sobota, 22 marca 2014

Parcie na szkło … czyli pierogi z soczewicą


Ostatnimi czasy soczewica ma „parcie na szkło” w naszym domu. Maja przynosi torebki zielonej soczewicy i prosi o zrobienie takiej jak na farsz na pierogi tylko nie zmielonej, a potem wcina (nie sama, nie sama :-) ) przez 2-3 dni taką soczewicę doprawiając ją tylko wedle upodobania ziołami albo okraszając skwaruchami, albo wcina po prostu z kefirem (tanie i pożywne danie dla studentów). A ponieważ męczy swego pierwszego „licencjata” białka potrzebuje – żeby mieć jasno pod „czapeczką”. Ambitna i ciekawa ta jej praca :-)
Synio znowu prosi co chwilę o pierogi z soczewicą, jakiś pasztecik się szykuje, w planach również kotlety dla odmiany, więc sami widzicie – parcie na szkło jest! :-)
Moja propozycja na dziś to ulubione pierogi Synia – czyli pierogi z soczewicą.
 
Co będzie potrzebne:
ciasto:
  • 2 szkl mąki
  • szczypta soli
  • 1-2 łyżki oleju
  • mocno ciepła woda  (tyle ile wchłonie ciasto)

farsz:
  • 1,5 - 2 szklanki soczewicy zielonej
  • 2 cebule
  • sól, pieprz, tymianek, cubrica zielona (opcjonalnie), czosnek (opcjonalnie)
  • 2 łyżki oliwy

Jak wykonać: 
 
Jak wykonać ciasto na pierogi opisywałam już przy pierogach z kaszą i serem i pierogach ruskich. Metoda jest wypróbowana
i nie widzę sensu jej zmieniać – co najwyżej można dodać mniej oleju (wystarczy np. 1 łyżka).
Mąkę przesianą włożyć do melaksera lub pozostawić na stolnicy następnie dodaj do niej sól i olej i wyrabiaj powoli dodając wodę. „Mój” melakser ma pięć stopni prędkości więc sobie stopniowałam również natężenie wyrabiania i bardzo uważałam aby nie przesadzić z wodą. Dodawałam do momentu aż ciasto było zwarte i elastyczne i stanowiło jedną całość. Wyjęłam kulkę ciasta z melaksera, przykryłam lnianą ściereczką aby nie wyschło i zajęłam się przygotowywaniem farszu.


Ugotować soczewicę do miękkości. Nie wiem jak Wy ale ja w ogóle nie moczę wcześniej soczewicy. Płuczę ją dokładnie, następnie zalewam podwójną ilością wody i gotuję na wolnym ogniu pilnując aby się nie przypaliła bo bardzo szybko wchłania wodę. Pod koniec gotowania solę i gotowe.


Cebulę obrać i zrumienić na oliwie. Jeśli zdecydujecie się na dodanie czosnku to należy czosnek dodać do zrumienionej cebulki pod sam koniec jej zrumieniania by się nie przypalił.
Specjalnie użyłam maszynki do mielenia mięsa bo próbowałam kiedyś wszystko zblendować w blenderze i wyszła niezła papa, a jednak lubię jak farsz jest lekko napowietrzony. Tak więc mielimy soczewicę, cebulkę i mieszamy z przyprawami. Farsz gotowy :-)


Ciasto rozwałkować, wykrawać z niego kółka, nakładać na kółko farsz, złożyć na pół i starannie posklejać brzegi aby przy gotowaniu pieróg się nie otworzył i farsz z niego nie wypłynął.

Te polane masełkiem, jogurtem i ziołami zniknęły pierwsze w głębi pokoju, więc zdjęć owych nie będzie. U mnie każdy je pierożki polane czym innym :-)

Gotować w osolonej wodzie z dodatkiem oleju przez 3-5 min od wypłynięcia pierogów na powierzchnię garnka.
Podawać ze zrumienioną cebulką lub ze skraweczkami z chudego boczku



Nie tylko Synio je lubi :-)


piątek, 21 marca 2014

Pani marchew w roli głównej … czyli surówka z marchewki ze słonecznikiem




Wiosna, wiosna i wiosna … wszyscy w koło mówią, piszą, śpiewają, fotografują, gotują … a w roli głównej wiosna. Większość z nas tak jak zmienia na wiosnę ciężkie zimowe okrycia – na te lekkie, kolorowe, przewiewne – tak zmienia swoje podejście do życia … Jedni pakują na siłowni, inni katują się straszliwymi dietami cud (bo wiosna wiosną – odsłoniła to i owo – a lato za pasem!), jeszcze inni przemierzają setki kilometrów biegiem lub marszem np. z kijami. Ruch w przyrodzie olbrzymi ;-) Każdy z nas chciałby troszkę lepiej wyglądać, troszkę lepiej się poczuć, a wiosna ku temu sprzyja. U mnie również trochę zmian kulinarnych … trochę więcej świeżych koktajli, surówek, zup z dużą ilością warzyw … wiosna zawitała i do mnie. Pora rowerowa nadeszła, trzeba szykować formę :-)


