poniedziałek, 23 grudnia 2013

Sen wiewiórki ... czyli ciasto orzechowe na Boże Narodzenie









To ciasto jest pieczone u mnie w domu tylko raz w roku i tylko na Boże Narodzenie. Zastanawiam się dlaczego tak jest? Skoro wszyscy domownicy wprost przepadają za owym przysmakiem i często bywa tak, że w drugi dzień Świąt kręcę kogel-mogel na tą niepowtarzalną pychotę :-)

Ciasto proste w wykonaniu, niewymagające, a gwarantujące rozkosz podniebienia wszystkim domownikom (przynajmniej moim :-) ) - spróbujcie.

Potrzebnych będzie :

  • 6 jaj
  • szklanka cukru
  • szklanka zmielonych orzechów
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • duża łyżka kawy mielonej
  • łyżka tartej bułki
  • tłuszcz i tarta bułka do wysmarowania blachy o średnicy: 22

prawda, że nie wymagające?

Sposób wykonania:

Oddzielić żółtka od białek.
Ubić sztywną pianę, Pod koniec ubijania dodać łyżkę cukru i dale ubijać.
Żółtka utrzeć z resztą cukru na pyszny i puszysty kogel-mogel (nie podjadać!), połączyć z orzechami, mieloną kawą i tartą bułką oraz proszkiem (proszek dobrze połączyć wcześniej z bułką i kawą).
Całość dobrze wymieszać, a następnie ostrożnie połączyć z pianą z białek.
Ciasto wyłożyć do tortownicy  i piec w niezbyt nagrzanym piekarniku (150-160 stopni) na koniec trochę podkręcam jak się już doczekać nie mogę :-)

Ciasto piecze się ok. 40 min. (podobnie jak biszkopt).

UWAGA! Tortownicę można wysmarować tłuszczem i wysypać bułką - wtedy bardziej wyrasta,
ale równie dobrze można wyłożyć sam spód papierem (albo i nie :-) to tylko propozycja) do pieczenia
i wysmarować tłuszczem i wysypać bułką, lekko muskając brzegi tłuszczem - nie wysypując ich bułką. Wtedy ciasto mniej wyrasta - jest bardziej zwarte. Obie wersje są przepyszne.

Smacznego Wam życzę


Pierników aromat ... czyli świąteczne życzenia :-)


         




             Gdy zbliżają się święta zawsze myślę o życzeniach, które składać będę mojej rodzinie, znajomym, bliskim i dalszym. I co roku dochodzę do wniosku,
że najważniejsze jest zdrowie, więc jego życzę Wam najwięcej i z całą mocą moc. Gdy już będziecie zdrowi i będziecie mieli siłę pracować, życzę Wam godnej i sprawiającej również radość pracy (jeśli tylko ktoś jej potrzebuje)  bo łatwiej jest pracować i znosić trudy tego życia, a co za tym idzie zarabiać pieniądze, które szczęścia nie dają, ale pomagają żyć - gdy praca również radość niesie - no przynajmniej zadowolenie i satysfakcję materialną (rozumie się) Życzę wam również ciekawych  pomysłów na nadchodzący Nowy Rok, spokojnego życia i dobrych przyjaciół.  Aby każdy dzień zaskakiwał Was pozytywnie, dostarczał dużo energii, a dobry humor sprawiał, że życie będzie czystą przyjemnością.
         No i na koniec życzę Wam smakowitości, pyszności i obfitości, aby nasza wspólna pasja gotowania przynosiła nam wiele zadowolenia i radości,
a naszym bliskim niesamowitych doznań kulinarnych.






Makowa Panienka w natarciu ... czyli jak dobrze przygotować masę makową



Dobrze przygotowana masa makowa służy mi do przygotowania wielu potraw wigilijnych
i świątecznych: najważniejsze są makówki. Makówki to potrawa pochodząca z moich stron rodzinnych :-) czyli ze Śląska. Z masy makowej pan domu piecze makowniki :-), a jeżeli komuś mało może jeszcze przygotować wigilijne kluski z makiem - zapewniam, że na wszystko wystarczy.




