czwartek, 29 maja 2014

Nie ma, nie ma wody na pustyni … czyli woda smakowa 3



Odkrycie roku 2013. Najpierw myślałam, że sobie ze mnie robią ludziska lekko mówiąc jaja:) No bo zielony ogórek do wody???
Ale jeśli tego kochani nie znacie to powiem Wam tak! Zdecydowanie TAK!
Spróbujcie, a już zawsze będzie Wam towarzyszył i orzeźwiał
w upalne dni :)


Co będzie potrzebne?
Porcja na szklankę wody
  • 1 plaster cytryny
  • ½ plasterka limonki (opcjonalnie)
  • 1 plaster ogórka zielonego
  • 1 gałązka mięty
  • 1 szklanka wody
  • kilka kostek lodu



Jak wykonać:
Wodę dobrze schłodzić w lodówce.
Cytrynę, limonkę, ogórek, miętę umyć. Z cytrusów i ogórka odkroić po plastrze. Ułożyć wszystko razem z miętą starannie w szklance, zalać zimną wodą. Można dla oziębienia dodać dodatkowo kilka kostek lodu.
Woda jest bardzo orzeźwiająca i aromatyczna.



Przepis bierze udział w sympatycznej akcji:

                                  Jak ugasić pragnienie?

niedziela, 25 maja 2014

Wody, wody dla ochłody … czyli woda smakowa 2


Zaczynają się upały i woda idzie jak woda :)
Kupuję więc dobrą wodę, owoce i rozsmakowuję się w wodzie
i jej smaku. Dziś woda rabarbarowo-imbirowo-jabłkowo-pomarańczowo-cytrynowa :) I tylko gapa ze mnie bo zapomniałam kupić ziół na targu, a moje jeszcze nie urosły :(
Jeśli macie miętę to dodajcie mięty  - będzie super.


 
Do przygotowania wody rabarbarowo-imbirowo-jabłkowo-pomarańczowo-cytrynowej potrzebne będzie:
  • 1,5 – 2 l wody niegazowanej
  • 1duża laska rabarbaru
  • 1 cm imbiru
  • ¼ jabłka (ja dałam soczysty jonagold)
  • 2 plastry pomarańczy
  • 2 plastry cytryny
  • 2 plastry limonki

Wodę wkładamy do lodówki i schładzamy przez dobre kilka godzin.
Wszystkie owoce myjemy, najlepiej parzymy i nie obieramy ze skórek poza imbirem.
Rabarbar kroimy w słupki, pomarańczę, cytrynę i limonkę
w plastry, jabłka w łódeczki, a imbir obieramy ze skórki i kroimy w cienkie plasterki lub słupki (jeśli nie przepadacie za imbirem można dodać go mniej lub nie dodawać wcale).
Wszystkie owoce wkładamy do dzbana, zalewamy zimną wodą, dodajemy miętę (której dzisiaj niestety zabrakło) i woda gotowa. Wspaniale schładza i orzeźwia, a imbir działa pobudzająco.


Woda bierze udział w sympatycznej akcji:

                                                          Jak ugasić pragnienie?

sobota, 24 maja 2014

Kukuryku na patyku … czyli Kurczak curry z warzywami na parze.


Taki zwykły leniwy, a nawet jeden z pierwszych upalnych dni. Jedni jedzą truskawki, drudzy chłodniki, a ja postanowiłam pobudzić rodzinę na ostro i kolorowo. Długo nie myślałam
i wymyśliłam, że dziś w naszej kuchni rządzić będzie kurczak curry z warzywami na parze. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Gotowanie mnie odpręża i pozwala nie myśleć o tych wszystkich kłopotach, które ostatnimi czasy zwaliły mi się na głowę. Za oknem patrzę na swój bez, który już przekwita … Nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć, a już przyjdzie się nam żegnać do kolejnej wiosny. Wyhodowałam go z maleńkiej szczepki, maleńkiej lichej gałązki i jestem z niego bardzo dumna. Zresztą sami popatrzcie jaki piękny :)



 
A do przygotowania pikantnego kuraka curry potrzebne będzie:
  • 1 pierś z kurczaka
  • 1 opakowanie warzyw na patelnie np. Mieszanka włoska, Warzywa zielone lub inne (wg upodobań)
  • 1 czerwona papryka
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka przyprawy curry
  • 1 łyżka kurkumy
  • 1 łyżeczka czerwonej papryki (słodkiej)
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • Szczypta pieprzu cayenne
  • Sól (opcjonalnie cukier – jeśli ktoś preferuje) do smaku
  • ¾ szklanki wina białego
  • 1 szklanka śmietanki 30%
  • Oliwa do przyrządzenia marynaty,
  •  pietruszka do posypania i udekorowania potrawy