Moja propozycja na dziś to prosta, tania i zdrowa surówka z marchewki ze słonecznikiem. Podaję ją jako dodatek do drugiego dania – wszelakich kotletów, kotlecików, pulpetów, zapiekanek lub jako samodzielną przekąskę np. na podwieczorek


Co będzie potrzebne:
  • 2-3 marchewki
  • garść słonecznika
  • do wyboru: cukier lub sól do smaku łyżka oliwy z oliwek lub sos winegret (łyżka soku z cytryny, łyżeczka miodu, szczypta soli, szczypta cukru, 2-3 łyżki oliwy z oliwek,)

Jak wykonać:
 
Marchewki myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o średnich oczkach tak aby powstały średniej wielkości wiórki.
Ziarna słonecznika podpiekamy na suchej patelni aż się zarumienią i dodajemy do startej marchewki. Mieszamy.
Doprawiamy według własnego upodobania: może być z solą
i oliwą, może być z cukrem i oliwą, a może być z własnoręcznie zrobionym sosem winegret o którym pisałam już w poście o surówce z kapusty pekińskiej
Wyciskamy sok z cytryny.
Do słoiczka dodajemy kolejno: cytrynę, miód, pieprzem i albo cukier albo sól, a na końcu oliwę lub olej (niestety w oleju sól się nie rozpuści).
Słoik dobrze zakręcamy i potrząsamy, najlepiej w rytmie salsy lub równie dynamicznej muzyki przez dobre 2-3 minutki aż wszystkie składniki się wymieszają i połączą.
W ten o to sposób uzyskacie delikatny i aksamitny sos winegret do surówek. 


Jeśli zdecydowaliście się na surówkę z sosem winegret, najlepiej polać marchew tuż przed samym podaniem. Do tego czasu dobrze jest trzymać sosik w lodówce aby troszeczkę się schłodził.
Przed podaniem połączyć marchew z sosem, wymieszać i gotowe :-)
 

Smacznego chrupania ;-)

UFO w talerzu ... zupa brokułowa-krem


Wiosna chyba na dobre zagościła za oknem … i bardzo się z tego cieszę, bo bardzo mi jej było brak.
Uwielbiam kolory wiosny: na początku wszelkie odcienie zieleni, żółtego, a potem już całą feerię barw. Oddziałują na mnie pozytywnie, bardzo pozytywnie. Czuję, jak siły witalne powracają do mnie wraz z nadejściem wiosny, budzi się nowe, wstępuje nadzieja. Wszystkie moje najlepsze pomysły powstały o ile się nie mylę – właśnie wiosną. Decyzje, które podejmowałam wiosną okazywały się bardziej trafione od tych podejmowanych zimą czy jesienią. Nie przypisuję wiośnie żadnych magicznych cech, raczej daleka jestem od tego. Chcę tylko powiedzieć, a raczej wyciągam wniosek następujący: jest zależność pomiędzy tym jak się czujesz i jak postępujesz (dodałabym jeszcze sposób odżywiania – bo nie ma co ukrywać – ma on niewątpliwy wpływ nie tylko na nasze zdrowie, ale i nastrój).
Teraz jest wiosna, czuję się świetnie i mam nadzieję, że tak zostanie przez najbliższe kilka miesięcy do późnej jesieni … nadchodzi czas dobrobytu :-) kwiaty, śpiewy ptaków, świeże owoce i warzywa, wypieki chlebów, wyjazdy na łono natury, kąpiel w morzu i górskim potoku, zanurzanie się w ciepłym jeziorze, zbiór ziół,  rozmowy po świt … „uparcie i skrycie, och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie …”(E. Geppert)

Zupa brokułowa- krem




Potrzebne będą:
  • 1/5 – 2 l wywaru bądź warzywnego lub rosołu
  • ok. 1 kg brokułów – napisałam około bo jak nie robicie ze świeżych to po prostu 2 paczki mrożonych
  • 4-6 ziemniaków
  • kubeczek śmietanki 18% lub jeśli nie zważacie na kalorie (czasem można) kubeczek kremówki
  • sól, pieprz biały, liść laurowy, ziele angielskie, kurkuma, lubczyk
  • 5-6 kromek chleba lub 2 bułki na grzanki
  • 150g sera pleśniowego typu Lazur