Do masy makowej potrzebne będzie;

  • 50-60 dkg maku
  • 20-30 dkg cukru (no chyba, że ktoś lubi bardzo słodkie, to zawsze może sobie dodać ciut więcej )
  • 2 białka
  • 5 dkg masła
  • olejek migdałowy
  • skórka cytrynowa / lub pomarańczowa
  • wanilia (lub cukier wanilinowy)
  • 3dkg rodzynek
  • 3dkg migdałów
  • 3dkg orzechów (ja dodaję i włoskich i laskowych - na bogato :-) )
  • 3-4 łyżki miodu do smaku

Mak koniecznie opłukać na drobnym sicie, zalać wrzącą wodą lub jeśli wolicie niewielką ilością mleka (ja zalewam mlekiem - mak lepiej smakuje) i najlepiej mieszać tak długo, aż mak nie stanie się biały - tzn. nie będzie rozcierał się w palcach.
Taki mak odcedzić - jeśli nie udało Wam się go odparować (ważne by mak był suchy w przypadku ciasta drożdżowego) - na sicie.
Następnie przepuścić dwa razy przez maszynkę do mielenia mięsa z sitkiem z gęstymi otworkami. Przemielony mak wkładamy do rondla lub dużą patelnię i grubym dnie na stopione masło, dodajemy cukier, skórkę, skrapiamy olejkiem migdałowym, orzechy, wanilię (lub lukier wanilinowy) oraz miód do smaku i aromatu.
Smażyć makową i aromatyczną masę przez 10 do 15 minut.

Jeżeli chcecie użyć mak do ciasta drożdżowego lub innego polecam masę lekko przestudzić,
a w międzyczasie ubić pianę z dwóch białek. Gdy masa przestygnie dodać pianę i lekko wymieszać.

Masa makowa do ciasta drożdżowego nie powinna być zimna i zbyt wilgotna.

piątek, 13 grudnia 2013

Wigilijne smaki .... czyli barszcz na zakwasie

Nie wiem jak Wy, ale ja od wielu, wielu lat z mozołem sama przygotowuję Wigilijną kolację
i wszystkie świąteczne potrawy. Dobrze chociaż, że moja córka odrosła już od stołu to przynajmniej pozmywa po tym wszystkim ... Ponieważ przygotowuję to sama więc już dawno temu przestałam sobie dokładać  i dręczyć się, że coś mogło by być lepiej ... pewnie by i mogło ale puki co musi być tak jak jest i jak ja gotuję i podaję :-) Z drugiej strony skoro przez tyle lat wszyscy żyją i co roku zaglądają z ciekawością pod pokrywki to chyba nie jest tak źle :-)

Jednym ze sztandarowych dań, które nauczyła mnie gotować jeszcze moja mama i bez którego nie ma w naszym domu kolacji wigilijnej  jest barszcz czerwony. Moja mama nie kisiła barszczu, tylko gotowała barszcz ze słodkich buraków. Ja poszłam dalej ... niestety mama nigdy nie skosztowała mojego barszczu, ale znając jej zamiłowania do różnego rodzaju naturalnych kwasów - wiem, że byłaby ze mnie dumna :-).

Wracając do świątecznych potraw: są proste, smaczne i zdrowe. Przygotowują wszystko sama, nie korzystam z półproduktów, używam ziół i przypraw.
Kilkoma na pewno się podzielę



Co potrzeba:

  • 3 litry wody
  • 2-2,5 kg buraków
  • 1 litr zakwasu z buraków
  • 3 średnie cebule
  • 100g śliwek suszonych
  • 3 czubate łyżki cukru
  • sól, pieprz
  • 2-3 jabłka – najlepiej szare renety (aromatyczne)  
  • ewentualnie wywar z gotowanych grzybów 
Wykonanie

