piątek, 31 stycznia 2014

Francuski sen … czyli zupa serowa z grzankami


Czy to jawa czy sen tego już nikt nie pamięta … ani tego czy to naprawdę zupa francuska :-) Przepis przywędrował do mojego domu prosto z akademika, który zamieszkiwała swego czasu moja córka Panna O. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała bo zamieniłam poniekąd wywar na rosołkach na porządny wywar jarzynowy, ubogaciłam serowo w różne gatunki sera biedną zupę studenta :-) dodałam tych i tamtych przypraw i znajomi, którzy szwendają się po świecie – oświadczyli, że jedli taką podczas swoich podróży po Francji, ha, ha, ha.

Wiadomo, że podstawą każdej zupy jest wywar, więc tym razem nie może i nie będzie inaczej, W tej zupie podstawą dobrego smaku jest wywar!!! Może być rosół (jeśli macie) lecz ja proponuję wykonanie sporządzenie wywaru jarzynowego z dodatkiem białego wina.

Co będzie potrzebne do wykonania wywaru:
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 – 2 marchewki
  • 1-2 cebule
  • 1 seler (średniej wielkości)
  • 1 por
  • 1-2 pietruszki
  • Suszony lub zielony lubczyk
  • Sól, zmielony pieprz, listek laurowy,
  • 250 ml białego wina wytrawnego 
  • 4 łyżki masła lub 3-4 łyżki oliwy
  • 2l wody
  • Opcjonalnie w sezonie: zielona pietruszka, liście zielone z selera, koperek, bulwa kopru włoskiego

Jak wykonać wywar:
 

Na 1,5 l wywaru

Warzywa dokładnie oczyścić. Pokroić w kostkę i w garnku przesmażyć na roztopionym maśle lub oliwie wszystkie warzywa, a następnie zalać winem i lekko podusić. Kolejno zalać  wodą i gotować przez około 1 godzinę na wolnym ogniu – zdejmując  wytwarzającą się z wywaru pianę. Po godzinie wywar można przecedzić na sicie i jest gotowy. Można go mrozić po wystudzeniu.
Oczywiście można zrobić również wywar bez dodatku wina - wystarczy go dobrze wtedy doprawić wg uznania :-)



Co będzie potrzebne do zupy serowej:
  • Wywar z jarzyn
  • 5-6 kostek sera topionego
  • 5dkg sera pleśniowego typu Lazur
  • 5-10 dkg sera Mozzarella albo inny który lubi się rozpuszczać i ciągnąć w gorącej zupce
  • Szczypta albo dwie kminku
  • Gałka muszkatołowa do smaku
  • Sól, pieprz,
  • 2-3 łyżki gęstej kwaśnej śmietanki
  • 2-3 kromki chleba na grzanki (2 porcje)
  •  

Jak przygotować zupę serową:

Do wywaru wrzucać kolejno kostki topionego sera i mieszaj dokładnie aż do jego rozpuszczenia. Następnie dodać kolejno sery typu Mozzarella i Lazur oraz kminek
i startą na tarce gałkę muszkatołową . Najlepsza jest starta na świeżo ale jeśli macie kupioną od razu startą też dobrze (trzeba ją tylko dobrze przechowywać aby nie zwietrzała. Najlepiej w zamkniętym i szczelnie zakręconym słoiku). Podgrzewać
i mieszać na wolnym ogniu do rozpuszczenia. Nie gotować! Dodać do smaku sól
i pieprz oraz gęstą śmietankę. Moja zupa ma konsystencję ciasta naleśnikowego i jest przepyszna.
Podaję z grzankami.



Jak wykonać grzanki:
Sposobów na wykonanie grzanek jest wiele. Można z czosnkiem, z oliwą i bez. Robiłam już różne. Teraz robię w bardzo prosty sposób… Kroję chleb w kostkę i wkładam do piekarnika (dużego bądź małego – bo mam dwa :-)). Trzymam tak długo jak mi się spodoba, tzn. aż grzanki będą złote i rumiane.
No chyba,  że się zagadam :-(





czwartek, 30 stycznia 2014

Smaki dzieciństwa ... czyli naleśniki z serem i konfiturą wiśniową





Naleśniki, prawdziwy smak dzieciństwa … któż ich nie zna, któż ich nie lubi? Cóż jest takiego niesamowitego w tym cieniutkim placku upieczonym na patelni i podanym a to z serem, a to z dżemem, a to ze świeżymi owocami i bitą śmietaną. Ja w naleśnikach upatruję wspomnienie dzieciństwa, niewinności . ..  Jak dziś pamiętam siebie jako małą dziewczynkę, która przybiegała z podwórka, łąki, lasu do kuchni na chłodny kompot owocowy i cieplutkie naleśniki, które smażyła dla mnie mama albo babcia. Miałam poobijane, zadrapane kolana, zapewne dwa kucyki i byłam najszczęśliwszym dzieckiem na świecie … byłam wolna jak nigdy potem i jadłam najpyszniejsze naleśniki na świecie serwowane na milion sposobów w zależności od pory roku.

Co będzie potrzebne:
 
Naleśniki:
  • 1 i 1/2  szklanki maki pszennej (tak na wyczucie)
  • ½ szklanki mleka
  • ½ szklanki wody (najlepiej gazowanej)
  • ½ szklanki jogurtu naturalnego lub kefiru
  • 1 jajko
  • Szczypta soli
  • Kawałek słoniny bez skóry lub olej do smażenia naleśników
  • Opcjonalnie:  cukier wanilinowy, szczypta kurkumy 


Masa serowa:
  • 60-80dkg sera białego półtłustego lub tłustego
  • 2 -4 duże łyżki cukru  (lub tyle ile uznacie aby masa serowa była dobra do naleśników – ja lubię bardzo słodką)
  • 1 żółtko
  • 3-4 łyżeczki  budyniu waniliowego lub śmietankowego
  • Opcjonalnie: szczypta kurkumy, cynamonu

Dodatki

  • konfitura z wiśni

Jak wykonać naleśniki:
 