Jak wykonać:

Ugotować bulion lub rosół z zielem angielskim, liściem laurowym, lubczykiem (ja dodałam jeszcze do gotowania cebule, których nie przypalałam nad kuchenką, tylko gotowałam surowe. Zmiksowałam je potem w zupie). Bulion przecedzić.
Osobno ugotować ziemniaki pokrojone w kosteczkę, a jeszcze osobno brokuły.
Do wywaru  dodać ziemniaki i ładnie zmiksować, następnie dodawać warzywa z wywaru. Ja dodałam 1 pietruchę, całego pora, 1 marchew (sporą) i cebulki, które gotowałam w wywarze. Wszystko razem zmiksowałam na gładko, a następnie dodałam brokuły i dalej miksowałam pieczołowicie. Kiedy wszystkie składniki się połączyły i osiągnęły konsystencję kremu podgrzałam zupę-krem ale jej nie gotowałam. Do zupy można wtedy dodać pokruszonego sera pleśniowego i śmietanki (przyznam się, że ze śmietanką jest dobre, ale bez śmietanki też – spróbujcie, zanim zdecydujecie o dodaniu śmietany :-) ).


Podaję  zwykle z grzankami, które ostatnio wykonał Pan K.
Na moim blogu robi się rodzinnie :-)


Życzę smacznego, ta zupa dodaje energii :-)





poniedziałek, 17 marca 2014

Niebo ... czyli omlet na słodko



Taki omlet mogę jeść codziennie ;-) Robię go niestety jedynie wtedy kiedy Zuzanka przynosi mi jajeczka od kurki, które słoneczko widziały, biegały po świerzym powietrzu od wschodu do zachodu słońca i były karmione tylko dobrą karmą. Żółtka z takich jajeczek  mają zupełnie inny zapach, kolor (wcale nie muszą mieć koloru pomarańczy) i konsystencję. Skorupki są delikatne i pełne bogactwa (mikroelementów). Omlety z takich jajek smakują wybornie, wybornie …
Przepadam za omletami na słodko. Latem uwielbiam ze świeżymi dojrzałymi  truskawkami i miętą, natomiast teraz zadowalam się skarmelizowanymi  lekko owocami z własnej lodówki :-) Musicie mi uwierzyć na słowo – też pycha!


 Potrzebne będą;
Na jeden duży omlet
  • 4 jaja
  • 4 łyżki mleka
  • 3 łyżki oliwy
  • szczypta soli
Dodatki:
  • garść mrożonych  porzeczek czerwonych,
  • garść mrożonych porzeczek czarnych,
  • garść mrożonych malin
  • kilka truskawek
  • i co tam jeszcze macie lub lubicie możecie dodać (z mrożonych owoców  - oczywiście)

Jak wykonać:
Omlet
 
Jaja umyć, wbić do miseczki, dodać soli mleka i 2/3 ilości oliwy z oliwek i dokładnie wszystko rozmieszać widelcem bądź rózgą.
Na patelnię,  kiedy się rozgrzeje wlać resztę oliwy i wlać całą masę jajeczną i podgrzewać na niezbyt silnym ogniu. Kiedy omlet  się zetnie od spodu trzeba podważyć brzegi szpatułką albo nożem i przez nachylanie patelni zlewać płynną masę z powierzchni omleta pod spód. Dobrze usmażony omlet jest od spodu ścięty, rumiany, a na powierzchni wilgotny, ale nie płynny.

Owoce:
W rondelku mieszamy wszystkie wybrane owoce i podsypujemy je cukrem. Mieszamy je tak długo aż się rozmrożą, roztopią
i woda z nich odparuje, a cukier spowoduje, że lekko się karmelizują. Zasada jest tylko jedna – trzeba owoce mieszać by nie dopuścić do przywarcia ich do dna, a w konsekwencji do ich przypalenia. 



Gdy omlet jest ciepły zsuwamy go delikatnie na talerz, nakładamy na jedną jego połowę jeszcze ciepłe owoce i zginamy omleta na pół. Złożonego omlecika posypujemy cukrem pudrem, dekorujemy resztą owoców (własnej frużeliny) i listkami mięty lub melisy.
Niebo!






