niedziela, 23 lutego 2014

Maja rządzi .... czyli koktajl owocowo - mleczny na bazie mango i gruszki z nutą cynamonu






W spokojne weekendowe piątkowe popołudnie wpadła do nas
z wielką torbą Maja Córka Zegarmistrza  :-) Nietuzinkowa postać – uczestniczka wielu larpów,  organizatorka konwentów 
i lubelskich Lost Days’ów, zapalona miłośniczka gier RPG
i czytelniczka fantastyki, a ponad to studentka, projektantka biżuterii i odzieży związanej przede wszystkim
z zainteresowaniami ;-), krawcowa, początkująca kucharka – no wiecie taka skromna dziewczyna :-) Moja Ukochana Córeczka :-)
Wpadła więc z tą swoją dużą torbą – ha!
Na pewno chcielibyście wiedzieć co przyniosła???
Wszystko w swoim czasie, wszystko w swoim czasie …
Porozkładała się w mojej maleńkiej kuchni, że poczułam się intruzem  :-)  i zaczęło się …
Zdrowe, wieloowocowe popołudnie koktajlowe … :-)
Maja Córka Zegarmistrza postanowiła przyrządzić nam swój ulubiony koktajl owocowo mleczny

Będzie potrzebne:

  • 1 mango
  • 2 banany
  • 1 gruszka
  • 1,5 - 2 szklanki mleka
  • 1 – 1,5 łyżeczki cukru brązowego lub miodu
  • Szczypta cynamonu (do smaku)

Jak wykonać:

Owoce umyć, obrać ze skórki i zblendować w blenderze. Dodać cukier lub miód (Maja dodała cukier) mleko i cynamon i znów blendować do połączenia składników.
Cukru można dodać mniej lub w ogóle go nie dodawać jeśli nie lubicie zbyt słodkich koktajli, zresztą owoce jeśli są naprawdę dojrzałe to są bardzo słodkie.
Ilość mleka można również sobie dozować. Jeśli lubicie gęste koktajle – możecie mleka dodać mniej. Jeżeli lubicie mniej gęste – lejcie mleko śmiało :-)
Do zrobienia tego koktajlu wybierajcie owoce dojrzałe,
a zwłaszcza owoc mango powinien być bardzo dojrzały i miękki.



Chyba już wiecie co przyniosła Maja w wielkiej torbie? Tak
Swój śliczniutki i nowiutki blenderek, żebyśmy mogły,
a właściwie ja żebym mogła się „pobawić”, popróbować, bo jak wiadomo – szewc bez butów chodzi … :-)


sobota, 22 lutego 2014

Tarta grzechu warta ... czyli tarta czekoladowo - orzechowa z nutą pomarańczy



To była miłość od pierwszego wejrzenia – dosłownie :-) Kiedy moja ulubiona blogerka Maja wrzuciła tę tartę na bloga,
a właściwie najpierw jej zdjęcia na swojego Fanpagesa na „fejsiku” jej widok mnie oczarował :-) Czułam przez ekran monitora jej smak i zapach :-) mieliście coś takiego??? Nie mogłam się doczekać kiedy ukarze się przepis, a potem kiedy zabiorę się do pieczenia …. I na tym mogłabym zakończyć tego entuzjastycznego posta, bo potem mój zapał stygł, stygł, stygł …
Postanowiłam piec tartę wg przepisu nie kombinując wiele bo autorka tak pięknie pisała o niej, że nie widziałam potrzeby aby „na pierwszej randce ” coś zmieniać, coś udoskonalać. Nie wiem co zrobiłam nie tak z ciastem ale po włożeniu do piekarnika po kilku minutach ciasto spłynęło w dół po ściankach blachy :-) :-( :-( :-( Musielibyście zobaczyć wtedy moją minę :-) Nie była to moja pierwsza tarta w życiu, ani druga, ani trzecia, ale pierwszy raz w życiu przydarzyło mi się coś takiego :-) Prawie łzy napłynęły mi do oczu ale szybko się pozbierałam i zanim tarta „wyszła” z piekarnika – nowe ciasto już chłodziło się w lodówce.
Z nowym ciastem poszło już ok. No tak to już jest, że czasami natura wymaga od nas dwa razy więcej niż od innych – nie wiadomo dlaczego :-)

Co będzie potrzebne?
 
do wykonania kruchego spodu:
Dla formy o średnicy 23-24cm
  • 200g pszennej mąki
  • szczypta soli
  • 80g cukru pudru
  • 100g zimnego masła pokrojonego w kostkę
  • 4 żółtka
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii


czekoladowe masa:
  • 400ml kremówki
  • 300g gorzkiej czekolady
  • około 200g orzechów laskowych, uprażonych i obranych ze skórki
  • 1/4 łyżeczki grubej soli morskiej, rozdrobnionej
  • skórka starta z 1 pomarańczy
  • 2-3 łyżki miodu
  • około 1 łyżka zimnego masła

Jak wykonać?

spód:

Wymieszać dobrze  mąkę, sól i cukier. Dodać pokrojone zimne masło i połączyć palcami, aż całość będzie miała konsystencję kruszonki (zalecenie autorki przepisu)

Następnie dodać żółtka, wanilię i szybko wyrobić ciasto aby się zbytnio nie ogrzało. Tradycyjnie zawinąć w folię spożywczą
i schować  do lodówki na 30 minut.