Jak przyrządzić:

Do miski wsypujemy; paprykę czerwoną, kurkumę, carry, zioła prowansalskie, pieprz Cayenne, sól (cukier jeśli ktoś lubi) dodajemy tyle oliwy aby dobrze wymieszać (nie przesadzamy
z oliwą) i wciskamy czosnek. Do tak przygotowanej marynaty dodajemy umytego i pokrojonego w duże kostki kurczaka
i starannie mieszamy. Dobrze mieszamy w celu połączenia marynaty z mięsem. Odstawiamy na co najmniej ½ godziny
w chłodne miejsce.
Następnie na rozgrzanej patelni przesmażamy krótko kurczaka, następnie zalewamy go winem i odparowujemy z wina alkohol
i redukujemy sos. Kiedy sosik ponownie lekko zgęstnieje zalewamy kurczaka śmietanką i ponownie mieszamy
i redukujemy aż sosik zgęstnieje.
W międzyczasie przygotowujemy warzywa na parze wg. opisu na opakowaniu lub własnego wyczucia. Ja przygotowuję je al dente.
Gdy mięsko w sosiku jest gotowe i warzywa również – wykładam na duży talerz najpierw mięso, następnie warzywa. Całość posypuję zieloną pietruszką.
Porcja (podana w składnikach) jest obliczona na 4 osoby.



Podaję z dzikim ryżem lub kuskusem.
Smacznego :)



UWAGA!!! Warzywa można oczywiście przygotować na patelni - ale potrzeba do tego tłuszczu, który jest już w marynacie z kurczaka (trochę go już za dużo ;( można też spróbować warzywa na patelni bez tłuszczu - są takie patelnie - marzy mi się taka. Pozostawiam Wam wolny wybór - wolność Tomku w swoim domku :):):))


piątek, 23 maja 2014

Pi, pi, pi, pa, pa, pa czyli … Koktajl z bananami, jabłkiem, mandarynką






Jestem w ciągłej podróży … pomiędzy trzema już teraz domami, szpitalem i dworcami kolejowymi … 



Nic jednak tak nie odpręża jak babskie gotowanie. Podczas swojego pobytu na śląskiej ziemi, tudzież chodnikach pomieszkiwałam w gościnie u mojej drogiej, nieocenionej
i naprawdę niezastąpionej od wielu, wielu lat Iwonki. To taki dobry człowiek, który przytuli kiedy trzeba, ale spuści też niezły łomot i naprostuje kręgosłup kiedy uważa za stosowne. Jako przyjaciel od ponad 30 lat jest po prostu niezawodna! Zatkało Was? Mam to szczęście, wiem i zdaję sobie z tego sprawę, a im jestem starsza (hmmm, latka lecą) tym bardziej to sobie doceniam. Co więcej, dziś piszę o Iwonce z południa Polski, ale mogę się też pochwalić, że w centralnej Polsce mieszka sobie Agulek co by oddał za mnie koszulę :-) hi, hi, hi. Jednak tak na poważnie, gdyby nie te dwie bliskie mi osoby, mój świat, babski świat (ten wewnętrzny i ten zewnętrzny) nie był by taki piękny. Dziękuję Wam za to dziewczyny (może zaczną czytać moje posty … hihihi).

Tak więc, w kuchni Iwonki, w której z powodzeniem mieści się Szef Kuchni Wojtek (jak ten facet gotuje!!!), Iwonka, Żabuś i Ja przygotowywaliśmy przez kilka dni na zmianę dobre, lepsze
i „lepszejsze” posiłki. Opowieści, gwaru, gawędziarstwa, wymiany myśli było bez liku, a przy tym powstawały fajne
i smaczne potrawy. A propo’s – czy ktoś zna się na pieczeniu ciast w kombiwarze? Będę wdzięczna za wszelkie uwagi, porady
i sugestie, a nawet przepisy szkatulka_cook@gazeta.pl. (można pisać tutaj, a można w komentarzach zostawić wiadomość).

Jednym z naszych wyczynów był koktajl ...