A to ci ananas ... czyli ciasto ananasowe - odwrócone



Ten przepis jest u mnie od bardzo, bardzo dawna … musi tak być bo po pierwsze nie zapisałam sobie strony internetowej, na której to ciasto znalazłam – za co bardzo serdecznie przepraszam pomysłodawczynię tego pysznego ciacha. Po drugie, moje dzieci nie pamiętają już jak robiły ze mną po raz pierwszy to ciasto… jak mała panienka (czyli moja córka) mieszała mąkę i dziwiła się, że ciasto można upiec bez jajek i bez tłuszczu, a jeszcze mniejszy synio układał na blasze ciasno pokrojone ananasy. To musiało być bardzo, bardzo dawno temu. Ciasto oczywiście odrobinę zmodyfikowałam dodając orzechy, migdały i oczywiście polewę czekoladową, bo wiadomo, że u mnie mieszkają czekoladożercy
i domagają się swej dziennej porcji czekolady – koniecznie!


Potrzebne będzie:
  • 1 i 1/2 szklanki mąki razowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanka cukru
  • szczypta soli
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • aromat waniliowy
  • łyżeczka soku z cytryny
  • 2 łyżki cukru
  • 8 plastrów ananasa z puszki
  • garść migdałów (obranych ze skórki)
  • garść orzechów  nerkowca (mogą być solone) lub pistacjowych
Na polewę czekoladową:
  • ¾  tabliczki czekolady
  • ½  szklanki śmietanki kremówki
  • 1 ½ łyżki cukru (ale możecie użyć cukru zgodnie z upodobaniem)
  • 1 ½  łyżka masła
  • 20ml jakiegoś aromatycznego alkoholu (można obejść się bez tego aromatycznego trunku)

Jak wykonać:
 
Do tego ciasta najlepiej użyć formy blaszanej do wypieku tart. Inne też się sprawdzają ale ta forma jest najlepsza do tego rodzaju ciasta.
Obsypujemy formę cukrem (ja używam do tego cukru trzcinowego, ale biały też doskonale się sprawdza). Na blaszce wysypanej cukrem wykładamy pokrojonego na 4 części ananasa. Ta czynność z układaniem ananasa powinna być wykonana tuż przed wylaniem na niego ciasta i tuż przed włożeniem do piekarnika – czyli jako jedna z ostatnich.

Najpierw przygotowujemy ciasto:

Najpierw mieszamy produkty sypkie: mąkę, proszek do pieczenia, cukier i sól.
Oddzielnie:  mleko, sok z cytryny i aromat. Następnie mieszamy wszystkie składniki razem i dokładnie mieszamy. Ciasto wylewamy na ananasy i wkładamy do piekarnika na ok 35 min Pieczemy w temperaturze 175 stopni.


Uwaga! Ciasto po wyjęciu powinno przestygnąć zanim je odwrócimy dołem do góry i wyjmiemy z blachy. Przedwczesne wyjęcie z blachy grozi rozdzieleniem ciasta :-(


W ostateczności góra ciasta to w praktyce nasz dół ciasta. Na górze widać żółciutkie ananaski, które posypuję posiekanymi orzechami i migdałami oraz polewam gorącą przygotowaną przez siebie czekoladą.


Jak wykonać polewę czekoladową:

Polewa jest bardzo prosta do wykonania i nie jest pracochłonna.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Śmietankę zagotować z cukrem i masłem następnie połączyć z czekoladą i dobrze wymieszać – na końcu dodać alkohol. Ja dodaję rum lub brandy lub wcale. Zależy od szanownych gości.


Nie musicie kupować też mleka roślinnego. Bardzo łatwo można przyrządzić mleko kokosowe czy mleko migdałowe itd. w domowych warunkach. Ma lepszy smak, konsystencję, no i jest o wiele zdrowsze – bez konserwantów!

Dziś przepis na mleko kokosowe, który podpatrzyłam   na blogu Olgasmile


Jak wykonać  samemu mleko kokosowe:

200 g wiórków kokosowych
1,2 l wody

Wiórki należy włożyć do blendera, zalać wodą i włączyć. Pozostawić na około 4 minuty. Następnie przelać przez gazę lub bardzo, bardzo gęste sito i aksamitne mleko gotowe. To wersja jeśli macie blender wysokoobrotowy. Jeśli nie - wiórki najlepiej namoczyć na noc w garnku, a następnego dnia podgrzać do takiej temperatury by były gorące, a nie parzyły w palce (jak pisze Olga), czyli gdzieś tak do maximum 60 stopni, a moim zdaniem nawet mniej. Dalej postępujemy jak przy wersji pierwszej - czyli blendujemy, przecedzamy i w ten sposób uzyskujemy mleko kokosowe.