Umyte i wyszorowane buraki gotuję w łupinach aż będą miękkie (tak ok. 40 - 50 min).
Następnie wyjmuję je z garnka i schładzam tak aby można było je zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Można oczywiście kroić w plastry lub inne części ale wtedy kolor i jego głębia się tak ładnie nie wydobywa.
Do garnka nalewam ok. 3 l zimnej wody, wkładam  cebule przekrojoną na 4 części lub jak kto woli grube plastry, dodaję śliwki i gotuję przez ok. 30 - 40 min.
Następnie dodaję starte buraki i jabłka pokrojone na cząstki (razem ze skórką). Jabłka i właśnie ich skórka nadają w barszczu nieopisanego aromatu :-).
Tak "skomponowany garnek" doprowadzamy powoli do wrzenia i odstawiamy na 1 godzinkę "w celu złapania koloru".
Po tym zabiegu pozostało nam już tylko doprawić dobrze barszczyk ... hmmm
Z przyprawianiem to jest tak, że jedni wolą bardziej ostro, inni słodko, jeszcze inni słono, a jeszcze inni na wytrawnie ... no i wpadamy jak grzyby w barszcz :-)
Ja przyprawiam tradycyjnie jeszcze w garnku koniecznie cukrem, dolewam zakwas o którym pisałam http://sekretymaleiduze.blogspot.com/2013/06/sezon-buraczany-przed-nami-czyli.html, odrobina pieprzu świeżo zmielonego i czasami, czasami jak mi naprawdę czegoś brakuje podlewam wywarem z ugotowanych grzybów (zawsze mam ten aromatyczny wywar na podorędziu w ten świąteczny czas - podlewam nim bigos, kapuchy innego rodzaju, mięsa i sosy - polecam).



Tak doprawiony barszczyk pilnuję już aby mi się nie zagotował - bo biedaczak mógłby stracić i kolor i smak :-( - odstawiam go ponownie aby "odsapnął" na jakieś 30 min. w celu dalszego nabierania koloru.
Po tym "relaksie" przecedzamy barszcz, który jest gotowy by stanąć na wigilijnym stole.
Nie muszę chyba dodawać, że lepszy jest jak się przetrawi z dzień, a nawet dwa :-)

Uwaga! Jeśli Wasz zakwas miał mało czosnku, a lubicie by Wasz barszcz miał smak i aromat również o nucie czosnku możecie w fazie przyprawiania (cukier, zakwas, pieprz, dodać 2-3 ząbki czosnku lub tyle ile uważacie, że będzie dobrze i lubicie).




Istnieje też wersja taka, że gotujecie sobie najpierw wszystkie warzywa  z cebulą w niewielkiej ilości wody - po prostu robimy zwykły wywar warzywny, potem już jak pisałam wyżej... gotujemy sliwki, buraki, zamiast wywaru z grzybów można wrzucić kilka grzybków ....
Jak dla mnie i wersja bez warzyw i z warzywami są dobre - to tylko zależy od waszego smaku i organizacji. Ja lubię z warzywami i gotuję prawie zawsze jeśli w menu mam do podania nieśmiertelną sałatkę jarzynową :-). Wtedy oszczędzam sobie trochę energii i roboty .

Wesołych Świąt i smakowitości

czwartek, 12 grudnia 2013

Nie szalony, nie odlotowy .... czyli imbir w pogotowiu :-)

Napój imbirowy?
Czemu nie.
Ten jednak nie będzie szalowy, ani odlotowy ani nawet dobry nie jest ale za to wzmacniający i pomocny w problemach gastrycznych oraz innych przypadłościach ...świetnie pomaga na mdłości i zgagi.

Napój można przygotować z korzenia imbiru, umytego 
i pokrojonego w plasterki, zamoczonego we wrzątku pod przykryciem na 10 do 15 minut (jeszcze najlepiej aby nie był pochodzenia chińskiego) lub z gotowego preparatu sproszkowanego, który można zakupić w aptekach lub w sklepach ze zdrową żywnością lub w internecie oczywiście :-).

Sproszkowany imbir wsypujemy do kubka i zalewamy wrzątkiem, dokładnie mieszamy i odstawiamy na 10-15 minut.