Potrzebne będą:
  • 1 mandarynka
  • 2 banany
  • 3 jabłka
  • 3 brzoskwinie (najlepiej świeże)

Jak wykonać:
Owoce myjemy, obieramy ze skórki (mandarynkę z białych osłonek), kroimy na cząstki i wrzucamy do blendera. Brzoskwinie parzymy i obieramy ze skórki, oddzielamy miąższ od pestki.   Wszystko blendujemy na jednolitą masę do momentu połączenia się owoców w jedną całość.  Wychodzi bardzo gęsta
i jednolita masa. Można jeść ją łyżką, ale można też rozcieńczyć wodą do pożądanej konsystencji. Nie słodziłam ponieważ świeże brzoskwinie zastąpiłam puszkowymi (zostały nam  z ciasta, które wspólnie robiłyśmy w kombi warze. Brzoskwinie puszkowe są bardzo słodkie i zastąpiły cukier). Jednak stanowczo odradzam takiego zamiennika :( Koktajl aby spełniał warunek, że jest dla zdrowia i urody, nie może zawierać konserwantów – a brzoskwinie z puszki, no niestety ale je zawierają.

Jeśli Wasza pulpa owocowa, wydaje się Wam za mało słodka – mona dodać miodu, soku z agawy lub cukru brązowego czy ksylitolu (wybór mamy już naprawdę duży).
Prosty sposób na smaczny deser – schłodzić przed podaniem
w lodówce.


Zapraszam Wszystkich do odwiedzin mojej strony na Facebook-u https://www.facebook.com/pages/Szkatu%C5%82ka-Cook/527163747390500.  
Znajdziecie tam dużo więcej …. :)



czwartek, 22 maja 2014

Bagienne fantazje Mai wprost z Luizjany czyli … Makaron z krewetkami cajun w sosie Alfredo.


Maja lata jak z piórkiem wiadomo gdzie … Nie wiem czy to wiosna tak na nią działa czy stara się być tylko bardzo miła bo zawaliła wszystko co zawalić tylko można było i stąd teraz ta mobilizacja, przyspieszenie, ożywienie no i przymilanie się na całej linii do rodzicieli. Z boku wygląda to trochę już śmiesznie,
a czasem irytująco no ale młodości się wybacza bo … no … nie pamiętacie? ...  Nie?
Pamięta wół jak cielęciem był :)
No i niech Maja teraz sama załatwia sprawy, które już dawno mogła mieć pozałatwiane (mieliście tak? Bo przyznam się,
że mnie często się zdarzało). Niech Maja goni z językiem na brodzie i niech się spina, a że jednak babka mimo wszystko ambitna jest to wierzę, że Waterloo jednak nie będzie :)
Przyszła dzisiaj zadowolona, przemiła córka moja z torbą wypchaną zakupami i mówi mi -  gotuj … Dziś mam ochotę na - krewetki z kuchni bagiennej Luizjany.
No i zaczęło się :
 
Potrzebne będzie:
  • 30dkg makaronu typu fettuccine
  • 1 łyżka stołowa masła
  • 40-50dkg krewetki
  • 1 łyżka stołowa przyprawy cajun
  • 2 ząbki czosnku posiekanego lub przeciśniętego przez praskę
  • 1/4 szklanki białego wina wytrawnego lub bulionu drobiowego
  • 1 szklanka parmezanu (drobno startego)
  • 1 szklanka śmietanki 30%
  • posiekana zielona cebula



Jak przygotować:
Zaczynamy od  gotowania makaronu
W międzyczasie topimy masło na patelni (na średnim gazie), krewetki mieszamy  z przyprawą cajun, i smażymy przez 2-3 minuty na stronę. Po usmażeniu krewetek  odkładamy je na bok
Na patelnię dodajemy czosnek na  i smażymy  póki nie poczujesz zapachu (ok. 30s)
Deglasujemy pozostałości  z patelni  białym winem, dodając następnie śmietankę śmietanę, parmezan i przyprawę cajun do smaku. Gotujemy póki sos się nie zredukuje (ok. 3-5 minut)


Do gotowego sosu wrzucamy ugotowany makaron, zmieszamy z krewetkami.
Podajemy posypane zieloną cebulką

 

UWAGA!!! Jeżeli macie do dyspozycji krewetki mrożone - należy je odpowiednio wcześniej rozmrozić 

środa, 21 maja 2014

Przyprawił mnie o zawrót głowy … czyli domowa przyprawa do krewetek.