Wiosenne porządki ... czyli cukinia z marchewką



Znudziły mi się już słoikowe dodatki do drugich dań, do mięska w szczególności w postaci ogórków, papryki, buraczków, dyni czy cukinii. No ile można? Zresztą, prawda jest taka, że półeczki w piwnicy opustoszały i to bardzo … Wiosna za pasem to i zapasy marniutkie w „niedźwiadkowej” spiżarni. Po długiej zimie – jaka by nie była – spragnieni jesteśmy świeżych jarzyn, owoców, kolorowych surówek na stole, które nie tylko pobudzą nasz apetyt ale rozbudzą nasze zmysły i wpłyną na nasz dobry nastrój, a nawet samopoczucie.
Wyruszam więc na poszukiwania do sklepów ze zdrową żywnością, marketów, na jarmarki, targi, do zaprzyjaźnionych gospodarstw na „wielkie” zakupy …  po bogactwo smaku, koloru
i aromatu.

Potrzebne będą:
  • 1 cukinia
  • 2-3 marchewki
  • 1-2 łyżki oliwy z oliwek
  • szczypta soli
  • szczypta cukru
  • ulubione przyprawy: w moim przypadku / kurkuma, cubryca zielona, pieprz czerwony, rozmaryn (dobrze mieć świeży)
  • ½ soku z cytryny

Jak wykonać:
Warzywa myjemy. Marchew (ponieważ użyłam zdecydowanie starej, a nie nowalijek) obieramy ze skórki i kroimy w średniej grubości plasterki. Cukinię kroimy na cząstki (np. grubszy plaster na 4 części).
Wkładamy warzywa na rozgrzaną patelnię polaną oliwą. Warzywa nie mają się smażyć tylko leciutko puścić swój sok. Dodajemy wtedy swoje ulubione przyprawy sól oraz cukier.  Jeżeli dodajecie naturalny, a nie suszony rozmaryn – wystarczy kilka igieł dobrze posiekanych wrzucić do potrawy. Gdyby warzywa się zaczęły smażyć można dodać minimalną ilość wody.
Warzywa podduszamy (bez przykrycia) na patelni aż lekko zmiękną, ale w ostateczności mają pozostać lekko chrupiące.


 Na koniec, gdy warzywa są już w ozdobnej misie, skrapiamy delikatnie sokiem z cytryny i mieszamy delikatnie.
Takie warzywa podaję do kurczaka z rusztu, wołowiny lub  innych mięs.  Chętnie też pałaszuję jako danie samoistne.
 
To zależy kto co lubi :-)


niedziela, 16 marca 2014

Żółtek … czyli koktajl owocowy z żółtych owoców


Na dworze już wiosna w pełnej krasie … w wazonie pojawiły się pierwsze żonkile i bazie, słońce zaczęło świecić jasno i mocno, ludzie pozrzucali swoje grube palta… ulice zrobiły się kolorowe
i jakby bardziej „gadatliwe”. Czyżby staruszkowie, którzy przez całą zimę nie wychodzili z domów nareszcie mogli wyjść – bo nie ślisko, bo nie zimno … by wreszcie usiąść w swym ulubionym parku na swej ulubionej ławeczce i spotkać swego ulubionego sąsiada … by nareszcie z kimś porozmawiać :-)
 
Wiosna napawa nas optymizmem, nadzieją, radością.
 
Wiosna to też czas dbania o swe zdrowie i kondycję. 


Maja od dawna proponowała i marudziła byśmy zrobiły kolejny koktajl – koniecznie z dużą ilością mango. I Ona i ja uwielbiamy mango i dwa razy powtarzać mi nie trzeba, a ponieważ Maja jakoś ostatnio, źle wygląda,  wiadomo – dużo stresu, pisanie pracy, szkoła i piwo, którego sobie sama nawarzyła nie działają na młody organizm pozytywnie – uznałam, że koktajl to super pomysł nie tylko dla nas, ale przede wszystkim wzmocni Maję (nie wiadomo co Ona poza światłem w swojej lodówce ma :-) ).
 
