czarne, czerwona porzeczka, jeżyny, lekko rozdrobnione truskawki )
  • 1 mały kubek po jogurcie naturalnym ciasteczek (mogą być pokruszone resztki biszkoptów, pierniczki, ciasteczka maślane, ciasteczka korzenne lub zwykłe herbatniki) Ja dziś do wykonania tego deseru użyłam aromatycznych ciastek korzennych.

Jak wykonać:
Wykonanie deseru jest bardzo proste i nie zajmuje wiele czasu.
Owoce należy umyć i obrać. Ciasteczka pokruszyć. Można to zrobić mechanicznie np. za pomocą maszynki do mielenia mięsa lub przy użyciu blendera lub można zrobić to ręcznie wkładając ciasteczka do worka i użyć np. wałka do ciasta. Jogurt oziębić.
Na dno wysokiej szklanki wsypałam część ciasteczek, następnie zalałam je gęstym jogurtem i na jogurt nasypałam porzeczki, a na porzeczki ciasteczka, potem jogurt i znowu porzeczki i tak do wykończenia składników.



Cała filozofia deseru.
Pysznie smakował też z jeżynami – polecam tę wersję, oraz wersję poziomkowo-piernikową.





czwartek, 9 lipca 2015

Bananowy song … czyli … Koktajl z mrożonych bananów, ananasa i mango


Upały dają się we znaki nie tylko ludziom ale i zwierzętom. Nie zapominajcie o swych braciach mniejszych i jeśli tylko możecie wystawiajcie poidełka dla ptactwa w ogrodach i na balkonach,
a miski z wodą dla psów i kotów na podwórkach. Sami również nie zapominajcie o schładzaniu się łykiem wody co jakiś czas.
Moją propozycją na dziś miało być zimne mango lassi ale podczas przygotowywania się do robienia – zjadłam całe jedno mango i już było po kłopocie :)
Wykorzystałam więc swoje zasoby ukryte w lodówce i oto proponuję Wam dziś doskonały koktajl dla ochłody 



Potrzebne będzie:
  • 1 mango
  • 3 zamrożone i pokrojone w plasterki banany
  • 1/3 dużego świeżego obranego ananasa
  • kostki lodu  (opcjonalnie)

Jak wykonać:
Mango umyć i obrać ze skórki, a następnie pokroić w cząsteczki. Ananasa pokroić w plastry, wydrążyć środek, a następnie pokroić na połówki i ćwiartki. Wszystkie składniki włożyłam do blendera, dodałam banany i zblendowałam na puszysty mus. Pod koniec dodałam kilka kostek lodu, które jeszcze dodatkowo oziębiły mój koktajl.
Koktajl przelać do wysokich i oziębionych szklanek. Można przybrać owocami i ziołami.


Moim facetom bardzo taki koktajl smakował.

Uwaga! Jeśli wasz blender nie ma opcji kruszenia lodu – radzę nie dodawać lodu!





wtorek, 7 lipca 2015

Nie taki burger straszny ... czyli ... burgery z kaszy jaglanej



Jaki burger jest każdy potrafi sobie wyobrazić … jaki burger jest każdy widzi. Ostatnio jednak udało mi się zaskoczyć swoich mężczyzn jaglankowymi burgerami . Pan K., który wydaje się, że zaakceptował w końcu mój nowy styl odżywiania się sam skusił się na solidną porcję burgerów z sałatą prosząc o dokładkę. Młody natomiast nie był zachwycony, że burgery nie pachną mięskiem pomimo, że w całym domu unosił się zapach jego ulubionej przyprawy curry, który w nadmiarze został dodany do burgerów z myślą o Młodym. Niestety burgery z kasy jaglanej pomimo curry nie podbiły serca Młodego. Ba! Nawet nie wzbudziły jego najmniejszego zainteresowania … cóż sądzę, że nadejdzie jeszcze taki dzień, że Młody przeczyta
z niedowierzaniem, jak to z wielką obojętnością podchodził do tych burgerów. Dlatego też postanowiłam udokumentować ten fakt króciutkim wpisem :)