Można kupić w sklepie, ale można przygotować własną i tak było dzisiaj. Wpadła Maja, narobiła ambarasu i smaku i w mojej kuchni zaczęło się dziać. Nastąpiła prawdziwa wiosenna reaktywacja … A  działo się sporo :) Zaczęłyśmy od zapełniania lodówki bo moi kochani faceci przyjęli podczas mojej nieobecności wariant bardzo oszczędny czyli w lodówce dużo światła i powietrza :) Zaczęłyśmy od ogarnięcia kuchni, potem od wspomnianych zakupów, a potem wspaniały, dwuosobowy team przystąpił do kulinarnej podróży przez bagna Luizjany :)


Dzisiaj pierwsza część tej bagiennej przygody.
 
Na początku naszego środowego popołudnia w kuchni postanowiłyśmy przygotować własnoręcznie przyprawę
o wdzięcznej nazwie  Przyprawa cajun. Przyprawy tej używa się do przyrządzania „bagiennych” krewetek cajun w sosie Alfredo
z okolic Luizjany (przepis na krewetki już niebawem - obiecuję).


Do zrobienia niewielkiej ilości przyprawy cajun potrzebne będzie:
  • 5 łyżeczek słodkiej papryki w proszku
  • 1 łyżeczka chili w proszku
  • 1,5 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka czarnego, mielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka białego mielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka czosnku w proszku (ja używam suszonych płatków czosnku, które również ucieram w moździerzu)
  • 1 łyżeczka cebuli w proszku

 Jak wykonać:

Tymianek i oregano i czosnek  ucieram starannie w moździerzu na pył. Dodaję resztę składników i lekko ucieram (ale już bez zbytniej przesady). Ot cała filozofia przyprawy cajun.
Cajun doskonale nadaje się też do marynowania kurczaka, czy przyprawiania innych mięs (ot choćby teraz na grilla np. żeberek czy karkówki).


Przyprawę przechowywać w szczelnym pojemniku.


Inspiracja: http://gotowanie.onet.pl/przepisy/przyprawa-cajun,109149.html

Majowy, urodzinowy ... czyli Tort śmietanowo-serowy

 W maju miało być pięknie, wesoło ślicznie i pachnąco. Niestety jest kiepsko … U mnie jest kiepsko. Wybaczcie zaniedbanie bloga, kontaktów towarzyskich i właściwie nastąpiła ogólna degrengolada …. Bo gdy następuje w naszym sercu kataklizm, kiedy serce łamie się na pół, kiedy lęk o bliską Ci osobę nie pozwala żyć i funkcjonować normalnie to nie ma mowy o cieszeniu się wiosną. Kolorów prawie nie zauważam, zapachów wcale już nie czuję, a o radości z tego co na straganach i w ogrodach nie ma mowy. Lekarze każą  czekać, więc czekam – przykulona, bezsilna, wystraszona. Czy przeżyje, czy nie , czy znajdzie  tyle sił do walki o życie? Mimo swojego dojrzałego wieku czuję się jak mała dziewczynka przepełniona lękiem. Mam już tylko jego … swojego tatusia. Z ufnością dziecka trzymam się nadziei, że wszystko skończy się dobrze.
 
Obiecany przepis na tort załączam poniżej – mam nadzieję, że nie jest za późno ;-)

Potrzebne będzie:
Na biszkopt:
  • 4 jaja
  • 1 szklanka mąki
  • 1 szklanka cukru
Na krem:
  • 1 serek mascarpone – 250g
  • 1 kartonik śmietany kremówki 30% lub 36% - 500ml (do ubijania powinna być schłodzona)
  • 1-3 łyżki cukru (według uznania)
  • 1-2 śmietanfix-y (opcjonalnie)
Dodatki:
  • 1/4 słoika dżemu porzeczkowego (lub innego kwaśnego)
  • truskawki z szypułkami (do przybrania)
  • ½ tabliczki czekolady gorzkiej
  • 150ml czarnej herbaty,
  • 3 łyżeczki soku z cytryny,
  • 3 łyżeczki cukru,
  • 20 ml spirytusu
  • 3 łyżki dobrze zmiksowanej konfitury truskawkowej