Do miski przesiać mąkę, dodać jajko, sól, wlać zimne mleko, wodę (początkowo
w ilości 1/2), jogurt lub kefir  (jeśli zdecydujecie się na dodanie cukru wanilinowego to również cukier i kurkumę – nadaje naleśnikom ładny, żółty kolor). Wszystko dokładnie zmiksować lub bardzo dokładnie wymieszać i odstawić aby ciasto się związało na jakieś 20-30 min.
Po tym czasie ciasto jeszcze raz dobrze wymieszać. Ciasto powinno mieć konsystencję lejącego się jogurtu. Jeśli ciasto jest zbyt gęste dodajecie pozostałą wodę lub dodajecie jeszcze mleka (lub wody). Jeśli wyjdzie zbyt lejące proponuję dodać mąki. Ciasto naleśnikowe od lat robię już na tzw. oko i trudno wstrzelić się idealnie z proporcjami :-).
Patelnię rozgrzać i posmarować kawałkiem słoniny nadzianej na widelec i wylać ciasto. Najlepiej smażyć naleśniki w następujący sposób: rozgrzaną posmarowaną patelnię wziąć  w lewą rękę, prawą ręką wlać odmierzoną ilość ciasta i szybkim kolistym ruchem lewej ręki rozprowadzić ciasto tak , aby pokryć ciastem równomiernie całą patelnię – nie za grubo – nie za cienko – oczywiście :-).
Gdy naleśnik jest suchy tzn. nie widać już na powierzchni surowego ciasta i naleśnik lekko odstaje od brzegów patelni, należy podważyć go długim nożem lub łopatką, odwrócić i podsmażyć z drugiej strony (można też podrzucić :-) ). Gotowe, usmażone naleśniki składa się na płytkim talerzu – jeden na drugim.
Z podanej ilości naleśników wychodzi od 10 do 15 naleśników.

Uwaga!!! Naleśniki można usmażyć dzień wcześniej i przechować w lodówce zabezpieczone dobrze folią do żywności aby nie wyschły.

Jak przygotować masę serową:

W naczyniu dobrze rozdrobnić biały ser – najlepiej widelcem. Wymieszać z cukrem, cukrem wanilinowym, żółtkiem (opcjonalnie kurkumą, cynamonem) i budyniem. Masa serowa po dokładnym wymieszaniu jest gotowa


W naleśniki nakładamy ser i zawijamy w wałeczek w ten sposób, że po rozsmarowaniu masy zawijamy dwa brzegi do środka  ale nie za głęboko! I zwijamy w wałeczek. Tuż przed podaniem lekko opiekamy na patelni – można na oliwie, oleju (byle nie za dużo tłuszczu!!!), posypujemy cukrem-pudrem „na bogato” i polewamy konfiturą z wiśni (własnej roboty oczywiście! Całe 80 kg wydrylowałam jedną małą agrafką, ha! ).




Zapraszam dużych i małych do stołu  :-)


sobota, 25 stycznia 2014

Rozpacz Pani Domu ... czyli surówka z kapusty pekińskiej z ziołami




To zdarzenie przeszło już do historii ale odcisnęło swoje piętno na moim honorze jako kuchcika i Pani Domu.
Było to lata temu kiedy w naszym domu bywali różni goście … zapraszani przez Pana K. Bywało śmiesznie, kolorowo, zabawnie, biznesowo, koleżeńsko – naprawdę różnie. Mogłam wyżywać się wtedy w kuchni do woli …
Był jeden taki wieczór, jedna taka kolacja, którą zaplanowałam oczywiście
w szczegółach, zrobiłam zakupy, przesiedziałam w kuchni zapewne dwa albo i trzy dni aby wszystko było zapięte na ostatni guzik i w ostatnim momencie ….
Zorientowałam się, że kompletnie zapomniałam o surówkach do mięs :-( Zgroza!!!. Lament!!! Goście za drzwiami, a ja w popłochu szukam czegoś w lodówce co mogłabym na szybko przygotować gościom:-)
Przyrządziłam szybką surówkę, którą dziś Wam prezentuję (już bez kompleksów bo na stałe weszła do mojego domowego menu) i pomidory z czosnkiem i bazylią. Przy czym surówka z "pekinki" miała większe powodzenie – podobno nie „zabiła” smaku mięsa.
 
Warto o tym pamiętać przygotowując swoje kunsztownie wypracowane potrawy.

To surówka bardzo prosta i szybka. Wykorzystałam do niej tylko takie składniki jakie miałam w danej chwili pod ręką, a jakie Wy zapewne w swoich domach także macie.
 
Co będzie potrzebne:
 
  • 1 kapusta pekińska
  • 6 łyżek oliwy lub oleju rzepakowego
  • ½ soku z cytryny
  • odrobina startej skórki cytrynowej
  • łyżeczka miodu
  • ząbek czosnku
  • szczypta bazylii
  • szczypta ziół prowansalskich
  • sól, pieprz, cukier  do smaku

Jak wykonać:

Liście z kapusty umyłam i poszatkowałam na drobne paseczki. Lekko osoliłam
i dodałam pieprzu.
 

Następnie przystąpiłam do robienia sosu winegret. 
Nie używam gotowych sosów z torebek!!! Ani do surówek, ani do mięs, ani do niczego innego. Zależy mi na własnym zdrowiu i na zdrowiu moich bliskich, no i kochani – własne sosy są o wiele smaczniejsze :-),
a niektóre, tak jak ten są bardzo proste i można go wykonać w 5 minut.

Rozcieramy bardzo dokładnie z niewielką ilością soli czosnek (na miazgę).
Wyciskamy sok z cytryny.
Do słoiczka dodajemy kolejno: roztarty  czosnek, cytrynę, miód, jeśli mocno nie przesadziliście na początku z solą i pieprzem to również te przyprawy i na końcu oliwę lub olej (niestety w oleju sól się nie rozpuści).
Słoik dobrze zakręcamy i potrząsamy jak dobrze wyszkolony barman :-), najlepiej
w rytmie salsy lub równie dynamicznej muzyki przez dobre 2-3 minutki aż wszystkie składniki się wymieszają i połączą.
W ten o to sposób uzyskacie delikatny i aksamitny sos winegret do surówek.
Sos winegret ma swoje wariacje … do mięs białych, do czerwonych, a nawet do owoców … ale o tym w innym wydaniu :-)
Tak przygotowany sos warto schłodzić. 
Kapustę należy teraz posypać ziołami podgrzanymi na lekko na patelni (wydobywają się wtedy z nich wszystkie najlepsze aromaty), lub roztartymi lekko w moździerzu 
i przełożyć do naczynia w którym będzie podawana.
Sosem winegret polać kapustę tuż przed podaniem na stół (lekko wymieszać).
Wcześniej polany sos „obciążyłby” za bardzo delikatną kapustę, która zrobiłaby się tłusta i nieapetyczna. A tak będzie chrupiąca, aromatyczna i zdrowa.