Jaglankowe burgery
Potrzebne będzie:
  • 2 szklanki startej marchewki
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 ½ szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • ½ szklanki ziaren słonecznika
  • 1/3 szklanki ziaren sezamu
  • 2 łyżki nasion czarnuszki
  • 2 łyżki siemienia lnianego(w całości)
  • 2 łyżki mielonego siemię lnianego
  • ½ łyżeczki świeżo zmielonej kolendry
  • 1 łyżeczka świeżej natki pietruszki
  • 1/2 łyżeczka chili (mielone lub płatki) – opcjonalnie
  • 1 łyżka stołowa curry – opcjonalnie
  • 1 jajko (można zastąpić 2 łyżkami oliwy z oliwek lub 1 łyżką dodatkową zmielonego siemienia lnianego)
  • sól, pieprz do smaku

Jak wykonać:

Najpierw ugotowałam kaszę i odstawiłam ją do przestudzenia. Marchewkę starłam na drobnych oczkach mechanicznie
i wsypałam do dużej misy podobnie z pietruszką. Gdy kasza przestygła dodałam ją do startych warzyw. Ziarna słonecznika, sezamu oraz siemię lnianego uprażyłam chwilę na patelni,
a następnie dodałam do kaszy i startych warzyw. Do miski dodałam wszystkie pozostałe składniki i dokładnie wymieszałam.

Burgery piecze się w piekarniku w temperaturze 200stopni Celsjusza przez ok. 30 minut na złoty kolor. Wystarczy dobrze nagrzać piekarnik, uformować pożądane kształty i wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Warto mieć ręce wilgotne przy formowaniu burgerów – wtedy masa łatwiej poddaje się formowaniu i szybciej odchodzi od dłoni.
Burgery można jeść na ciepło, na zimno, a nawet zamrażać.
Inspiracją do wykonania jaglankowych burgerów był przepis znaleziony na tym blogu





sobota, 4 lipca 2015

Obiecanki cacanki … czyli ... Pasztet z lędźwianu

  •  
    Na specjalne życzenie jednej z czytelniczek mojego bloga prezentuję dzisiaj pasztet z lędźwianu. O tej roślinie pisałam już kiedyś przy okazji wpisu o zapomnianych gatunkach roślin takich właśnie jak lędźwian czy topinambur.
    W jednym z komentarzy zostałam poproszona o podanie przepisu na pasztet z lędźwianu co czynię właśnie
    z ogromną przyjemnością.

     
    Co będzie potrzebne:
    • 0,5 kg lędźwianu
    • 1-2 marchewki
    • 1-2 cebule
    • 1 łyżka stołowa zmielonego i odtłuszczonego siemienia lnianego
    • 1 łyżka stołowa słonecznika łuskanego
    • 2 ząbki czosnku
    • 1 jajo (można zastąpić jajko zmielonym
      i odtłuszczonym siemieniem lnianym w dodatkowej ilości 1 – 2 łyżek stołowych)
    • 2 łyżki stołowe oleju rydzowego (można zastąpić go olejem rzepakowym)
    • sól , pieprz do smaku
    • łyżeczka siemienia lnianego oraz łyżeczka słonecznika albo na przykład czarnuszki – do posypania po wierzchu pasztetu
     
    Jak wykonać:

    Lędźwian namoczyć w dużej ilości wody najlepiej dzień wcześniej. Gdy mocno spęcznieje odlać z niego wodę
    i zalać go ponownie świeżą. Woda powinna zakrywać lędźwian na wysokość powyżej 2 cm .