Formę do tarty wyłożyć papierem do pieczenia. Zimne ciasto rozwałkować, wylepić spód formy i nakłuć widelcem w kilku miejscach (koniecznie). Następnie włożyć tartę do lodówki na 15 minut w celu schłodzenia, a następnie do piekarnika w celu pieczenia Można jeszcze przykryć papierem do pieczenia
i wysypać fasolą (ale o tym wypielaczom :-) tart nie muszę chyba wspominać )
Piekłam swoją tartę tak jak Maja w 180'C przez około 20 minut, aż spód był lekko złocisty. Przed nałożeniem nadzienia czekoladowo-orzechowego tartę należy wystudzić.

czekoladowe nadzienie:

Orzechy laskowe sparzyć i namoczyć – wtedy dobrze się je obiera ze skórki i są bielutkie po obraniu
Kremówkę podgrzać w rondelku aż do zagotowania, dodać miód i dobrze wymieszać. Następnie dodać skórkę z pomarańczy i sól
i znów dobrze wymieszać po czym zdjąć z ognia.


Do gorącej śmietanki wrzucić połamaną na kawałki czekoladę
i mieszać, mieszać, mieszać aż się całkowicie rozpuści po czym dodać masło i mieszać w dalszym ciągu do całkowitego rozprowadzenia go w masie. Na końcu dodać wcześniej uprażone i posiekane orzechy (kilkanaście orzechów zachować w całości – nawet bez prażenia do dekoracji) , wymieszać.


Aromatyczną masę czekoladową wylać na wystudzony spód. Udekorować orzechami i odstawić w chłodne miejsce aby czekolada dobrze zastygła. Ja wystawiłam ją na chwilę na balkon i już po chwili mogliśmy się delektować jej niezwykłym smakiem i aromatem – no ale my jesteśmy czekoladożercami :-)


Inspiracja:

Maja Skorupska ;-)

piątek, 21 lutego 2014

To co tygryski lubią najbardziej … czyli „Buchty , Parzaki, Pampuchy, kluski drożdżowe gotowane na parze”


Tak to już jest, że drożdżowe mnie nie lubi :-( i nie wiem dlaczego? Nie wiem też co robię źle, jakie popełniam błędy ale … ale średnio co drugie drożdżowe (obojętnie jakie) mi nie wychodzi … Od drożdżowego w naszym domu jest Pan K. To On zawsze z dumą wypieka wielkanocne baby, nawet wielkanocnego baranka. To jemu pięknie rosną bożonarodzeniowe makowniki … Ja tylko spoglądam z zazdrością w piekarnik, z zazdrością na pana K i obiecuję sobie, że następnym razem się uda. No i raz się uda, a raz jest totalna klapa, że ręce opadają jak ostatnia buka drożdżowa w moim wykonaniu – nawet ptaki jej za bardzo nie chciały ;-).
Ponieważ dziś piątek, postanowiłam wziąć się za coś łatwiejszego, acz drożdżowego no i udało się troszeczkę …
Bułki na parze, buchty czy jak to woli parzaki to doskonałe danie na piątkowy obiadek w moim domu. Dziecki przepadają za nimi. Pamiętam jak jeszcze moja babcia w swojej olbrzymiej kuchni (23m kwadratowe) rozkładała stół, wielką miednicę i robiła dla nas buchty … dużo, dużo. Jedliśmy je świeżutkie, cieplutkie z masełkiem i cukrem, albo z jakimś musem owocowym, albo nadziewane konfiturą …. Co to był za smak … popijaliśmy zimnym mlekiem i biegliśmy gdzieś … dalej na podwórze do swoich bardzo ważnych, dziecięcych spraw …
Potem moja mama robiła buchty i moja teściowa robiła buchty dla mojej córeczki. Potem ja zabrałam się za robienie bucht i szybko się zniechęciłam, bo raz rosły jak na drożdżach, a raz były jak kamienie i nie rosły prawie wcale – wiadomo – drożdżowe mnie nie lubi :-(
Postanowiłam jednak przerwać złą passę i trenować z drożdżowym, a wiadomo – trening czyni mistrza … taką mam nadzieję :-)

Co będzie potrzebne:
  • 50 dag mąki pszennej
  • 1 szkl. słodkiego mleka,
  • 2 jajka,
  • 3 łyżki stopionego masła,
  • 5 dag drożdży,
  • sól
  • 5dkg cukier.