Potrzebne będą:
  • 2 dojrzałe mango
  • 2 banany
  • 2 jabłka
  • 3 pomarańcze
  • ½ soku z cytryny
  • kilka listków mięty
  • woda niegazowana (tyle ile chcesz)

Jak zrobić:
 
Owoce myjemy, obieramy ze skórki (pomarańczę z białych osłonek), kroimy na cząstki i wrzucamy do blendera.  Wszystko blendujemy na jednolitą masę do momentu połączenia się owoców w jedną całość. Na koniec dodajemy wodę, sok z cytryny  i miętę  i znów mieszamy. Wody dodajemy tyle ile mamy ochotę.



piątek, 14 marca 2014

Nie taki znowu ukraiński, turecki czy ruski ... czyli barszcz ukraiński



Barszcz ukraiński pochodzi z Ukrainy i stanowi jedno z dań narodowych w tym kraju. Jest często podawany również w Polsce, lecz przepis został mocno zmodyfikowany, głównie przez dodanie fasoli  typu Jaś, czy fasolki szparagowej. Podstawową cechą, która wyróżnia barszcz ukraiński spośród innych barszczy (przygotowywanych na Ukrainie), jest dodany do receptury czosnek oraz podawanie go z pampuszkami (małymi bułeczkami), polanymi zimnym sosem czosnkowym.   http://pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_ukrai%C5%84ski.
Mamy w polskiej kuchni trochę więcej takich „kwiatków”  typu „barszcz ukraiński”, bo przecież słynne „pierogi ruskie”  czy „fasolka po bretońsku” nie wspominając już o naszej wspaniałej  „kawie po turecku”, która wprawiłaby w osłupienie niejednego Turka ;-)…  Ale co tam, światowcami jesteśmy i dania z całego świata jak widać serwować potrafimy …
Dzisiaj więc ja zaproponuję Wam taki barszcz ukraiński jakiego nauczyła mnie gotować Mamusia i jaki lubią jej wnuczęta i co mi tam, że ta zupa to nie barszcz ukraiński. Niech będzie zatem  buraczkowa polska. A to by się Mamusia zdziwiła i jej Mamusia także i pewnie Prababciula także (ale tego już nie jestem taka pewna).



 
Barszcz ukraiński jest zupą czasochłonną choć nieskomplikowaną:

Potrzebne będzie:
na wywar mięsny
  • 2 ćwiartki z kurczaka
  • 1 żeberko wędzone lub kostka
  • Sól, pieprz, szczypta kurkumy, liść laurowy, ziele angielskie
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula

barszcz
  • 20 dkg fasoli typu Jaś
  • ¼ małej główki kapusty białej (po poszatkowaniu 3-4 garści)
  • 3 -4 średnie buraki
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • kawałek selera
  • 5 – 6 ziemniaków
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2 ząbki czosnku
  • garść natki pietruszki
  • sok z połowy cytryny
  • oliwa z oliwek do smażenia buraków
  • kilka łyżek kwaśnej śmietany 18%- 100-150 ml 


 

Dzień wcześniej namoczyć na noc fasolę.
Następnego dnia  - wylać wodę, w której moczyła się fasola, nalać nowej i ugotować fasolę do miękkości – soląc pod koniec gotowania.
Przygotować dobry, esencjonalny  wywar mięsny. Do zimnej wody włożyć mięso, liście laurowe, kurkumę, ziele angielskie,
i pieprz. Cebulę pokroić w piórka, zrumienić na oleju i dodać do wywaru. Gdy mięso jest miękkie można posolić wywar.
Wszystkie warzywa pokroić w kostkę lub słupki, ziemniaki  obowiązkowo w kostkę i to większą, kapustę poszatkować w paski i wszystko dodać do wywaru. Gotować aż lekko zmiękną. Można odlać odrobinę wywaru (potrzebny będzie do duszenia buraczków – jeśli zapomnicie, podlejcie buraczki zwykłą wodą).
Buraki można ugotować , upiec w piekarniku  lub obrane ze skórki zupełnie surowe - wszystkie zetrzeć na tarce o grubych oczkach. I tak: Ugotowane i upieczone daję bezpośrednio do zupy. Surowe  - wkładam na patelnię, dodać oliwę, ocet, cukier
i ewentualnie przecier pomidorowy. Podlewam odrobiną bulionu lub wody i przesmażam, a potem duszę aż będą półmiękkie.
Następnie łączę buraki z resztą barszczu. Lekko dalej gotując. Na koniec dodaję ugotowaną fasolę. Doprawiam swoim kwasem buraczanym lub cytryną bo lubię gdy barszcz jest kwaskowaty, czosnkiem, lekko tymiankiem i zabielam kwaśną śmietaną oraz posypuję suto świeżą natką pietruchy
Mięso z wywaru można obrać, drobno posiekać i dodać do barszczu.
Barszcz powinien być podawany po ok. godzinie od ugotowania. Zupa przechodzi wtedy bardzo dokładnie wszystkimi składnikami i można  poczuć wtedy prawdziwy smak „ukraińskiego” barszczu. 