    Gotować lędźwian na wolnym ogniu dodając do garnka pokrojoną cebulę, marchew i czosnek oraz sól i pieprz wg uznania. Po ugotowaniu i przestudzeniu zawartości garnka (gotować lędźwian jakieś 50-60 min) całość zblendować lub zmielić dodając jeszcze ziarna słonecznika.
    Zmielony lub zblendowany lędźwian z warzywami  wymieszać z całą porcją ciemienia lnianego i olejem rydzowym, a także jajem – jeśli zdecydowaliście się na taką opcję. Jajo dobrze wcześniej roztrzepać. Wszystko bardzo starannie wymieszać. Masę pasztetową, która powinna być o konsystencji gęstej papki włożyć do foremek wyłożonej papierem do pieczenia. Masę lędźwianowi wygładzić w foremkach, posypać ziarnami słonecznika i siemienia lnianego albo czarnuszką.
     
     
     
    Piec w temperaturze 200 stopni Celsjusza w piekarniku bez termo obiegu.

    UWAGI:

    1.  Jeśli do gotowania lędźwianu użyliśmy zbyt dużo wody to po jego ugotowaniu wodę można odlać (jeśli się cała nie wchłonęła), ale nie odsączajcie go na sicie bo wtedy pasztet może wyjść za suchy.
    2. Jeśli  do lędźwianu dodacie śliwki suszone, oliwki lub pomidory suszone albo żurawinę uzyskacie lędźwianowy pasztet o wybornym smaku.
    3. Jeśli do pasztetu używacie pomidorów suszonych
      w zalewie z olejem  - należy zmniejszyć ilość oleju
      z przepisu, a zamiast niego dodać np. 1 łyżkę oleju
      z pomidorów
    4. Do pasztetu można również dodać z powodzeniem świeżych ziół – próbowałam na razie z tymiankiem (gdy robiłam pasztet z dodatkiem pomidorów).

    Życzę wszystkim udanego wypieku :)
     
    Zdjęcia wykonałam podczas kwietniowego spotkania Convivium Slow Food Lubelskie. Bardzo mi przykro, ale nie potrafię odnaleźć swoich zdjęć na tę chwilę w chmurze tysięcy zdjęć jakie posiadam, a zależało mi aby podać szybko obiecany przepis.
    Zobowiązuję się do odnalezienia zdjęć lub do powtórnego wykonania pasztetu i zamieszczenia zdjęć w terminie późniejszym ;)

    Pasztet jest wykonany przez p. Mariolę T. z Convivium Slow Food Lubelskie.
     




piątek, 3 lipca 2015

Letnie wytchnienie … czyli … sorbet melonowo-pomarańczowy


Zrobiło się naprawdę upalnie. Tak upalnie, że mój kotek nawet na ulubiony balkon przestał zaglądać.
Lipcowa kanikuła w pełnym rozkwicie.
Na gorące dni i gorące głowy proponuję coś dla ochłody,
a jednocześnie mało słodkiego o przyjemnym orzeźwiającym smaku. Moja propozycja to sorbet z mrożonego melona
z dodatkiem pomarańczy. 


 
Potrzebne będzie:
  • 1 duży dojrzały melon 
  • 2 pomarańcze

Jak wykonać:
 
Melona umyć, obrać ze skórki, a następnie przepołowić.
Ze środka wydrążyć wszystkie pestki. Następnie pokroić melona w kostkę i zamrozić.
Pomarańcze umyć i obrać ze skórki, a następnie usunąć z nich wszystkie błony, albedo (to ta biała skórka) oraz pestki.
Zamrożonego melona włożyć do  wysokoobrotowego blendera, dodać miąższ z pomarańczy i wszystko dokładnie zblendować.  Uzyskacie aromatyczny sorbet w konsystencji przypominający gęstego szejka tylko, że ten będzie o niebo zdrowszy i aromatyczniejszy.
Podawać i wypić najlepiej od razu po podaniu.



Warto wiedzieć!
Melon składa się w 90% z wody i choć zawiera dużo cukru to jest bardzo mało kaloryczny.


czwartek, 2 lipca 2015

Wakacyjne naleśniki ... czyli... Naleśniki ze świeżymi owocami.