Jak wykonać:
Biszkopt:
Okrągłą blachę  max 24 cm wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą.
Białka oddzielić od żółtek i ubić z solą na sztywną pianę. Po ubiciu należy dodawać powoli małymi porcjami cukier (łyżka za łyżką) cały czas ubijając. Przypomina bicie bezy. Pod koniec ubijania, gdy cały cukier zostanie już dodany do białek – dodać żółtka i dalej ubijać. Na samym końcu dodać mąkę. Mąkę delikatnie wymieszać albo drewnianą łyżką z pianą z białek, albo mikserem na najniższych obrotach (ale bardzo krótko
i z wyczuciem by piana z białek nie opadła bo z biszkoptu nici). Tak przygotowaną puszystą masę przekładamy do blachy
i wkładamy do nagrzanego piekarnika do temperatury 160-170 stopni i pieczemy przez około 45 min. Biszkopt nie wymaga długiego pieczenia. Sprawdzamy metodą na patyczek czy się upiekł tzn. wbijamy patyczek w biszkopt i wyciągamy – jeśli patyczek okaże się być suchy – tzn. że biszkopt jest upieczony
i gotów do wyjęcia.
Po upieczeniu rzucamy tortownicą z biszkoptem z wysokości 50 cm o podłogę i można to zrobić nawet
Dwukrotnie :-) Ten rzut naszym biszkopcikiem  wyzwala z niego nagromadzone wewnątrz cząsteczki powietrza, a spuszczenie mu „łomotu” odpowietrza go i sprawi, że nie opadnie i będzie równiusieńki :-)
Po tych wszystkich zabiegach dajemy  mu odpocząć i dobrze wystygnąć.

Przygotowanie masy:
Serek mascarpone rozmiksować  lub zblendować.
Śmietanę ubić w wysokim naczyniu na bitą śmietanę z cukrem (ilość cukru pozostawiam każdemu wg uznania. Ja daję 3,
a nawet więcej łyżek, jeśli ma być to tort dla dzieci – bo moja dzieciarnia nie lubi mdłej śmietany).
Jeśli chodzi o śmietanfixy to jeśli jest bardzo ciepło to dodaję 2 torebeczki tego specyfiku aby mi ten tort po prostu nie spłynął po stole. Jeśli nie m upałów – śmietanfix nie jest konieczny.
Kiedy śmietana jest dobrze ubita łączę ją delikatnie z serkiem mascarpone i delikatnie mieszam.
Gotową masę schładzam w lodówce przez 20-30 minut.
Biszkopt przekrawam na pół lub 3 części.


Nasączam odpowiednio ponczem:
Zaparz 150 ml czarnej herbaty, dodaj soku z cytryny, cukru, spirytusu i dobrze zmiksowanej konfitury truskawkowej. Poncz należy wymieszać i przestudzić – wtedy jest gotowy do nasączania.

Nasączony biszkopt smaruję cienko dżemem porzeczkowym (najlepszy z czarnej porzeczki lub mieszany), a następnie nakładam masę śmietanowo-serową. Wierzch i boki również smaruję masą śmietanową, obsypuję czekoladą startą na grubych oczkach tarki do jarzyn (lub można kupić gotowe wiórki czekoladowe). Wierzch dekoruję dorodnymi już o tej porze truskawkami.


Ten torcik ma też inne wersje ….
Biszkopt kwadratowy, a  truskawki zanurzone w galaretce truskawkowej :-)
Biszkopt okrąglutki, a zamiast truskawek feeria owocowa pokryta glazurą (pycha).

Może przyjdzie Wam coś do głowy i zaproponujecie jeszcze coś innego? Liczę, że się ze mną podzielicie :-)


Życzę smacznego, wiosennego torcikowego ucztowania

sobota, 10 maja 2014

Szkatułka Cook świętuje czyli ... pierwsze urodziny bloga




Witam Was dziś Wszystkich bardzo serdecznie. 
To wyjątkowy dzień dla mnie bo to właśnie dziś obchodzę swoje umowne 1 urodziny jako Szkatułka Cook :-) 