Taki  barszcz smakuje nie tylko moim bliskim ale też moim znajomym i ostatnio miłym niespodziewanym gościom :-)
Uwaga! Przepis ten można wykonać nie używając mięsa. Wystarczy zrobić barszcz na bardziej esencjonalnym bulionie
z warzyw i lepiej go przyprawić czosnkiem i innymi ulubionymi ziołami. Wersja jest wypróbowana i równie smaczna – zapewniam :-)




Moi drodzy miło mi poinformować, że to mój 60 post na moim blogu ;-) Sama nie wiem kiedy to się stało ...  Jeszcze niedawno gratulowałam i patrzyłam z zazdrością jak Vive la cuisine świętowali swój 50 post. Myślałam wtedy, że daleka droga jeszcze przedemną, że w tym roku to chyba nie możliwe - a jednak. Sprężarka czasu, motywacja otoczenia i cudowne recenzje jakie dostaje nie tylko na blogu ale i na swoje stronie na Facebooku i od znajomych w realu sprawiły, że chce się gotować, piec żyć...
Bardzo Wam wszystkim za to dziękuje, za to że jesteście, za Wasze blogi, za inspiracje jakich mi dostarczacie, za miłe komentarze pod moim adresem i :-)
Zapraszam na moją stronę na Facebooku 


czwartek, 13 marca 2014

Pierogi raz …. Czyli pierogi z soczewicy i mięsa


Pierogi, pierogi… któż ich nie lubi, któż ich nie robi ;-)

Tym razem na pierogi zapowiedziała się Maja. Zapowiedziała się, że przyjdzie wcześniej by mi przy pierogach pomóc i przy okazji się nauczyć. Myślałam, że źle słyszę … moja córka, w takim wieku chce się nauczyć robić pierogi??!!!

Ja w jej wieku, co prawda byłam już mamą i żoną ale za nic
w świecie nie przyszłoby mi do głowy, żeby stanąć przy stolnicy
i lepić pierogi! Co to to nie! Od pierogów były Mama, Teściowa, Babcia no i w ostateczności garmażerka (chociaż na początku lat 90 nie było jeszcze tak rozwiniętej produkcji pierogów w garmażerkach jak teraz). Brałam więc pierogi od moich cudownych kobiet pierogi na wynos i nie myślałam o nauce kucharzenia i bawienia się w te lepichy … nie miałam nawet stolnicy (zresztą nie mam jej do teraz).


Latka mijały, krajobraz wokół mnie zmieniał się co chwilę i nagle … bez Mamy, Teściowej, Babuni – skazana jedynie na garmażerkę musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Punktem zwrotnym był wyjazd z rodzinnego miasta do innego, odległego o ponad 300 km no i klops … Skończyły się obiadki, „eksportowe” pierożki, gołąbki, naleśniczki, placuszki i wszystko czym te cudowne kobiety chciały się ze mną podzielić. Początkowo opcja była taka, że będą mi to paczkami wysyłały, ale szybko pomysł spalił na panewce – jak się okazało, że list do mnie idzie ponad
7 dni (teraz Poczta Polska działa sprawniej). Musiałam więc tak jak pisałam wyżej, wziąć sprawy w swoje ręce i wszystkiego sama się nauczyć. Moja Babcia nigdy nie zdążyła skosztować moich potraw – bardzo żałuję. Myślę jednak, że byłaby ze mnie dumna. Moja Mama jak przyjeżdżała do nas była pod wrażeniem i też widziałam dumę w jej oczach i sercu. Nieraz długo rozprawiałyśmy przez telefon o starych przepisach jakie miała po swoich ciotuchnach, doradzała mi, konsultowałyśmy… Potem podobnie jak Babcia – odeszła Mama :-( Teraz ja przejęłam pałeczkę pokoleniową i jest Maja …

Wracając do pierogów … Maja postała chwilę przy pierogach, poprzyglądała się i stwierdziła, że to nie dla niej, ha ha ha. Skąd ja to znam? Ale wiem też, że na każdego przychodzi jego pora …

Co będzie potrzebne:
 
ciasto:
  • 2 szkl mąki
  • szczypta soli
  • 2 łyżki oleju
  • mocno ciepła woda  (tyle ile wchłonie ciasto)

farsz:
  • 1,5 szklanki soczewicy zielonej
  • Mięso ugotowane z wywaru/rosołu (kurczak, indyk, wołowina - najlepiej wszystkiego po trochu)
  • 2 cebule
  • sól, pieprz, tymianek, cubrica zielona (opcjonalnie), czosnek (opcjonalnie)
  • 2 łyżki oliwy

Jak wykonać:

Jak wykonać ciasto na pierogi opisywałam już przy pierogach z kaszą i serem i pierogach ruskich. Metoda jest wypróbowana
i nie widzę sensu jej zmieniać – co najwyżej można dodać mniej oleju (wystarczy np. 1 łyżka).