Lato zaczęło przyspieszać … założyło rolki i pędzi radośnie rozdając promyki słoneczne na lewo i prawo. Dzieci rozpoczęły wakacje, pierwsze urlopy w toku :)
Kocham cię lato!
Powróciwszy z krótkiego, aczkolwiek bardzo intensywnego kilkudniowego spotkania postanowiłam sprawić Młodemu małą radość… Pan K. wyruszył na bazarek w poszukiwaniu świeżych, pachnących owoców leśnych i ogrodowych, a ja zamknęłam się
w kuchni i zaczęłam smażyć naleśniki.
Oto moja propozycja na upalne i szczęśliwe letnie obiadki dla Waszych pociech … zresztą okazało się, że frajdę miał nie tylko Młody :) bo naleśniki okazały się super, hiper  :)
A czereśnie drylował sam Pan K.  !!!

Co będzie potrzebne: 
Na ciasto naleśnikowe:
  • 3 czubate łyżki mąki
  • 1 jajo
  • ½ szklanki mleka
  • 5-6 łyżek wody
  • Sól
Do naleśników:
(na 1 naleśnik)
  • 1 garść dużych, dojrzałych umytych truskawek
  • 1-2 garście umytych i osuszonych czarnych jagód
  • 1 garść umytych, wydrylowanych i osuszonych czereśni
  • 1-2 garście czystych i osuszonych malin
  • 1 kubeczek śmietany 30%  lub jogurtu naturalnego
  • 1-2 łyżeczki cukru pudru
  • świeże zioła do przybrania (mięta, melisa)

Jak Wykonać:
Smażymy naleśniki :

Do misy wsypać przesianą mąkę, wbić jajo, posolić, wlać zimne mleko –około ¾ porcji i wymieszać lub zmiksować aby nie było grudek. Następnie dodać resztę mleka i wody i dalej wszystko dokładnie wymieszać.  Patelnię rozgrzać i posmarować kawałkiem słoniny nadzianej na widelec (lub cienką warstwą oleju) i wylać ciasto.
Najlepiej smażyć naleśniki w następujący sposób: rozgrzaną posmarowaną patelnię wziąć  w lewą rękę, prawą ręką wlać odmierzoną ilość ciasta i szybkim kolistym ruchem lewej ręki rozprowadzić ciasto tak , aby pokryć ciastem równomiernie całą patelnię – nie za grubo – nie za cienko – oczywiście :).
Gdy naleśnik jest suchy tzn. nie widać już na powierzchni surowego ciasta i naleśnik lekko odstaje od brzegów patelni, należy podważyć go długim nożem lub łopatką, odwrócić
i podsmażyć z drugiej strony. Gotowe, usmażone naleśniki składa się na płytkim talerzu – jeden na drugim.
Z podanej ilości naleśników wychodzi do 10 naleśników.

Uwaga!!! Naleśniki można usmażyć dzień wcześniej
i przechować w lodówce zabezpieczone dobrze

folią do żywności aby nie wyschły.


Na usmażone i przestudzone naleśniki nakładamy surowe owoce. Ja zrobiłam każdy naleśnik z innymi owocami, ale równie dobrze można je ze sobą pomieszać.
Na pierwszego naleśnika nałożyłam dwie duże garście czystych
i suchych jagód. Posypałam jagody delikatnie cukrem-pudrem
i zawinęłam w trójkąt.
Podobnie postąpiłam z naleśnikiem z malinami i czereśniami tylko do nich nie dodawałam cukru (nawet odrobiny). Jedynie truskawki lekko rozgniotłam widelcem przed nałożeniem ich na naleśnik i obsypałam delikatnie białym śniegiem  z cukru pudru (1/3 łyżeczki).
Tak przygotowane naleśniki nałożyłam każdemu na talerze.
Na koniec, tuż przed podaniem ubiłam odrobinę bitej śmietany z cukrem i udekorowałam nim naleśniki dodając trochę świeżych owoców – których użyłam jako farszu do naleśników  i ziół.
W wersji fit proponuję zamiast śmietany użyć jogurtu naturalnego :)



Życzę Wam smacznego i słonecznego dnia.