Aby smak  mikstury nie był przykry (ja tam imbirek bardzo lubię, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest w stanie wypić ten napój o specyficznym dość smaku - no ale kochani - czego się nie robi dla zdrowotności? :-) ) możecie dodać odrobinę soku z cytryny.

Napój proponuję, a inni zalecają wypić do dna i przyznam się Wam, że pomaga :-)


piątek, 6 grudnia 2013

Ubaw po pachy ... czyli piwożada :-)

                                                     Piwo!,   Piwo!,    Komu, komu oranżada :-) ??? !!!

Co prawda dopiero święta przed nami i cała batalia prezentowo-kulinarno-porządkowa też ale jestem pewna, że wśród nas jest też i taka grupa, która mysli już tylko o szalonej nocy sylwestrowej i jak ją spędzi, w co się ubierze i ewentualnie czym nakarmi gości ... by było smacznie, wykwintnie i aby przy tym nie zrujnowało jej portfela i aby było co jeść jeszcze przez najbliższe miesiące :-) (żartowałam) .
Nie kochani o sylwestrowym menu nie będę dziś pisać bo zdecydowanie należę do pierwszej grupy czyli sprzątająco-gotująco-robiącej zakupy :-). Mam jednak dla Was, a szczególnie dla tych, którzy nie lubią mocnych trunków Coś co Ktoś nazwał Piwożadą. (niestety nie znam autora przepisu)
To domowy napój nie przypominający piwa ani oranżady, a smakujący wybornie właśnie pomiędzy dobrym lekkim cytrynowo-imbirowym damskim piwkiem,  a domowej roboty oranżadą.
Trochę z tym zachodu, lub zabawy jak kto woli - ale ja uważam, że gra warta świeczki.






Przepis i buteleczkę tego przepysznego eliksiru przywiozła kilka lat temu moja córka, która nie przepada za mocnymi drinami, a ten zacny napój piła i schładzała się między jednym, a drugim skocznym kawałkiem dobrej muzy ... jak teraz mawiają :-)


Cały przepis możemy podzielić na dwa etapy przygotowań:




1: Baza

Bazę robisz w słoiku litrowym.
Mieszasz ze sobą 2 szklanki źródlanej wody (ja użyłem mineralnej, broń Boże kranówa!   zabije drożdże) przyp. autora przepisu - nie dyskutujemy - sok wyciśnięty z 2 cytryn (by zakwasić środowisko)
1 łyżeczkę startej skórki cytrynowej, 2 łyżeczki startego imbiru, 4 łyżeczki cukru
i 8 rodzynków. W teorii dzikie drożdże ze skórki rodzynków powinny zacząć jeść cukier i się rozmnażać. Ja nie zaufałem naszym rodzynkom i na wszelki wypadek dodałem 1/2 łyżeczki suszonych drożdży (takie w proszku Dr. Oetker). Ale Ci co zaufali nie narzekają na moc drożdży
z rodzynków ;-)
Zakrywasz słoik przepuszczającym powietrze materiałem i zabezpieczasz gumką recepturką (ulubionego koloru :-) ) - ja użyłem czystej klasycznej chusteczki do nosa (nie papierowej!!). Trzymać w ciepłym, nienasłonecznionym miejscu (w przepisie 70-80F to na nasze 21-260C) na dwa-trzy dni, aż zobaczysz objawy fermentacji (bąbelki).
Następnie przez tydzień codziennie karmisz drożdże  2-ma łyżeczkami imbiru i 4-ma cukru. Dbasz
o nie, rozmawiasz z nimi, opowiadasz im bajki, puszczasz seriale  i pilnujesz by nic im się nie stało (nie wolno włączać przy słoiku dzienników TV, Perfekcyjnej Pani Domu i …. )