Mąkę przesianą włożyć do melaksera lub pozostawić na stolnicy następnie dodaj do niej sól i olej i wyrabiaj powoli dodając wodę. Wodę dodawałam do momentu aż ciasto było zwarte i elastyczne i stanowiło jedną całość. Wyjęłam kulkę ciasta z melaksera, przykryłam lnianą ściereczką aby nie wyschło i zajęłam się przygotowywaniem farszu.

Ugotować soczewicę do miękkości. Nie wiem jak Wy ale ja w ogóle nie namaczam soczewicy. Płuczę ją dokładnie, następnie zalewam podwójną ilością wody i gotuję na wolnym ogniu pilnując aby się nie przypaliła bo bardzo szybko wchłania wodę. Pod koniec gotowania solę i gotowe.
Cebulę obrać i zrumienić na oliwie. Jeśli zdecydujecie się na dodanie czosnku to część cebuli odłożyć, a część nadal przysmażać dodając posiekany czosnek – ta część z czosnkiem będzie do farszu, a ta część odłożona do posypania ugotowanych pierożków.
Przestudzone mięso z rosołu/wywaru zmielić w maszynce do mielenia mięsa, następnie zmielić wystudzoną soczewicę
i cebulkę. Dodać ulubione przyprawy i dokładnie wymieszać.
Specjalnie użyłam maszynki do mielenia mięsa bo próbowałam kiedyś wszystko zblendować w blenderze i wyszła niezła papa,
a jednak lubię jak farsz jest lekko napowietrzony.


Ciasto rozwałkować, wykrawać z niego kółka, nakładać na kółko farsz, złożyć na pół i starannie posklejać brzegi aby przy gotowaniu pieróg się nie otworzył i farsz z niego nie wypłynął.


Gotować w osolonej wodzie z dodatkiem oleju przez 3-5 min od wypłynięcia pierogów na powierzchnię garnka.
Podawać ze zrumienioną cebulką.

wtorek, 11 marca 2014

Zielono mi … czyli koktajl owocowy z pietruszką



Wiosna, wiosna, wiosna – pora zadbać o cerę, „figurellę”
i nastrój. Do siłowni mnie jakoś tego roku nie ciągnie (zresztą nigdy nie ciągnęło, taka prawda i nie mam zamiaru się z tym ukrywać. Nie lubię tych miejsc, są nie dla mnie i już). Na „kije” jakoś też nie mogę się wybrać z Zuzanką :-( Wszystko to wynik złego samopoczucia, które ostatnio bardzo mi dokucza … myślę, że jeszcze kilka badań i wyników i znów humor wróci i wigor też. Tymczasem, postanowiłam zadbać o swój organizm od wewnątrz i oprócz kasz wszelkiego rodzaju, preferuję ostatnio koktajle warzywne, owocowe, mieszane - na bazie mlecznej i wodnej oraz bez tych dodatków. Czuję się po nich nieźle, całkiem dobrze,
a nawet świetnie … Przemiana materii znacznie się poprawiła, cera jakby wyjaśniała, ha! Ponieważ siedzę dużo przy komputerze robię sobie ostatnio dużo koktajli z dodatkiem świeżej natki pietruszki (podobno jest rewelacyjna na oczy), dodaje moim koktajlom niepowtarzalnego smaku i koloru … zobaczcie sami :-)


Potrzebne będzie:
  • 4 jabłka
  • 2 banany
  • 1 dojrzałe kiwi
  • 2 pomarańcze
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • Woda niegazowana (tyle ile chcesz) 


Jak zrobić:

Owoce myjemy, obieramy ze skórki (pomarańczę z białych osłonek), kroimy na cząstki i wrzucamy do blendera. Pietruszkę myjemy i urywamy tylko listki.  Wszystko blendujemy na jednolitą masę do momentu połączenia się owoców w jedną całość. Na koniec dodajemy wodę i znów mieszamy. Wody dodajemy tyle ile mamy ochotę.