 
Uwaga!!! dodałam 1 łyżeczkę cukru w składnikach – to dla tych którzy lubią bardziej słodkie surówki. Można ją dodać, jeśli uznacie, że surówka jest mało słodka.

piątek, 24 stycznia 2014

Kiedy Kota niema w domu …. czyli makaron z warzywami w sosie własnym z ziołami




Kiedy moi dwaj faceci wyjeżdżają z domu – ach nie powiem, uwielbiam te chwile … kiedy mam całe 63 metry naszego mieszkanka tylko dla siebie. Chcielibyście wiedzieć co wtedy robię? ;-) O, to naprawdę zależy od ilości czasu jaki dają mi moi panowie. Jeśli znikają na jakąś męską wyprawę na dłużej wtedy eksperymentuję w kuchni, w łazience, bałaganię ażeby w efekcie końcowym mieszkanie nabrało ładu i porządku (takie małe hobby :-)). Bywa też tak, że zapraszam dawno niewidziane przyjaciółki – wtedy gotuję, ucztuję i napawam się towarzystwem dobrych dusz w moim domu. Łapię ciepłe chwile i skrywam je jak cenne zapasy- głęboko na gorsze czasy.
Kiedy więc moi dwaj faceci wyjeżdżają i zostawiają mnie samą i w kuchni i łazience można powiedzieć, że robię i jem co chcę. Jem prosto i zdrowo i smacznie. Używam dużo ziół i warzyw, a przy tym nie przepracowuję się (oczywiście jeśli nie chcę).
Mam nadzieję, że makaron z warzywami  się Wam spodoba :-)

Co będzie potrzebne?
 
•    ½ opakowania  makaronu typu farfalle (kokardki)  może być każdy inny makaron (rurki, świderki, spaghetti, kolanka, itp.)
•    1 papryka czerwona
•    1 papryka żółta
•    1 cukinia
•    ½ puszki kukurydzy
•    1 opakowanie pomidorków koktajlowych
•    ½ pęczka  kolendry
•    Pęczek pietruszki
•    Zielona bazylia (2 dorodne gałązki)
•    ½ marchewki
•    Sól, pieprz, kurkuma, oregano, zioła prowansalskie
•    2-4 oliwy lub oleju

Jak wykonać ?

Makaron ugotować zgodnie z opisem na opakowaniu (najlepiej al dente ).
Można ugotować mniej niż pół opakowania. Ja gotuję od razu na dwa posiłki  :-)
Wszystkie warzywa i zioła dobrze umyć pod ciepłą i bieżącą  wodą.
Kukurydzę przepłukać  na sicie pod bieżącą wodą i osaczyć.
Papryki pociąć w paseczki.
Cukinię pociąć w talarki lub półtalarki.
Pomidorki koktajlowe przeciąć na połówki.
Zioła drobno poszatkować.
Marchew obrać, a następnie obieraczką do warzyw zestrugać kolejne paski, które dodamy do potrawy. Można też marchew pokroić w cienkie półtalar ki, ale wersja z paskami bardziej mi się podoba :-) i marchew szybciej mięknie.
Na rozgrzanej patelni przez krótką chwilę podgrzać zioła:  kurkuma, oregano, zioła prowansalskie (ale tylko tak aby zaczęły wydzielać swój aromat – nie mogą się przypalić  bo nadadzą potrawie goryczki!!!), następnie dodaj oliwy i dodaj warzywa; papryki, marchew  i cukinię. Mieszać co jakiś czas aby się nie przypaliły i aby dobrze wymieszały się z przyprawami. Po 10-15 minutach gdy papryczki i cukinie zmiękną dodać pomidorki koktajlowe i kukurydzę oraz sól i pieprz do smaku. Gotować  jeszcze na zmniejszonym ogniu przez 15-20 minut aby potrawa nabrała miękkości, smaku
i aromatu.
Na koniec, kiedy uznacie , że potrawa jest już wystarczająco miękka (osobiście lubię półmiękkie warzywa – lekko chrupiące) po wyłączeniu gazu do potrawy wrzucić posiekane świeże zioła i dobrze wymieszać.


Teraz można wyłożyć makaron na talerz i na makaron gorące warzywa posypując wszystko zielonymi świeżymi  ziołami albo wymieszać makaron razem z warzywami
i podawać w tej wersji – również posypane świeżymi ziołami, ew.  szczypiorkiem.



Ps. Podałam w liście zakupów tylko przykładowe warzywa …  akurat ostatnio to miałam w lodówce. To danie zmienia się u mnie w zależności od tego co jest pod ręką … :-) Do tej mieszanki można użyć z powodzeniem selera naciowego, brokułów, kalafiora, bakłażana,  oj tyle dobra na świecie :-)

środa, 22 stycznia 2014

Jak Dziadek żur kisił ... czyli kiszenie żuru



Kiszenie żurku na Śląsku to tradycja i trzeba przyznać, że dobrze Im to wychodzi ;-)
Od dziecka byłam przyzwyczajona, że mama posyłała mnie jako małą dziewczynkę do magla :-)! po słoiczek żurku na sobotni obiad…
Czasy się zmieniały, w miejscu magla wyrosła dorodna kamienica czynszowa, a mnie na głowie przybyło kilka siwych włosów….
Mamy już nie ma …
Cóż lata płyną, czas nigdy nie stał w miejscu.
Nie zmienił się jednak sposób kiszenia żurku i bardzo dobrze :-) !!! Jest coś stałego
i coś pysznego na tej planecie.