Jak wykonać:
Z mleka drożdży niewielkiej ilości mąki i niewielkiej ilości cukru sporządzić rozczyn. Rozczyn powinien mieć konsystencję gęstej śmietany. Rozczyn ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Mąkę przesiać, po czym wraz z jajami dodawać do wyrośniętego rozczynu. Ciasto wyrabiać łyżką drewnianą lub ręką tak długo, aż zacznie odchodzić od brzegów naczynia, wtedy należy dodać letnie masło, szczyptę soli i dalej wyrabiać. Gdyby ciasto było zbyt gęste można dodać odrobinę wody. Po dokładnym wyrobieniu ciasta należy je przykryć czystą lnianą ściereczką i ustawić w ciepłym miejscu (bez przeciągu) do wyrośnięcia. Gdy ciasto wyrośnie i dwukrotnie zwiększy swoją objętość formować okrągłe kluski wielkością zbliżone do pączków. Kluski układać na stolnicy oprószonej mąką, ponownie ustawić w ciepłym miejscu, a gdy zaczną rosnąć gotować je w parze.
W tym celu najlepiej przygotować szeroki garnek z wrzącą wodą, którego krawędzie należy nakryć czystą płócienną ściereczką i dobrze obwiązać sznurkiem lub przydatny jest bambusowy "garnek" do gotowania na parze lub też  wok z nakładką ze stali nierdzewnej do gotowania na parze . Kluski podawać na gorąco polane  roztopionym masłem z cukrem i cynamonem z odrobiną śmietany.
 

Dzisiaj (na zdjęciu) zostały polane sosem malinowym z wanilią i cytryną własnej roboty :-) – niektórzy znają ten sos i jego smak, mniam (nie chwaląc się – przepis autorski).


Zauważyłam, że "buły" w każdym regionie Polski nazywamy inaczej. U mnie w domu rodzinnym od zawsze były to buchty (pochodzę ze Śląska choć pewnie nie ma to żadnego znaczenia bo mama moja pochodziła z Zagłębia, a babcia ze Wschodu ...),
a ostatnio dowiedziałam się, że w kuchni polskiej buchty to bułki drożdżowe wypiekane w piecu (obecnie w piekarniku) ... no i masz :-).

A u Was jak mówicie na buły?

wtorek, 18 lutego 2014

Miss Piggy... czyli szynka pieczona

   
Ogólnie wiadomo, że telewizja kłamie ;-)
Ostatnio obejrzałam  w TV jakiś raport gospodarczy, w którym czarno na białym podano, że mięso w Polsce tanieje. Do końca to tak z tą „taniochą” nie jest, ale w tej wiadomości jak w każdej plotce ziarno prawdy znalazłam. Owszem obecnie tanieje u nas wieprzowina, a to z powodu takiego, że nasi wschodni partnerzy handlowi, a konkretnie Rosja nałożyła na polską wieprzowinę embargo. Z tego powodu rynek polski  nasycony jest już wieprzowiną  „po brzegi” i z tej prostej przyczyny towar ten tanieje, a markety prześcigają się w robieniu promocji. Dlatego też zdrożał nam niemiłosiernie drób :-(
Producenci obniżają ceny bo nie mają gdzie magazynować mięsa. Natomiast dzielni Polacy, którzy nie zapomnieli jeszcze ciężkich lat osiemdziesiątych i związanych z nimi chudych lat kryzysowych, kartek ma mięso, cukier, masło, słodycze, wódkę, a nawet na buty – kupują tanią wieprzowinę w niesamowitych ilościach (bo święta za pasem, bo się przyda, bo się nie zmarnuje, bo, bo, bo…) i pchają w swoje zamrażarki usytuowane często w garażach, działkach itp.
Moim marzeniem jest mieć ogromną lodówkę – szafę :-) z ogromną zamrażarką, ale jestem przekonana na 110%, że nie trzymałabym i nie magazynowałabym w niej wieprzowiny :-), a co? O tym przy innej okazji…


Co będzie potrzebne:
  • 1-1,5kg szynki wieprzowej (najlepiej kulka, ale może być inna część)
  • 2l wody
  • 2 łyżki soli peklowanej
  • 1 łyżeczka cukru
  • 5 ziarenek pieprzu
  • 5 liści laurowych
  • 7 ząbków czosnku
  • sól morska
  • pieprz świeżo mielony (zielony, czerwony, czarny)
  • rozmaryn- 4-6 gałązek (świeżego) – w zależności od wielkości mięsa
  • tymianek- dwie gałązki

Jak wykonać:
 
W wodzie zagotować pieprz, liście laurowe i ziele angielskie. Następnie do wrzątku dodać sól peklowaną i cukier. Wszystko dobrze rozpuścić. Na samym końcu do przygotowanej zalewy dodać rozgnieciony na miazgę czosnek (5 ząbków). Zalewę schłodzić. Do chłodnej zalewy o temperaturze pokojowej można włożyć mięso, które będziemy peklować przez kolejnych 5 do 7 dni. Trzeba pamiętać aby codziennie obracać mięso w garnku aby równomiernie się peklowało.
Po tym czasie – wyjmujemy szynkę z garnka, osuszamy i przystępujemy do nacierania jej przyprawami. Proponuję jeśli lubicie zapach i smak czosnku aby ponownie natrzeć szynkę zmiażdżonym i osolonym lekko czosnkiem, oraz świeżymi ziołami; rozmarynem i tymiankiem (posiekanymi półksiężycem do ziół na drobno lub zblendowanymi w blenderze). Wystarczy jeszcze dodać na szyneczkę świeżo zmielonego pieprzu (proponuję zielony, czerwony i czarny), związać lub jak kto woli obwiązać szynkę nicią aby się nie odkształciła podczas pieczenia i szynka gotowa do włożenia do piekarnika :-)
Przed włożeniem do piekarnika – opiekam ją lekko na tłuszczu (smalec, margaryna, oliwa – w zależności do czego i czy sos będzie mi potrzebny) w celu zamknięcia w mięsie porów. Potem delikatnie podlewam wodą lub bulionem i piekę  … albo w żeliwnym rondlu, albo w naczyniu żaroodpornym, albo w rękawie … też zależy czy sos jest mi potrzebny i ile czy też nie.
Piekę w zasadzie tyle ile ważyła szynka plus ok. 20 min tzn, że jeżeli szynka ważyła 1 kg to piekę szynkę 1godz i 20 min w temp. 180 stopni Celsjusza