Nie było by dziś tego bloga bez jednej osoby, której zawdzięczam że ten blog ma taki wygląd, że przez rok zamieściłam na nim  86  postów, że odwiedziło mnie do dziś przeszło  dwanaście i pół tysiąca osób. Dzięki Wam bardzo.
Przeszło rok temu pisałam tego bloga tylko dla siebie
i myślałam, że moja kuchnia i moja osoba nikogo nie zainteresują. To Zuzayana sprawiła, że mój blog otrzymał drugie życie. To Ona zmotywowała mnie do otworzenia się na ludzi i pokazania światu co mam do zaoferowania. I tak prawie regularnie z różną intensywnością jestem obecna w polskiej blogosferze kulinarnej. Przez ten rok dzięki temu, że prowadzę bloga kulinarnego moje życie bardzo się zmieniło (czego w ogóle się nie spodziewałam, a za co jestem szczególnie wdzięczna). Poznałam wiele ciekawych osób, blogerek
i blogerów (wybaczcie, że nie wymienię nikogo, ale tak będzie chyba najbardziej sprawiedliwie bo obawiam się by kogoś nie pominąć), odkryłam w sobie wiele nowych pasji i pokładów możliwości. Życie codzienne przeniosłam do kuchni, a kuchenne wyniosłam na zewnątrz - oj, dzieje się, dzieje. Mogę też chyba powiedzieć, że zaczęłam uczyć się sztuki fotografii. Początkowo fotografowanie moich potraw było dla mnie wielką zmorą, ostatnio wydaje się, że jest ciut lepiej, a wszystko robię na małym aparaciku turystycznym pewnej znanej japońskiej marki :-) Wiem, że do ideału im daleko, ale może jak zmienię kiedyś aparat na ciut lepszy dorównam takim mistrzom jak Sosna, Majka czy Madame Edith. 
Dziękuję Wam kochani, że jesteście ze mną i za każdy komentarz  dodany do posta. Komentarze sprawiają mi ogromną radość. Ostatnimi czasy musiałam wprowadzić moderację postów, a to tylko dlatego, ponieważ strasznie dużo spamu i reklam pojawiło się na Blogerze. 
Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję, że jesteście. Zawsze gotowałam dla swoich bliskich, teraz gotuje również i dla Was - Szkat ;-)


środa, 7 maja 2014

Niewiadomo jaki czyli ... Koktajl z kiwi, pomarańczą, rzeżuchą i bananem


Koktajli nigdy dość. Można nimi zaczynać dzień i właściwie popijać sobie do woli …
Najbardziej lubię te kolory intensywnie zielonego, czerwonego
i żółtego. Staram się dobierać tak owoce i pozostałe składniki aby nie dodawać cukru. Oczywiście czasem  uda mi się zgrzeszyć
i dodam cukru do smaku (staram się aby był to cukier brązowy).
Niebawem  rozpocznie się prawdziwy sezon owocowy i wtedy moja rodzina domagać się będzie koktajli na bazie owoców
i przetworów mleka. Najczęściej robię koktajle z truskawek
i jogurtu naturalnego lub kefiru, porzeczek i maślanki, albo owoców mieszanych z jogurtem naturalnym. Już nie mogę się doczekać kiedy nadejdą te chwile :-) Okolica w której mieszkam to zagłębie różano-truskawkowo-malinowe słynne na całą Polskę. Stąd pochodzą najpiękniejsze najsmaczniejsze truskawki i maliny i mam szczęście podziwiać uprawy pól różanych, które przepięknie pachną do późnej jesieni.
Wracając do koktajlu z kiwi, pomarańczą, rzeżuchą i bananem …
 
Potrzebne będą:
  • 4 kiwi
  • 2 pomarańcze
  • 1/2 tacki rzeżuchy (ja wysiewam tackę o wymiarach 15cmx8cm )
  • 2 banany
  • Woda (opcjonalnie)
  • Miód lub cukier brązowy do smaku

Jak wykonać:
Owoce myjemy, obieramy ze skórki (pomarańczę z białych osłonek), kroimy na cząstki i wrzucamy do blendera.  Wszystko blendujemy na jednolitą masę do momentu połączenia się owoców w jedną całość.  Wychodzi bardzo gęsta i jednolita masa. Można jeść ją łyżką, ale można też rozcieńczyć wodą do pożądanej konsystencji. Nie słodziłam ale jeśli ktoś chce może dosłodzić – proponuję dodać do blendera 2 łyżki miodu.