Ostatnio, jeszcze przez jakiś czas (mieszkając już na Lubelszczyźnie) mogłam zamówić sobie żurek - przed swoim przyjazdem, a tato albo mama kupowali mi go u Dziadka … Nie u własnego dziadka rzecz jasna ale u Pana, który „produkował” żurek i przynosił go potem na okoliczny targ. Stał zawsze w tym samym miejscu, wszyscy go znali
i nazywali Dziadkiem. Jego żurek nie miał sobie równych. Nie mam pojęcia czy sam go kisił czy ktoś mu pomagał, ale ten kto to wyrabiał ten żurek znał się na rzeczy i robił go naprawdę po mistrzowsku.
Dziadek przychodził na targ codziennie bez względu na aurę i porę roku. Wszyscy go lubili i wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na jego żurek i towarzystwo. Niestety z czasem Dziadek zaczął podupadać na zdrowiu i przychodził już rzadziej na targ, aż wreszcie przychodził już tylko w soboty gdy targ był największy. Jego żurek nadal nie miał sobie równych chociaż obok Dziadka pojawili się też inni sprzedawcy tego śląskiego specyfiku. Żurek Dziadka nie miał w sobie konkurencji.
Pewnej soboty Dziadek nie przyszedł i kolejnej również i jeszcze kolejnej także. Najpierw społeczność targu szeptała, że pewnie zachorował potem mówiono, że na pewno umarł. Tyle wiedzieli o Dziadku, z którym spędzili podobno tyle dobrych chwil. Tyle wiedzieli o człowieku, którego tak lubili i którego tak szanowali.
Dziadek, który dobry żurek robił.

Odkąd nie ma Dziadka zaczęłam sama kisić żurek. Pierwszy, żurek nie przypominał
w niczym żurku Dziadka, ale już następne były coraz lepsze w smaku i aromacie. Teraz nie mam już kompleksów i kiszę żurek i rozdaję znajomym w prezencie.
Zachęcam do spróbowania własnych sił i zakiszenia samemu „Żurku domowego”.
Przepis jest bardzo prosty i tani. Gwarantuję, że żurek zakiszony własnoręcznie smakuje doskonale, no i pozbawiony jest chemii (tak,  niektóre żurki sklepowe potrafią zawierać pół tablicy Mendelejewa!!! ).

Życzę wszystkim odważnym Gorolom i Hanysom (kto ze Śląska ten wie o co chodzi) udanego kiszenia, a potem smakowitości, zdrowotności i radości ze spożywania ugotowanego żurku wg upodobania – no chyba, że ktoś poprosi o przepis :-)







KISZENIE ŻURU
 
Składniki:
•    10 dag mąki żytniej razowej, żytniej pytlowej (u mnie żytnia razowa, zakupiona
w markecie Stokrotka – na stoisku ze zdrową żywnością lub na targu  - na kilogramy! Są jeszcze takie miejsca, ach)
•    1/2 l wody przegotowanej, ciepłej
•    2-3 ząbki czosnku
•  1 łyżka  otrębów  (jako opcja) – zwykle dodaję owsiane (sprawiają, że żurek jest lekko kleisty i gęsty )
 


Jak wykonać: 
Mąkę wymieszać z wodą, dodać czosnek (zmiażdżony lub drobno posiekany), wlać do szklanego słoja lub kamionkowego garnka, nakryć ściereczką i postawić w ciepłym miejscu (ja ze względu na zimną kuchnię „przebieram” naczynie (w ciepłą czapkę lub szalik :-)) w którym zakwaszam aktualnie żurek (albo słoik albo kamionkę) by zakwas „miał się ciepło”.  Gdy żur ukiśnie (ok. 3-5 dni w porze letniej, a 5-7 dni w porze zimowej) ma smak kwaskowaty i przyjemny zapach.
 


Zlewam żurek do butelek (szklanych bądź plastikowych) i przechowuję w lodówce nawet do 2 miesięcy.

Tutaj (na tym zdjęciu) żurek jest już przebrany w ciepłe ubranka - wtedy szybciej się kisi i ma lepszy humor ;-)


UWAGA! Jeśli kupuję mąkę na kilogramy na hali targowej to proszę od razu mąkę na żurek z otrębami. Uważam, że jest lepsza.

Jeśli dodaję do żurku otręby (mogą być żytnie, owsiane) to na każde 10dkg mąki dodaję 1 dużą łyżkę otrębów.




Smacznego!!! ODWAGI :-)

PS. zapomniałam dodać, że dobrze jest raz dziennie włożyć do żurku łyżkę i zamieszać, ot tak dla zdrowotności (żurku oczywiście. Czasem dobrze jest zamieszać :-) :-) :-) ha, ha, myślałby kto :-) :P  ) 


PS. 02.02.2012 załączam fotkę ukiszonego i przelanego do buteleczek żurku. Wyszedł dobrze, ale gdyby "klimat" był lepszy - czytaj było cieplej, dużo cieplej wyszedłby pewnie o lepszy. Przy - 15 stopniach na dworze - widać i żurek nie miał ochoty się skwasić jak należy. Swoją drogą - w kuchni kaloryfery letnie były :-(  Zawsze to jakaś nauka jest!

wtorek, 21 stycznia 2014

Skórka skórce ...czyli suszona skórka pomarańczowa.




 
Tak, skórka skórce nie równa. Mój przepis na pomarańczową http://sekretymaleiduze.blogspot.com/2014/01/nie-gesia-czyli-skorka-pomaranczowa.html skórkę w syropie poznaliście całkiem niedawno.
Chciałam się dzisiaj z Wami podzielić bardzo prostym przepisem, a właściwie sposobem na szybkie uzyskanie aromatycznej skórki pomarańczowej. Ja przepadam za pomarańczami, za ich smakiem, aromatem, zapachem i wszystkim co jest związane z nimi ... 