Po upieczeniu wyjąć mięso z piekarnika i odstawić na około 30 minut, aby mięso odpoczęło i wszystkie soki pozostały wewnątrz mięsa, a najlepiej zostawić je w piekarniku „na odpoczynku”.
Jeśli na ciepło podawać z ziemniakami, kaszą, kluseczkami i sałatą lub buraczkami. Agulek nauczyła mnie robić takie dobre sałaty - kolorowe, zdrowe, z wszystkiego co jest na stole ;-)


Na zimno przepyszna do kanapek z chrzanem, ogórkiem, sałatą, papryką - kombinacji wiele :-)


poniedziałek, 17 lutego 2014

Majster Bieda ... czyli po prostu fasola



Niedawno byłam w Lublinie na targu po przyprawy … Przy tej okazji udało mi się kupić dwa pół kilowe woreczki bielusieńkiej, ekologicznej fasolki „Jaś” od „baby”. Baba okazała się przesympatyczną starszą panią, która nie dość, że z ceny spuściła na woreczku to jeszcze czosnku dorzuciła gratis :-) Ludzie, ludzie tylko u nas! Tylko na Lubelszczyźnie ludzie dobrzy, ludzie mili :-) Nie wiem jak czosnek ale fasola okazała się pierwsza klasa! Po namoczeniu ugotowała się w niecałą godzinkę, a jaka pyszni utka, mniam. Mój synek rzadko chwali to co je – no chyba, że jest to chleb z ketchupem :-) a fasoli nachwalić się nie mógł i dopytywał nawet gdzie kupiona, proszę proszę. W Puławach też kiedyś mieliśmy prawdziwy targ. Na wielkim placu miejsca było dość i dla handlarzy przywożących towar regularnie z giełdy i dla producentów rolnych  oraz producentów  „okołodomowych” (wiadomo, że w Puławach i okolicach wielu ludzi uprawia jeszcze „hobbystycznie” ziemię) i dla działkowców. Każdy mógł przyjść i sprzedać to co „dobrego mu wyrosło”. Potem urzędnicy postanowili zmienić plany zagospodarowania terenu, targowisko rozebrano, w miejscu targu mamy wielki betonowy parking. Wybudowana nowoczesną, ciasną i duszną halę targową gdzie opłaty są tak wysokie, że działkowcy i mali producenci nie przychodzą ze swoimi płodami rolnymi bo opłaty są zbyt wysokie :-( Mamy więc w Puławach partyzantkę co widoczne jest najlepiej latem – Straż Miejska goni działkowców, którzy handlują na chodnikach w stałych i „umówionych” punktach miasta, a Oni świetnie się kryją po sklepach lub umykają ze swoimi koperkami i jajkami … a ja? A ja jeżdżę do Lublina i z dziką rozkoszą robię zakupy na również nielegalnym już targowisku miejskim :-(

Do przygotowania fasoli Majster Bieda potrzeba:
(porcja na 2 osoby)
  • ½ kg fasoli Jaś
  • 3 l wody
  • Łyżka stołowa soli
  • Opcjonalnie; masło, 10dkg wędzonego boczku, ½ cebuli, Cubrica zielona

Jak wykonać:

Na noc namoczyć fasolę w dużym garnku. Najpierw przepłukać na sicie.
Po namoczeniu wodę z fasoli odlać i do gotowania wlać świeżą. Gotować do miękkości. Początkowo nie solić. Podobno fasola nigdy nie zmięknie jak się ją posoli … tego nie wiem – zawsze solę na 1/2h przed końcem gotowania. Fasolę można poznać, że jest miękka – biorąc ją na łyżkę i lekko dmuchając. Jeśli wierzchnia skórka pęka – rozchodzi się lekko to jest to znak, że fasola jest już miękka i można ją wyciągnąć
z garnka.
No i u mnie jak to u mnie fasolę je się na dwa sposoby: pół domu je fasolę tylko
z samym masłem i to koniec. Druga połowa domu je fasolę z boczkiem i cebulką oraz przyprawami, a robi się to tak:
Boczek pokroić w kosteczkę i przesmażyć na patelni. Boczek może ale nie musi być spieczony i chrupiący. Zalecam dowolność czyli jak kto lubi. Gdy boczek będzie już dochodził wrzucamy do niego cebulę pokrojoną również w kostkę i przyprawy. Proponuję dziś zieloną cubrycę ale równie dobrze morze być przyprawa do fasoli albo cząber lub coś innego …. Wszystko ładnie zrumienić . Można wymieszać z fasolą na patelni lub wyłożyć na talerz z fasolą.



