sobota, 4 października 2014

Trudny tydzień ... czyli Klopsiki z mięsa mielonego (danie dietetyczne)


Ten tydzień nie należał do najłatwiejszych, poprzedni zresztą też nie i jeszcze poprzedni również … Mam wrażenie, że siedzę na wielkiej karuzeli, która kręci się i kręci, a ja przesiadam się
w biegu z jednego miejsca na drugie by załatwić jakieś sprawy, spotkać się z ludźmi, napisać jakiś tekst, zrobić coś dla siebie, popracować, ugotować, porozmawiać, posprzątać, zrobić zakupy, zastanowić się, zasnąć, wyjechać, wstać, wrócić ….
Wszystko w jakimś dziwnym  chaosie bo karuzela wciąż pędzi
i pędzi, a na dodatek ja wiruję jeszcze w około własnej osi. Efekt tego  jest taki, że „różne sprawy leżą w różnych miejscach” czyli jeden wielki galimatias i poczucie winy, że niczego nie robię dobrze, dokładnie i do końca.
Zastanawiałam się dlaczego moje życie tak przyspieszyło?
A może ono wcale nie przyspieszyło, tylko to ja zaczęłam dziwnie wirować zamiast przechodzić spokojnie przez hałas i pośpiech,
i pamiętać jaki spokój można znaleźć w ciszy*
Jak więc zatrzymać karuzelę? Odpowiedź jest prosta …
Mam przyjaciela, który sam zadbał o mnie. Powiedział mi STOP, basta!!!
Już się pewnie domyślacie kto to taki?
To mój największy przyjaciel, mój ORGANIZM.
Poleżałam więc zawirusowana (dość dziwne teraz mamy te wirusówki ) dwa dni …
Zwolniłam, odespałam wszystkie zarwane nocki, odpoczęłam, trochę się i zrelaksowałam i chyba moja karuzela przestała tak (świrować) wirować i nawet trochę zwolniła.
Cóż, tego co zawaliłam nie da się już naprawić (na szczęście nie ma końca świata :) ), ale  może uda mi się spokojnie podejść do innych tematów, które na mnie czekają …
 
Wraz z wirusem musiałam zastosować małą dietę.
Cóż mamy XXI wiek i samego wirusa pokonałam skutecznie dopiero bardzo słodkim, brązowym i gazowanym napojem w butelce z czerwoną etykietą i białym napisem :)
Amerykanie piją go już od 1886 roku kiedy to została opracowana jej receptura.
Pierwszym posiłkiem, który zjadłam były pulpety z kaszą jęczmienną i marchewka na gęsto.
W sumie dobre dietetyczne jedzenie, ale kiedy mój Synio zobaczył TO na talerzu (fakt – mało kolorowo, dość jednolicie – no ale za to bardzo zdrowo, bardzo zdrowo :) ) nie był zachwycony. Poza marchewką, która nie przeszła mu przez gardło – wszystko pięknie „powymiatał”.
Cóż czasem warto zwolnić, ugotować coś lekkiego (czego widać domagał się mój największy przyjaciel - Organizm).
 
Chyba jestem już zdrowa, bo wstałam o 4.30 rześka jak skowronek.

Do przygotowania dietetycznych klopsików potrzebne będzie:
  • 25dkg mięsa mielonego (cielęcina, wieprzowina, indyk, wołowina – gatunki mięsa można pomieszać lub nie)
  • 1 mała czerstwa bułka kajzerka
  • 1 jajo
  • szczypta soli do smaku
  • ulubione przyprawy (ja dodałam cząber, kurkumę, tymianek) do smaku – opcjonalnie
  • 2-3 łyżki mąki pszennej do obtoczenia kulek z mięsa

Jak przygotować:

Mięso myjemy i mielimy (nigdy nie kupuję gotowego mięsa mielonego na tackach w sklepach).
Bułkę również mielimy (wcześniej namoczoną w mleku).
Do mięsa i bułki dodać jajo i przyprawy. Wszystko dobrze wyrobić aby wszystkie składniki dobrze się połączyły.
Z wyrobionego mięsa (zwilżoną ręką – tak o wiele łatwiej) uformować niewielkie kule i obtoczyć je w mące ze wszystkich stron.
Tak przygotowane klopsiki należy gotować na wrzącej i osolonej wodzie przez ok. 5-10 min. Jeśli macie bulion warzywny lub rosół – zalecam gotowanie ich właśnie w rosole lub bulionie warzywnym.
Takie są najlepsze. Nie polecam gotowania w tzw. kostkach rosołowych czyli sklepowych rosołkach … klopsiki przechodzą smakiem tych sztucznych rosołków (zatracając swój własny)
i dodatkowo są "napompowane" chemią
Można podawać z sosem beszamelowym, koperkowym, pomidorowym …. Wedle fantazji i upodobań.
Ja spałaszowałam 3 klopsiki z sosem beszamelowym
i marchewką na gęsto plus kasza jęczmienna.



Po dwóch dniach głodówki – pycha !


* Dezyderata (polecam)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję, że pozostawili Państwo swój komentarz. Wszelkie uwagi są mile widziane i czytane.
Mam nadzieję,że do zobaczenia :)