Przepis bierze udział w sympatycznej akcji kulinarnej :-)


Rzeżucha na talerzach Zdrowe fingerfood

Jakich wiele, czyli … zupa jarzynowa


 
To ostatnia zupa jarzynowa z "paczki" w tym sezonie.
 Przepisów na zupę jarzynową zapewne jest tyle ile kucharek na świecie :-) Toż to i moja zupa inna jest od tradycyjnej zupy jarzynowej, którą zwykle gotuję. Poza pospolitą marchewką
i bladym kalafiorem dodałam do niej zielonego groszku, pędów bambusa, czerwonej papryki, żółtej papryki, małej papryczki chili, ziemniaków oczywiście, kukurydzy z puszki, brokuły. Wyszła wspaniała zupa o niepowtarzalnym smaku i aromacie bo doprawiłam ją jeszcze odpowiednio i po swojemu :-) O dziwo, po raz pierwszy mój Synio nie zostawił nic na talerzu, ani odrobiny, ani okruszyny, ani nawet marcheweczki :-)


 Co będzie potrzebne:
  • 2,5l rosołu bądź porcja kurczaka do gotowania
  • 1 paczka mieszanki warzywnej „Warzywa na patelnię” 
    z marchewką, brokułami, czerwoną papryką, pędami bambusa, fasolką szparagową, zielonym groszkiem (zresztą warzywa są sprawą dowolną – ja ze względu na upodobania domowników unikam np. cebuli, pora, szczypiorku, a chętnie bym tu widziała i por i cebulę)
  • 1 mała żółta papryka
  • ½ puszki kukurydzy (jeśli nie była zawarta w mieszance, jeśli była – można dodać mniej)
  • ½ kg ziemniaków
  • ½ paczki mrożonego kalafiora
  • 1 maleńka papryczka chili (mam takie w słoiczku, ale może być świeża)
  • 1 mały kubek śmietany  12% (opcjonalnie)
  • Przyprawy (sól, pieprz, lubczyk, kurkuma, ziele angielskie, liść laurowy, kilka ziaren kuminu) do smaku
  • Sos sojowy do smaku
  • Cukier do smaku
  • ½  pęczka koperku
  • ½ pęczka pietruszki
  • rzeżuchy 


 
Jak wykonać:

Jeśli nie macie gotowego rosołu to w umytego i obranego ze skóry kurczaka należy obgotować w osolonej wodzie z dodatkiem przypraw .  Gdy mięso będzie już miękkie kurczaka wyjąć,  wywar przecedzić. Do przecedzonego, gotującego się wywaru wrzucać kolejno mrożone warzywa, ziemniaki, pokrojoną w cienkie paseczki żółtą paprykę, kukurydzę. Gotować na wolnym ogniu do miękkości. Doprawiać ponownie solą i pieprzem  ewentualnie sosem sojowym lub odrobiną cukru. W przepisie podałam również papryczkę chili.  Ja dodaję jej odrobinę (mocno posiekaną bez pestek) aby zupa nie była zbyt ostra i by było czuć jej jarzynowy smak.


Na koniec zabielam śmietaną i już na talerzach posypuję natką pietruszki, koperkiem i rzeżuchą.
Dla siebie nie zabielam, za to dodaję podwójną porcję koperku, rzeżuchy i natki :-) Tak wolę.

poniedziałek, 5 maja 2014

Grasz w zielone? czyli … zielony sos



Ten zielony sos to mój autorski przepis na sos do mięs pieczonych podawanych w czasie śniadania wielkanocnego. Potem jednak zmodyfikowałam składniki i sos podaję przez cały rok do wszystkich mięs. Teraz nastał nam czas grilowania
i chciałam Wam polecić ten sos jako doskonały dodatek jako sos do wszelkiego rodzaju mięsa grilowanego. Jest świeży, aromatyczny, lekki, zdrowy, zielony :-)



Co będzie potrzebne:
  • ½ opakowania kiełków rzodkiewki
  • 1 opakowania kiełków słonecznika
  • ½ pęczka pietruszki
  • 1 pęczek koperku
  • rzeżucha  (ja wysiewam tackę o wymiarach 15cmx8cm )
  • kilka gałązek tymianku
  • 1 ząbek czosnku (opcjonalnie)
  • 1 duży kubek jogurtu typu greckiego
  • 1 mały kubek jogurtu naturalnego
  • sól, pieprz kolorowy do smaku

Jak wykonać;