Danie jest proste, nie drogie i nie wymaga zbytniej filozofii, a jest sycące. Nie jestem teraz pewna ale jadłam je bardzo dawno temu w jakiejś małej knajpce chyba na Słowacji . Fasola Majster Bieda  to już mój pomysł na potrzeby domu :-)


niedziela, 16 lutego 2014

Jak Kolumb czyli .... wyprawa po korzenie




Moją wyprawę „po korzenie” można zaliczyć do udanych. Czułam się niczym Krzysztof Kolumb czy Marko Polo myszkując po niekończących się straganach
z przyprawami :-) Oj było w czym wybierać … Co prawda przyprawy i zioła były już konfekcjonowane … ale cóż, za to wybór był przebogaty. Najbardziej lubię kupować zioła i przyprawy z płóciennych worków, pachnące, ogrzane słońcem – na miarki lub na wagę. Tym razem kupowałam gotowe paczuszki u bardzo sympatycznego
i dobrze zorientowanego Pana. Może i dobrze bo na dworze wilgoć, a słońca wciąż jak na lekarstwo, a moje ziółka i przyprawy dobrze zapakowane nie tracą swego aromatu i właściwości.
Trochę poszalałam, ale musiałam uzupełnić już swoją „czarodziejską  szkatułkę” o:

Pieprz czerwony:

Odkryty pierwotnie w Ameryce Południowej – obecnie uprawiany na licznych plantacjach Madagaskaru, Australii i Meksyku. W smaku o wiele łagodniejszy od pieprzu czarnego. Podobnie jak pieprz zielony „ma w sobie” posmak świeżości
i lekkości. Używam go do marynat, sałatek, mięs, zup – w całości jak i mielonego na świeżo. Doskonały do dekoracji potraw


Pieprz zielony:

Ten rodzaj pieprzu stosowany jest powszechnie w kuchni francuskiej ale nie tylko … Dodaję go do zup, sosów, mięs.  


Rozmaryn:
 
Jedno z ulubionych ziół w mojej kuchni. Doniczka tego ziela zawsze stoi na moim parapecie kuchennym. Ma wyrazisty ostry smak przypominający sosnowe igliwie, lekko słodkawy. Dodaję zielone gałązki rozmarynu do mięs (wieprzowina, jagnięcina, drób, wołowina, dziczyzna) oraz suszony rozmaryn gdy nie mam akurat „żywego”  do szpinaku, sera, jajek oraz wszelkiego rodzaju marynat mięsnych bez których nie wyobrażam sobie obecności rozmarynu. Odrobinę rozmarynu dodaję również do rosołu.



Lubczyk:

Jak ludowe podania głoszą … lubczyk to zioło miłości. Hmm … czy tak jest – nie wiem, ale odkąd  zaczęłam dodawać do mojego rosołu zielone gałązki lubczyku (w ilości słusznej) pan K. zakochał się w moim rosole ;-) Suszony lubczyk z braku świeżego dodaję do rosołu oraz do sosu pomidorowego. Podobno dodaje się go do serów, ziemniaków czy tłuczonych ziemniaków  ale jeszcze nie próbowałam.



Papryka wędzona:   

Papryka ta bardzo popularna jest w Hiszpanii i stamtąd trafiła prosto do mojej szkatułki :-) Doskonała do potraw z grila – tych mięsnych jak i warzywnych. Doskonała jako jeden ze składników do wszelkich marynat mięsnych , często używam jej zamiast pieprzu podczas przyrządzania wędlin, sosów, zup.



Kurkuma:
Kurkuma to „złoto” w mojej kuchni. Używam jej bardzo dużo i chętnie. Może kiedyś napiszę artykuł poświęcony kurkumie – kto wie?
Kurkuma jest starożytną przyprawą pochodzącą z Azji Południowo-Wschodniej, używaną  jako barwnik i przyprawa. Uprawiana jest głównie w Bengalu, Chinach, Tajwanie, na Sri Lance, Jawie, w Peru, Australii i zachodnich Indiach. Kurkuma to nie tylko podstawowy składnik curry. Ja kurkumą przyprawiam śmiało
i z powodzeniem mięsa, sosy, zupy, ciasta, sery, potrawy warzywne, dodaję do marynat, przetworów i leczniczo zajadam połączoną z pieprzem czarnym (w odpowiednich proporcjach).