Pamiętam, miałam koleżankę Beatę, z którą z lubością sączyłyśmy godzinami przy kawie i ploteczkach z okolic kuli ziemskiej, a czasami wychodziłyśmy nawet poza naszą galaktykę :-) ... więc sączyłyśmy nic innego jak likier pomarańczowy Cointreau (likier z gorzkich pomarańczy najczęściej hiszpańskich i haitańskich). Rozmowy typowo babskie  - można się domyślać o kim i o czym. Nigdy potem Cointreau z lodem i tylko z lodem nie smakowało mi tak bardzo :-) Zresztą Beata była świetną babką :-) Przegadałyśmy nie jedno popołudnie i na tamten czas byłyśmy sobie bardzo pomocne.


A suszona skórka pomarańczowa?
Jest bardzo aromatyczna, prosta w wykonaniu. Możecie ją dodawać do ciast, naleśników, białego sera, dżemów zup, do czego Wam fantazja podpowie :-)

Co będzie potrzebne:
do wykonania niewielkiej ilości skórki pomarańczowej potrzebna jest
  • 1 pomarańcza

Jak wykonać:



Pomarańczę umyj pod bieżącą wodą, wyszoruj, następnie sparz dwukrotnie wrzątkiem. Sparzoną pomarańczę wysusz dokładnie, odczekaj aż przestygnie. Tak przygotowaną pomarańczę zetrzyj delikatnie (skórkę) na tarce o drobnych oczkach – tak aby nie ścierać skórki z albedo (ta biała część pod skórką) . Tak przygotowaną skórkę wyłożyć na papier do pieczenia i wysuszyć w piekarniku. Ja suszę zwykle w temp ok. 180 stopni C przez 10-15 min (przy okazji czegoś – co się akurat piecze w piekarniku). Trzeba uważać bo skórka jest bardzo delikatna i może się łatwo przypalić. Trzeba jej pilnować. Za to po wyjęciu cudny zapach i aromat :-) (w smaku  lekka goryczka).
Robię ją sobie kiedy brakuje mi kandyzowanej albo w syropie.
Przechowuję w szczelnym słoiczku aby zachować aromat jak najdłużej.

 

A tu już wysuszona skórka pomarańczowa z jednej pomarańczy

Wszystkim Babciom, Buniom, Busiom .... czyli życzenia


Wszystkim Babciom, Babuniom, Busiom w dniu ich święta składam najlepsze i najsmaczniejsze życzenia. 
Ponieważ moje Babcie już od bardzo, bardzo dawna gotują na malinowych chmurkach :-) zapewne jakieś niebiańskie potrawy – pozwolę sobie złożyć życzenia wszystkim moim przyszywanym, wirtualnym , a także starszym koleżankom
z pracy  (które mogły by być moimi mamami, a i czasem babciami również)… Dziękuję za to, że dane było mi przebywać i przebywam w waszym cudownym towarzystwie i korzystać z waszych rad i mądrości. Dziękuję Wam, że pozwoliłyście mi na podglądanie Was w waszych „warsztatach kulinarnych”
i uchylałyście mi Waszej wiedzy tajemnej :-)
Dziękuję za nauki i natchnienie. W końcu dziękuję za pyszne wieczorne gawędy przeciągające się czasem aż do śniadania … :-) Wszystkiego dobrego.


niedziela, 19 stycznia 2014

Ziarnko do ziarnka ... czyli ciasteczka owsiane z bakaliami i orzechami


Wieczór, nareszcie zimowa sceneria … skoczyłam do Zuzanki na małą czarną bo chciała pokazać mi swoje nowe meble. Meble meblami, a tu przy okazji wymalowany cały pokój, nowe zasłony, a i pewnie dojdzie do wymiany dywanu :-) Po takiej rewolucji należy się człowiekowi coś słodkiego. Zuzance i jej mężowi na podniesienie cukru we krwi bo od tych wszystkich zmian są strasznie, strasznie padnięci, a mnie od podziwiania cukier też spadł:-). A mebelki superowe. Muszę  popracować nad Panem K – nam też przydałyby się jakieś zmiany … malusieńkie (oczywiście).
U Zuzanki rewolucja nie rewolucja, a ciasteczka do kawusi muszą być. Dostałam jeszcze cieplusie i postanowiłam upiec takie same :-)



Co będzie potrzebne;
  • 25dkg masła
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka sody
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 1 szklanka miodu naturalnego
  • 1 szklanka płatków owsianych,
  • 1 szklanka słonecznika
  • 1 szklanka ziaren sezamu
  • 1 szklanka orzechów włoskich (zmielonych lub posiekanych)
  • ½  szklanki wiórków kokosowych
  • 1 szklanka ziarenek lnu
  • 1 szklanka rodzynków
  • 2 jaja całe + żółtko

Wykonanie:
 
Wszystkie ziarenka (płatki owsiane, słonecznik, len, sezam) uprażyć delikatnie na patelni. 




Nie polecam robić tego razem na jednej patelni bo małe ziarenka sezamu i lnu zaczną się przypalać, a duże nawet się nie zdążą przyrumienić. Zalecam robić to oddzielnie. Lepszy efekt – a chyba o to chodzi :-)
Po uprażeniu składniki te należy wystudzić.
Inne składniki wsypujemy do miski dodajemy mąkę, proszek, sodę, miód i masło oraz jaja, a także przestudzone uprażone ziarenka i zagniatamy i wyrabiamy masę na ciasteczka. Wyrabiać tak długo aż masło zostanie wchłonięte przez masę i nie będzie widoczne w masie. 



Jeśli masa będzie zbyt luźna można dosypać płatków owsianych lub mąki.
Formować małe kuleczki, które następnie należy spłaszczać po ułożeniu na blasze.
Blaszki wyłożyć najlepiej papierem do pieczenia.
Piec w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 15 minut. Trzeba bardzo uważać bo lubią się bardzo szybko przypalać!!!