Pietruszkę, koperek i tymianek płuczę pod bieżącą wodą,
a następnie suszę na ręczniku papierowym. Gdy zioła są już suche siekam je drobno. Podobnie z kiełkami i rzeżuchą. Wszystkie umieszczam w misce do której dodaję jogurty oraz posiekany i roztarty z solą ząbek czosnku.
Zieleninę razem z jogurtami dobrze wymieszać. Doprawić solą
i pieprzem. Zielony sos jest gotowy. Kiedyś dodawałam do niego łyżkę majonezu, ale zaniechałam tego dodatku. Uważam, że w tej postaci mój sos jest wystarczająco doskonałym dodatkiem do mięs. Polecam  :-)



niedziela, 4 maja 2014

Trzy gracje czyli … sałatka z pomidorów


No i mamy maj.
W  ogrodach, ogródkach, ogródeczkach zazieleniło się już na dobre, zakwitło i pachnie niesamowicie. Uwielbiam tę porę roku. Na moim bazarku również wiosenne poruszenie. W drewnianych skrzyneczkach  zauważyć już można pierwsze nowalijki z okolicznych gospodarstw wiejskich, a z  giełdy  kupcy przywożą niesamowite młode ziemniaki i pomidory z dalekich krajów :-), buraki czy młodą włoszczyznę … Jeszcze trochę i nasza też będzie już dostępna.


Mieszkam w zagłębiu truskawkowo-malinowym i powiem Wam, że pierwsze truskawki można już kupić :-) Jednak jako smakosz zalecam powściągliwość w tym temacie. Jeszcze trochę słońca, jeszcze trochę ciepła i truskaweczki będą w sam raz.  Natura nie lubi pośpiechu. Natura nie zna pośpiechu.
Skoro wiosna to czas spotkań czas nadszedł … Od rana do wieczora , w każdym niemal spocie reklamowym czy to w radiu czy telewizji  wmawiają nam, że musimy się spotkać 
z przyjaciółmi i grilować. Mam wrażenie, że nie mogę się spotkać z przyjaciółmi jeśli nie kupię do tego kilku piw, kiełbasy bądź karkówki lub moje spotkanie będzie do bani bez tych akcesoriów ;-) Piszę tak nie dlatego, że nie lubię grillować w ogrodzie (wprost przeciwnie) ale to z jaką nachalnością puszczano te prymitywne reklamy zniechęciło mnie chwilowo do tej formy spotkań. Zresztą zaczęłam bacznie przyglądać się co ludzie kupują i jak spędzają czas mimo  fatalnej pogody. Reklama zadziałała i mimo deszczu i zimna w ogrodach czuć było swąd pieczonych kiełbasek i mięsa.
Trzy gracje to trzy rodzaje sałatek pomidorowych.  Dobrze komponują się z pieczonymi mięsiwami z grila. Szkoda, że nikt nie reklamuje, że na grilu można też piec z  udanym skutkiem warzywa (ach jakie pyszne!), że do dań z grila należy spożywać dużo warzyw, a przede wszystkim pić dużo wody niegazowanej (niskosodowej).


  Trzy gracje-to trzy sałatki pomidorowe
Co będzie potrzebne:
  • 1,5kg pomidorów
  • Zioła świeże: koperek, bazylia
  • 3-4 łyżki oliwek
  • 1 mały kubek śmietany 18%
  • 1 łyżeczka octu winnego - białego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • ½ kostki serka typu feta lub fety 10-15dkg
  • Sól, pieprz do smaku

Jak wykonać:
Wszystkie pomidory parzymy i obieramy ze skórki. Kroimy
w kosteczkę, solimy delikatnie i pieprzymy.
 
GRACJA I  czyli … pomidory ze śmietaną
Do miski bierzemy ok. 0,5kg przygotowanych obranych
i pokrojonych pomidorów, zasypujemy koperkiem zielonym, zalewamy gęstą śmietaną i delikatnie mieszamy.

GRACJA II  czyli … pomidory z serem feta, oliwkami
i oliwą

 

Do miski bierzemy ok. 0,5kg przygotowanych obranych
i pokrojonych pomidorów, dodajemy pokruszony ser feta, oliwki, posypujemy świeżym koperkiem i posiekaną bazylią oraz ewentualnie doprawiamy delikatnie solą i pieprzem. Mieszać delikatnie

GRACJA III  czyli … pomidory z czosnkiem i oliwą
 

Do miski bierzemy ok. 0,5kg przygotowanych obranych
i pokrojonych pomidorów, dodajemy zmiażdżone ząbki czosnku, skrapiamy delikatnie oliwą i octem winnym (bardzo delikatnie), doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Posypujemy koperkiem
i lub tylko bazylią Mieszać delikatnie. Dobrze smakuje z grzankami z grila :-)


Przepis bierze udział w sympatycznej akcji kulinarnej :



Na majówkę