Cubryca  zielona:

Cubrica to przyprawa wywodząca się z kuchni bułgarskiej. Jej podstawowym składnikiem jest cząber.
Stosujemy do sałatek, jajek, jajecznicy twarogu, fasolki, rosołu, ryb, śledzi, kanapek ,masła ziołowego,do pierogów.
Skład: cząber, koperek, pietruszka, lubczyk, czosnek, kozieradka, sól, cukier, cebulka zielona, por, papryka zielona


Cubryca czerwona:

Cubrica to przyprawa wywodząca się z kuchni bułgarskiej. Jej podstawowym składnikiem jest cząber.
Doskonała mieszanka do każdego pieczonego mięsa , kurczaka , schabowego, karkówka, kurczak, żeberka
Sklad : cząber, kozieradka, czosnek, chili, papryka słodka, papryka ostra sól, czasem suszone pomidory, bazylia, tymianek

 


Z tymi składnikami Cubricy bywa naprawdę różnie i chyba panuje duża dowolność komponowania tej przyprawy na naszym rynku bo kupując Cubricę na różnych bazarkach, targach nie spotkałam się  jeszcze aby Cubrica miała taki sam skład. Chyba pora się wybrać do Bułgarii na zwiady … jaki skład powinna mieć oryginalna bułgarska Cubrica.


Cząber:

Wysoko aromatyczne zioło o ostrym smaku. Ma swoje zastosowanie jako przyprawa do zapiekanek, jajek, jajecznicy, dań z fasoli i soczewicy oraz do gulaszu i mięsa drobiowego.



Czarnuszka:
To przyprawa o lekko gorzkim, pikantnym smaku. Przed zastosowaniem najlepiej uprażyć na patelni lub roztłuc w moździerzu. U mnie dodatek do chleba. Czarnuszka ma bogate zastosowanie w lecznictwie … bardzo bogate ;-)



Uwielbiam swoje wyprawy ... po przyprawy ... witaminy ... życie :-)

piątek, 14 lutego 2014

Pasta z wędzonej makreli z serem twarogowym


Chodziło za mną Coś … Coś szwędało się i nie dawało spokoju … Zwykle gdy mam ochotę na dobre to wiem czego mi trzeba … tym razem Coś było uparte i nie dawało za wygraną … miałam wrażenie, że mam ochotę na kilka smaków na raz :-) Gdy zobaczyłam w sklepie świeżutką i pachnącą makrelkę wiedziałam już „co” za mną chodziło, „co” mnie tak męczyło
i czego mi trzeba :-)  Makrela sama w sobie zawiera  dużo kwasów omega-3 i omega-6 o których tak teraz głośno oraz selen. Jak już wszyscy wiemy (bo trąbią o tym i reklamy w radiu i telewizji i wszystkie kolorowe gazety) kwasy te oraz selen mają bardzo, ale to bardzo pozytywny wpływ na nasz organizm. Przede wszystkim obniżają poziom cholesterolu i zwiększają odporność. Dlatego słusznie „coś” łaziło za mną tak długo, aż nie zobaczyłam w sklepie makreli i jej nie kupiłam :-) Takie inteligentne „Coś” … Macie też takie „Coś”?
Pewnie przepisem na pastę z makreli nikogo nie oczaruję bo i nie ma czym … Poza tym uważam, że sposobów przyrządzania takiej pasty jest tyle ile osób ją przyrządzających i tyle w tym temacie …
Powiem Wam tylko, że do najciekawszych „wydań” tejże pasty mogę zaliczyć pastę z gruszką (wcale ciekawą), z anchois, z rzodkiewkami
i z pasztetową ale to zabawna i całkiem inna historia :-)
Ja jak się możecie domyślać swoją pastę podaję w domu bez cebuli – no wiadomo, chłopcy nie przepadają za żadną formą cebuli, więc przechlapane … ale nie krzywduję sobie … dodaję zioła i uzyskuję równie głęboki co niezapomniany smak.
 
Co będzie potrzebne:
  • 1 średnia wędzona makrela
  • 25dkg – 50dkg sera białego półtłustego lub tłustego
  • 2-4 ogórki kiszone (jędrne)
  • 1 jajo na twardo
  • natka pietruszki
  • koperek
  • pieprz, sól
  • Opcjonalnie: 1 łyżka śmietany, świeża gałka muszkatołowa do smaku 





Jak wykonać:

Z ryby zdjąć skórę oraz dobrze ją wyfiletować tzn. usunąć ości, kręgosłup oraz inne części – zostawić tylko mięso. Jajko ugotować na twardo, ostudzić, a następnie obrać ze skorupki i posiekać. Ogórka i zioła również drobniutko posiekać.
Wszystkie składniki połączyć w misce i dobrze wymieszać. Doprawić solą i pieprzem i ewentualnie gałką muszkatołową. Jeśli masa wyda Wam się zbyt sucha można dodać łyżkę śmietany. 