 
Uwaga! Do formowania kulek warto wziąć sobie miseczkę z wodą bo bez tego ani rusz. Ja po każdej jednej kulce zanużałam swoje łapki w wodzie bo bez tego patentu nie ulepiłabym kolejnej kulki :-). Ciasteczka w fazie wykonania są lepkuśkie i ciężkie od miodu i ziaren … ptaszki miałyby radochę :-)




sobota, 18 stycznia 2014

Kryzysowe gołąbki…. Czyli gołąbki z ryżem i mięsem (z ryżem i bez mięsa)




Ten przepis mam w głowie. Byłam świadkiem jak mam robiła gołąbki kiedy byłam brzdącem, potem pomagałam jako nastolatka (podjadając kapustę, tudzież przepyszny farsz), no i w końcu zjeżdżałam całą rodziną na gołąbki do mamuni … prawie 350 km :-) przez wiele, wiele lat...
Przez te wszystkie lata farsze ulegały modyfikacji i to wielokrotnej … kiedyś gołąbki kryzysowe były z pieczarkami, albo z papryką czerwoną i innymi ziołami. Mogły też być z kaszą i grzybami. W ostateczności z mięsem i ryżem bo mięso było rarytasem i na kartki.
Dziś mamy 18 stycznia 2014 roku i  mięso jest tańsze od kaszy gryczanej oraz papryki czerwonej (bo mamy styczeń i paprykę przywożą nam z daleka) – więc kryzysowe gołąbki mamy z mięskiem i ryżem :-) Świat na głowie stanął, ech…
Dzisiejsze gołąbki zrobiłam w dwóch wersjach:
I wersja z mięskiem i ryżem
II wersja z warzywami i ryżem
Druga wersja powstała dlatego ponieważ kapusta była tak ogromna, że zostało mi trochę liści i postanowiłam dorobić jeszcze jakiegoś innego farszu (tak na szybko :-) ).

Potrzebne będzie:
1 duża główka kapusty włoskiej. Do gołąbków należy wybierać kapustę, której liście są „luźno związane” w główce


I wariant farszu:
 

  • 4 woreczki ryżu białego
  • 60 dkg mięsa wieprzowego (np. łopatki)
  • 1 jajo
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 cebula średniej wielkości
  • 1 łyżka oliwy
  • przyprawy: sól, pieprz, chili, curry, papryka wędzona, zioła prowansalskie,  kurkuma , imbir, gałka muszkatołowa, tymianek (oczywiście przyprawy są moją propozycją – możecie je dodać wszystkie lub wybrać te, które lubicie najbardziej. Przestrzegam przed chili i imbirem – to bardzo ostre przyprawy – zwłaszcza w nadmiarze. Ja dawałam tak po niecałe pół łyżeczki… :-)).

II wariant farszu:
Ponieważ zostało mi kilka liści kapusty włoskiej …

  • 60dkg pieczarek
  • 1 duża czerwona świeża papryka
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 jajo
  • 3 woreczki ryżu białego
  • 50ml oliwy
  • 1l rosołu lub bulionu warzywnego
  • Przyprawy: , pieprz, chili, curry, papryka wędzona, zioła prowansalskie,  kurkuma, zioła prowansalskie, oregano,  kumin,

Jak wykonać gołąbki z farszem I i II:

Z kapusty usunąć uszkodzone wierzchnie liście. Można nożem  wykroić głąb
i obgotować w całości w dużym garnku kapustę. Ja właśnie tak robię. Można też delikatnie „porozbierać ” kapustę na pojedyncze liście i gotować je – każdy oddzielnie we wrzącej i osolonej wodzie. Przyznam się, że to który ze sposobów jest lepszy decyduje kapusta i jej kondycja … Kiedyś porozrywałam całą kapustę gdy gotowałam ją w całości … a kiedyś liście rozpadały mi się podczas „pojedynczej” kąpieli. Dobra rada jest taka: Pani kapusta jest delikatna i trzeba na nią uważać :-).



Ugotować ryż i przestudzić.
Kiedy kapusta będzie już obgotowana należy delikatnie zdejmować z niej liście. Z liści należy pousuwać białe grube włókna – najlepiej ścinając je nożykiem lub tłukąc tłuczkiem delikatnie by nie uszkodzić liścia.

Wykonanie farszu wg wariantu I

 
Mięso zmielić w maszynce.  Cebulę posiekać i zrumienić na oliwie na złoty kolor. Na koniec mielenia  dodać cebulkę i przepuścić przez maszynkę. Mięso mielone dodać do ugotowanego i przestudzonego ryżu, dodać wszystkie przyprawy, jajko i bardzo starannie wymieszać  można przystąpić do formowania gołąbków.


Wykonanie farszu wg wariantu II




Cebulę posiekać i zrumienić na oliwie na złoty kolor. Dodać  pieczarki starte na tarce o grubych oczkach i również przesmażyć na oliwie.  Dodać wszystko do przestudzonego ryżu. Do ryżu dodać również posiekaną w drobną kostkę czerwoną paprykę oraz drobno pokrojoną natkę pietruszki oraz inne zioła (pieprz, chili, curry, papryka wędzona, zioła prowansalskie,  kurkuma, zioła prowansalskie, oregano,  kumin,). Dodać jajko wszystko dobrze wymieszać i można przystąpić do formowania gołąbków.


Wykonanie dalszej części gołąbka:

 
Na liść kapusty nakładamy farsz. 

Zawsze nakładam go u dolnej części liścia – czyli tej od której był odrywany od tzw. „głąba” – zamykam  luźno boki (czyli prawą i lewą stronę) w ten sposób ,że robi mi się taka śmieszna trąbka :-) wzdłuż całego liścia i dopiero wtedy zaczynam zawijanie.
Zawijam zdecydowanie, ściśle, dość mocno przyciskając „mojego gołębia” ale nie na tyle, aby go „udusić” czyli uszkodzić liścia. Wiem, dość to skomplikowane … zanim nie doszłam do wprawy, sama miałam z tym lada kłopoty (nie raz zdarzało się, że jedliśmy zamiast gołąbków – sam farsz podpiekany na patelni … bo „zadusiłam gołąbki” albo „porwałam im sukienki” :-))Dziś zrobiłam trzy garnki :-) i żaden nie ucierpiał – więc niech się nie martwią Ci którym coś nie wyjdzie.

Tak uformowane gołąbki układamy na liściach kapusty (aby się nie przypaliły od spodu) w żaroodpornym naczyniu lub brytfannie do pieczenia  przykrywamy
z wierzchu liśćmi kapusty (aby się nie przypaliły z wierzchu)zalewamy rosołem lub bulionem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do temp. 180 stopni na 30 min.
Podaję zwykle z sosem pieczarkowym lub pomidorowym i ziemniaczkami puree.