Podawać na świeżym pieczywie najlepiej razowym z ogórkiem lub bez – pełna dowolność :-)




UWAGA!!!  
Do pasty dodaję tylko białe części z ryby (takie moje widzimisię :-) )

Ilość składników podana jest „na oko” tzn. orientacyjnie.

czwartek, 13 lutego 2014

Nierozłączna para … czyli barszcz z krokietem

Fotografia ślubna barszczu i krokieta :-)

Barszcz z krokietem można by  wpisać na stałe do kanonu potraw serwowanych na weselach, pogrzebach, chrzcinach, rautach, komuniach i takich tam … wszystkich spotkań Polaków. Może być na bogato lub bardzo skromnie, w stylu tropikalnym lub wiejskim. Może być sushi , a i tak jakimś cudem zawsze w okolicach północy na stół „wjeżdża” nierozłączna para – czyli barszcz z krokietem. Pracowałam kiedyś w firmie brytyjskiej i mój szew Jez  pytał czy ten barszcz z tym krokietem to jakieś nasze danie narodowe – bo gdzie się tylko pojawiał na jakimś spotkaniu „biznesowym” i panowie zostawali do późna  (biedaczki nie chcieli ale musieli, no :-) ) to zwykle późnym wieczorem jadał biedak barszcz z krokietem :-). Tak się głośno zastanawiam czy aby tak nie jest, że właśnie barszcz z krokietem obok śledzia , bigosu, żurku i pierogów nie zasługuje na miano potrawy narodowej?  Jestem ciekawa co sądzicie, a może macie jakieś inne typy???



Aby wykonać dobrze barszcz z krokietem dobrze byłoby zakisić własny zakwas
z buraków . Ten proces niestety trwa co najmniej 7 dni :-(

Jeśli nie macie ochoty na takie eksperymenty można barszcz ugotować na zwykłym rosole lub wywarze z jarzyn.

Co będzie potrzebne do wykonania barszczu:
  • 1 kg buraków
  • ok. 2-3 l rosołu lub wywaru z jarzyn
  • 2-3 jabłka (najlepiej kwaśne – np. szare renety)
  • 2-3 sztuki liścia laurowego
  • 4-5 sztuk ziela angielskiego
  • 5-6 sztuk pieprzu w kulkach
  • majeranek do smaku
  • sok z ½  cytryny
  • sól, pieprz, cukier do smaku
  • 1-2 ząbki czosnku
  • Opcjonalnie: 1-2 grzybki suszone

Wykonanie barszczu;

Umyte i wyszorowane buraki gotuję w łupinach aż będą miękkie (tak ok. 40 - 50 min).


Następnie wyjmuję je z garnka i schładzam tak aby można było je zetrzeć na tarce
o grubych oczkach. Można oczywiście kroić w plastry lub inne części ale wtedy kolor
i jego głębia się tak ładnie nie wydobywa.



Buraki wkładamy do gorącego wywaru, następnie jabłka, grzyby suszone, pieprz w kulkach, ziele angielskie, liść laurowy i na wolnym ogniu gotujemy przez ok. 1,5 godziny – nie doprowadzamy do wrzenia. Następnie – jeśli mamy własny zakwas to wyjmujemy łyżką cedzakową buraki i jabłka, a dodajemy zakwas i podgrzewamy kolejne ½  godziny dodając czosnek, majeranek. Po tym czasie wlewamy sok cytrynowy (ale nie cały od razu – smakujemy aby barszcz był kwaskowaty ale nie za kwaśny), dosładzamy, pieprzymy pieprzem świeżo zmielonym (Magda Gessler w swoich programach para kulinarnych przestrzega aby nie pieprzyć barszczu, ale ja nie wyobrażam sobie tego i tak dodaję pieprz do barszczu na sam koniec. Może to źle, ale mój barszcz wszystkim smakuje i nie jest źle. Jak nie chcecie - nie dodawajcie pieprzu!). Gdy uzyskamy zadowalający smak barszczu –przecedzamy go przez gęste sito aby został nam barszcz czysty, który przelewamy do filiżanki tuż przed jego podaniem.



Co będzie potrzebne do wykonania krokietów:
  • Porcja usmażonych naleśników
  • 1 jajo
  • ¾ szklanki bułki tartej
  • Farsz mięsny lub pieczarkowy, lub z kapusty i grzybów lub dowolny :-)
  • ok. 1/3  szklanki oleju lub oliwy do smażenia krokietów

Wykonanie krokietów:


Na rozłożonego naleśnika nakładamy farsz i zawijamy w wałeczek w ten sposób, że po nałożeniu farszu zawijamy dwa brzegi naleśnika do środka  ale nie za głęboko!
i zwijamy w wałeczek. Tuż przed podaniem obtaczamy w jajku i bułce tartej i  lekko opiekamy na patelni – można na oliwie, oleju (byle nie za dużo tłuszczu!!!). Wychodzą nam wtedy chrupiące krokiety. Polskie krokiety, które nierozłącznie podajemy
z barszczem czerwonym.



Ja przełamuję schematy – bardzo to lubię :-) Krokiety można podawać z powodzeniem do bulionu zarzuconego żółtkiem … no ale to już kwestia przyzwyczajenia, gustu
i smaku …


Farsz:

Farsz to znów kwestia gustu i smaku … moja mama podawała krokiety tylko z mięsem (niezbyt dobre na mój żołądek), w kryzysie idealne były z kapustą i grzybami, potem kolejną wariacją były mięsno-pieczarkowe, soczewicowo-mięsne, pieczarkowo-serowe ….

standardowy:-) farsz mięsny z mięs mieszanych

Jak widzicie możliwości nadziewania naleśników-krokietów jest co niemiara więc nie podam przepisu na farsz.
Jeśli jednak ktoś bardzo, bardzo miałby z tym kłopot niech napisze … przepisów na farsze znajdzie się co nieco i chętnie się podzielę … nie chciałabym tu jednak sugerować co włożyć do krokieta – bo z doświadczenia wiem jak trudno potem przełamywać w sobie sugestie i nauczone raz kanony … przez 30 lat robiłam tylko jeden rodzaj krokietów :-) bo tak mamusia kazała :-) i z trudem teraz przełamuję te kanony próbując czegoś nowego :-(



Tak więc odwagi i smacznego 



piątek, 7 lutego 2014

Czarodziejskie lata małolata ... czyli makaron z truskawkami



Wspomnienie lata, wspomnienie dzieciństwa, wspomnienie szalonych dni kiedy od rana do wieczora można było bezkarnie biegać po bezpiecznej okolicy, zawierać niesamowite znajomości i nikt nikomu nie zagrażał, nikt nikogo nie straszył potworami z Piotrkowa czy Wrocławia … Bez względu na wszystko co działo się w koło świat dzieci był wtedy inny – miały mniej bajek w telewizji, nie miały dostępu do internetu bo go w ogóle nie było (wyobrażacie to sobie?), prawie wszyscy mieli takie same szare zabawki, a największym marzeniem nastolatków był radio-magnetofon Kasprzak :-) Czyż to nie wspaniałe czasy? No wiem, że nie … ale pod względem kulinarnym … nie mają sobie równych. Żywność była wtedy o niebo lepsza, zdrowsza i tańsza. Nie zawierała w sobie tylu konserwantów i innych chemicznych dodatków oraz rzeczy o jakich nam się nawet nie śniło. Wystarczy wziąć do ręki pierwszą lepszą etykietę i przeczytać dokładnie skład, a dowiadujemy się takich rzeczy, od których włos na głowie się jeży, a żołądek nie zawsze dobrze się czuje …
Takie czasy … ale można choć na chwilę zapomnieć się w tym wszystkim  przyrządzając prostą i znaną jeszcze z dzieciństwa potrawę  - makaron z truskawkami i śmietanką :-)

Będzie potrzebne :
  • 1 opakowanie dowolnego makaronu (na 4 porcje)
  • 0,5 kg truskawek (świeżych lub mrożonych)
  • 1-4 łyżki cukru (w zależności jak bardzo słodką śmietankę lubicie)
  • 1 kubek słodkiej śmietany gęstej
  • 1 łyżka oleju (do gotowania makaronu)
  • szczypta soli

Jak wykonać:
 

Makaron ugotować w osolonej wodzie z łyżką oleju zgodnie z instrukcją jak na opakowaniu. Ja kupuję makaron – grube nitki-kluchy w Kauflandzie (opakowanie na zdjęciu). Po ugotowaniu odcedzić i krótko hartować w zimnej wodzie (bardzo krótko).


Truskawki zmiksować z 1,5 łyżki cukru na mus truskawkowy. Jeśli są mrożone uprzednio rozmrozić . Wylać mus na makaron ułożony na talerzu. Całość polać gęstą śmietanką wymieszaną z resztą cukru.
Całe danie – gotowe :-)



To było i jest pyszne :-)

czwartek, 6 lutego 2014

ABC gotowania ... czyli wywar z warzyw




 
Wywar z warzyw to kolejna pozycja w ABC gotowania.
To tylko przypomnienie bo niedawno przy zupie serowej  podawałam dokładny przepis na właśnie ten wywar. Wywar taki można wykorzystywać do wszelkiego rodzaju zup, sosów, do picia ... do czego tylko będzie Wam potrzeba. Jest zdecydowanie lepszy bo zdrowszy od bulionu w kostkach ;-(. Odrzućcie stare przyzwyczajenia, niech Moc, siła, piękno i zdrowie będą z Wami ;-)





Co będzie potrzebne do wykonania wywaru:

  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 por
  • 1 – 2 marchewki
  • 1-2 cebule
  • 1 seler (średniej wielkości)
  • 1-2 pietruszki
  • Suszony lub zielony lubczyk
  • Sól, zmielony pieprz, listek laurowy,
  • 250 ml białego wina wytrawnego
  • 4 łyżki masła lub 3-4 łyżki oliwy
  • 2l wody
  • Opcjonalnie w sezonie: zielona pietruszka, liście zielone z selera, koperek, bulwa kopru włoskiego



Jak wykonać bulion:

Na 1,5 l bulionu




Warzywa dokładnie oczyścić. Pokroić w kostkę i w garnku przesmażyć na roztopionym maśle lub oliwie wszystkie warzywa, a następnie zalać winem i lekko podusić. Kolejno zalać  wodą i gotować przez około 1 godzinę na wolnym ogniu – zdejmując  wytwarzającą się z wywaru pianę. Po godzinie wywar można przecedzić na sicie i jest gotowy. Można go mrozić po wystudzeniu.