Mam nadzieję, że będą Wam smakowały, i że znajdziecie coś dla siebie :-)

piątek, 17 stycznia 2014

Jabłuszko pełne snów czyli …. Zupa jabłkowa





Piątek to taki dzień, w którym jedno danie obiadowe podaje się u mnie w domu na słodko … czasem jest to danie główne, a czasem zupa. Jeśli chodzi o mnie i o moje preferencje to nie przepadam za słodkimi zupami chyba, że będzie to zupa z owoców leśnych. Natomiast moi mężczyźni bez względu na wiek :-) przepadają za takimi zupami. Gotuję więc od zupy jabłkowej (tej najbardziej popularnej i praktycznie całorocznej) poprzez truskawkową, wiśniową, jagodową czy z owoców leśnych do zupy morelowej i brzoskwiniowej czy śliwkowej włącznie. I tak przez cały rok. Chciałoby się powiedzieć, że mam tego dość (skoro nie przepadam za tymi zupkami) ale to nie prawda, ponieważ przygotowywanie tych zup jest bardzo proste i nieskomplikowane,
a dodatkowo podczas ich przygotowywania po domu unosi się przyjemny owocowy aromat z dodatkiem wanilii albo cynamonu ewentualnie goździków. Miło i szybko gotuje się takie zupki.

Co będzie potrzebne:
  • 6-8 aromatycznych jabłek  (ja wybieram jonagoldy )
  • 1,5l wody
  • 6 goździków
  • 2-3 łyżki cukru brązowego
  • szczypta cynamonu (do smaku)
  • 200ml śmietanki/mleczka kokosowego
  • 1 łyżka mąki kartoflanej lub kisielu jabłkowego
  • 1 łyżeczka kurkumy (niekoniecznie)

Jak wykonać:
 
Jabłka umyć, obrać ze skórki i podzielić na cząstki (pozbawione gniazd nasiennych). Włożyć do garnka, zalać wodą dodać goździki, kurkumę i zagotować.
Gotować przez ok. 20 min. Następnie dodać cukier jeśli to konieczne. Czasem jabłka są tak słodkie, że dosładzanie zupy w ogóle nie jest konieczne :-) Tak przygotowane jabłuszka należy przetrzeć na sicie albo użyć blendera i zmiksować jabłka na jednolitą masę (goździki można wcześniej wyjąć – ja nie wyjmuję i blenduję razem z jabłkami).
Zblendowane  lub  przetarte jabłka jeszcze raz doprowadzamy do wrzenia dodając rozpuszczoną mąkę ziemniaczaną lub kisiel (osobiście wolę zwykłą mąkę) w niewielkiej ilości zimnej wody starannie mieszając aby nie powstały grudki przy wlewaniu (tak jak przy robieniu kisielu).

Dodanie niewielkiej ilości mąki sprawia, że zupa staje się delikatnie zawiesista.  Można mąki nie dodawać – zwłaszcza jeśli zupa wyszła gęsta jak mus. Dużo zależy od jakości jabłek. Można też zmniejszyć ilość wody na samym początku :-)
Na samym końcu dodajemy śmietankę lub mleczko kokosowe i cynamon do smaku.
Śmietankę można podać też dopiero na talerzu.
Zupa ma też dwie wersje podania  - na zimno i na ciepło i obie mają swoich zwolenników zarówno w zimie jak i w lecie.
Można podawać z grzankami, groszkiem ptysiowym lub makaronem. W moim domu – podaję zawsze z grzankami wykonanymi z chleba lub z chałki .



Pamiętacie mój przepis na skórkę pomarańczową? http://sekretymaleiduze.blogspot.com/2014/01/nie-gesia-czyli-skorka-pomaranczowa.html w wyniku "produkcji" pozostało mi trochę syropu pomarańczowego, który dzisiaj użyłam z powadzeniem zamiast cukru. Moja zupa miała dziś aromat lekko pomarańczowy - nawet ja kosztowałam :-)

wtorek, 14 stycznia 2014

Ogórki Małgorzatki ... czyli Ogórki w curry





Co prawda pora na ogórki jeszcze nie nadeszła, ale właśnie otworzyłam sobie słoiczek chrupiących ogórków curry Małgorzaty i pomyślałam - co mi tam - styczeń nie styczeń podzielę się z Wami już dziś tym przepisem bo w lipcu mogę nie mieć czasu:-),
a szkoda by było, bo ogórki są naprawdę świetne.

Te ogórki nie zrobiły co prawda w moim domu jakiejś zbytniej furory :-( Widać moi faceci lubią bardziej tradycyjnie, bardziej konwencjonalnie. No i jest jeszcze jeden powód, dla którego te fantastyczne ogórki, te przepyszne ogórki o doskonałym, odmiennym niż wszystkie inne ogórki świata powód: w tych ogórkach jest dużo cebuli, a moje chłopaki za nią nie przepadają. Nie przepadają to mało powiedziane - nie znoszą jej i basta!!!
Moi znajomi za to bardzo lubią te i inne ogórki z pod mojej ręki więc przetwarzam je
i częstuję nimi moich kochanych przyjaciół i gości.

Przepis dostałam od Małgorzaty. Mądrej i dobrej kobiety, która na gotowaniu, pieczeniu i życiu zna się jak mało kto. Uwielbiam spotykać się z Małgorzatą i jej rodziną. Pobieram wtedy nauki z gotowania i pieczenia, spisuję przepisy, rozmawiam o życiu i ładuję baterie. Pani Małgorzata jest bardzo dobrą, bardzo mądrą, bardzo energiczną i energetyczną osobą. Dziękuję Bogu za to, że dane było mi spotkać ją
w życiu i za dobro, które ja i moja rodzina od niej otrzymaliśmy i otrzymujemy.

Małgorzata wraz ze swoją rodziną mieszka w przepięknym zakątku naszego Kraju ... pomiędzy Krynicą, a Muszyną  u podnóża Jaworzyny gdzie ze źródeł bije najcudowniejsza i najzdrowsza woda i wyrabia się najpyszniejsze sery owcze. Ale, ale wróćmy do ogórków ... :-)

Potrzeba będzie:
  • 2,5 kg ogórków
  • 3-4 cebule pokrojone w plastry
  • 2 łyżki soli
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 2 łyżeczki papryki słodkiej
  • 2 łyżeczki curry
  • 2 łyżeczki gorczycy
  • 2 łyżeczki kopru suszonego/świeżego (ja dodaję świeży. Ogórki są wtedy bardziej aromatyczne)

ZALEWA:
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka octu 10% (można dodać ciut mniej)



Jak zrobić:


Ogórki pokroić w ćwiartki (jeśli są duże) lub na połówki (jeśli są małe), wymieszać
w misce z przyprawami i cebulą i zostawić na 3 godziny
Ocet lekko podgrzać i wymieszać z cukrem.
Po trzech godzinach ogórki zalać zalewą, dobrze wymieszać z ogórkami .
Tak przygotowane ogórki można wkładać do słoików – uzupełniając pozostałą zalewą.

Pasteryzować od 15 do 20 min.
Są przepyszne.

sobota, 11 stycznia 2014

Nareszcie nie ketchup ... czyli chili con carne


Od kiedy mój mały synek przestał jeść kaszki i mleko zaczął jeść  … no zgadnijcie co? Tak! Ketchup!!! I tak jadł ten ketchup przez długi czas aż mu się ketchup znudził (powiedziałabym – na szczęście :-) ).
Był krótki czas, że jadł co mu mamusia na talerzyku podała ale mamusi szczęście nie trwało długo. Na szczęście z odsieczą przyszła starsza siostra – jeszcze wtedy studentka  i pokazała synkowi jak jadają studenci. Od tamtej pory synek jada najchętniej chili con carne (w wersji studenckiej), spaghetti i na zmianę znów chili con carne i spaghetti itd…




Chili con carne to danie mające rodowód z kuchni teksańskiej i meksykańskiej. Teraz bardzo często  spotykane jest jako fast food w barach amerykańskich i może dlatego tak bardzo smakuje mojemu synkowi :-) choć gdyby tak było to skojarzenie mam jedno i robi mi się przykro. Ja fanką tej potrawy nie jestem ale jak już ją przyrządzam to staram się aby była wykonana z jak najlepszego gatunku  mięsa i innych wysokiej jakości składników – o fast foodach nie ma mowy :-)


Do przygotowania dobrego domowego chili con carne potrzebne będą:

  • 50 dkg mięsa wołowego lub mieszanego lub wieprzowego(szynka + łopatka bądź szynka + boczek ) Sama szynka nie nadaje bo będzie za sucha i twarda 
  • 20 dkg fasoli czerwonej (lub 1 puszka  - w wersji studenckiej)20 dkg fasoli białej (lub 1 puszka -  w wersji studenckiej) 
  • 1 puszka kukurydzy 
  •  1 puszka pomidorów krojonych (lub kilka świeżych dojrzałych jeśli pora roku dopisuje) 
  • 1 pudełko przecieru pomidorowego (500 ml) np. Pudliszki lub Podravka lub jaki lubicie :-) (a może macie własny???) 
  • 1 cebula

Przyprawy:

Przyprawy w tej potrawie odgrywają bardzo ważną rolę. Można by rzec – pierwsze skrzypce  ;-)

  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka  sproszkowanego chili lub mała posiekana papryczka (bez białych pestek) lub łyżeczka pasty chili
  • łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego  (kumin)
  • łyżeczka tymianku
  • łyżeczka kurkumy
  • łyżeczka papryki wędzonej (nadaje potrawie niesamowity aromat)
  • łyżeczka oregano
  • sól, pieprz, do smaku
  • 2-3 łyżki  oliwy lub oleju do smażenia 

Ci którzy nie mają czasu, albo nie mają w domu tylu przypraw - mogą sobie kupić w sklepie gotową mieszankę przypraw do chili con carne, Wiele firm konfekcjonujących zioła ma już taką mieszankę w swojej ofercie. Kiedyś też taką kupowałam ale gwarantuję wam, że bez porównania skomponowanie własnego zestawu to gwarancja nie tylko zdrowia ale i smaku, a przede wszystkim ogromnej satysfakcji :-)
 




Jak wykonać :

Dzień wcześniej  umyć i namoczyć obie fasole oddzielnie.
Następnego dnia ugotować do miękkości. Wystudzić.
Mięso zmielić w maszynce do mielenia mięsa.



Cebulę pokrojoną w kostkę, rozmiażdżony czosnek zeszklić  na patelni  lub rondlu  na rozgrzanym tłuszczu, dodać kumin i jeśli używamy surowej papryczki chili również w
tym momencie dodajemy ją patelnię lub rondel. Kiedy cebulka z przyprawami lekko się zeszkli należy dodać zmielone mięso. Lekko przesmażyć  co jakiś czas mieszając. Mięso smażymy do momentu aż całe zmieni kolor surowego mięsa i jeszcze 10 minut. Następnie dodajemy albo pomidory świeże  albo pomidory z puszki i resztę przypraw
i dusimy mieszając co jakiś czas. Po kolejnych 15 minutach dodajemy ziarenka :-) czyli obie fasole (jeśli dodajecie te z puszki to koniecznie trzeba je po wyjęciu przepłukać na sicie pod bieżącą wodą ) i kukurydzę (która doda kolorytu w Waszym garnku – sami zobaczycie) i przecier pomidorowy.

Gotować jeszcze 20-30 minut aby nadmiar wody wyparował i chili con carne gotowe. 


Przyznam się, że najlepiej smakuje dnia drugiego … kiedy wszystkie przyprawy „przechodzą  przez siebie”, mięsko staje się mięciutkie i aromatyczne, a cała potrawa jest wilgotna i wszystkie smaki wzajemnie dobrze się przenikają.

Podaję najchętniej z ryżem ale w moim domu jadło się to danie już i z ziemniakami
i pitą. 
Na szczęście z keczupem się jak na razie nie jadło :-)




To węgierska pasta chili, której używam czasem do swych potraw.