2. Piwo

Po tygodniu przygotuj wielki garnek i butelki (mi wyszło 11 butelek). W garnku rozpuść 4 szklanki cukru w 4 szklankach wrzątku (znów, nie kranówa!) dodaj 3 litry zimnej wody
i sok z 4 cytryn oraz bazę ze słoika. Dokładnie mieszając przelewaj przez lejek z filtrem piwo do butelek. Mnie za filtr posłużyła ta sama chusteczka, co wcześniej. Odradzam papierowe filtry do kawy, bo się drą, oraz sitka - za dużo przepuszczają. Chcemy minimalną ilość osadu w każdej butelce. Jedyna, która mi strzeliła przy otwieraniu i zalała całą kuchnię połową swej zawartości miała w środku pływające kawałki imbiru. Butelek nie wypełniać do 100% żeby było miejsce na CO2 - proponuję do początku szyjki. Butelki oczywiście wcześniej wyparzyć i ostudzić.
Osad, który po każdej butelce warto wyrzucić do słoika można zalać z powrotem wodą, cytryną, dać mu cukru, 1 łyżeczkę imbiru i zacząć zabawę od początku. Niekarmiony umrze marnie po tygodniu.
Butelki postawić w ciemnym, ciepłym miejscu.

Uwaga!  Im cieplejsze miejsce, tym szybsza fermentacja. Odradzam pod kaloryferem, chyba, że mieszkanie jest b. zimne i nigdzie indziej nie ma szans na fermentację. Co dwa, trzy dni spuszczać powietrze z butelek, żeby nie strzeliły.  W „grolszówkach” (zielone butelki po piwie z krachlą) wystarczy trzymać mocno rękę na korku, podnieść drucik i opuścić.


To piwo które dostałeś fermentowało równy tydzień i potem odstawiono je do lodówki żeby przerwało fermentację. Im dłuższa fermentacja tym więcej cukru przetworzone zostanie na dwutlenek węgla i alkohol, więc jeśli chcesz by było wytrawniejsze możesz spróbować potrzymać je dłużej.

I to już koniec fermentowania, karmienia, przelewania przez mego nieznanego przyjaciela Piwożady. Jednakże narobiłam sobie smaka, niema co :-) Najgorzej się kochani zabrać, a potem, potem korki wystrzela nam w Sylwestra i jedni wychylą Piwożadę, a inni sklepowego .... ciiii

Powodzenia :-)

Za górami za lasami .... czyli babka piaskowa Babci Jaski

Dawno, dawno temu …. Za górami, za lasami…

Tak, tak było to faktycznie bardzo dawno i było to pierwsze ciasto jakie upiekłam w życiu. Proste, nieskomplikowane, pachnące, samodzielne ciasto, które moja mama pokazała mi  jak upiec.

Było to bardzo, bardzo dawno temu jakieś 30 kilka lat temu … lecz do dziś sięgam po ten niezawodny przepis jak mam ochotę na coś dobrego i sprawdzonego o wyjątkowym smaku. No bo ta baba zawsze będzie miała dla mnie wyjątkowy smak … smak dzieciństwa, smak zapachów kuchni mojej mamy, których już nigdzie nie odnajdę. Właśnie to prościutkie ciasto ma smak dzięki któremu te wszystkie smaki mogą do mnie wrócić choć na chwilę .

Skosztujcie smaków mego dzieciństwa :-)

Potrzeba będzie

  • ½ kostki masła lub margaryny
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/3 szklanki mąki kartoflanej
  • 3 lub 4 jajka
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
Do wyboru:
  • Skórka pomarańczowa (starta)
  • 2 lub 3 łyżki kakao (w zależności od tego jak intensywny smak ciasta ciemnego chcecie uzyskać. Ja uwielbiam intensywny zapach i smak kakao)

Robimy prosto i bez pospiechu

Masło lub margarynę roztopić.
Do roztopionego tłuszczu  dodać cukier i dobrze wymieszać. Dobrze wymieszać połączony tłuszcz z cukrem ciągle mieszając aż do całkowitego wystudzenia.
Do wystudzonej masy dodawać po jednym jaju, mąkę ziemniaczaną i pszenną połączoną z proszkiem do pieczenia. Można dodać skórkę pomarańczową o ile nie zdecydujesz się na babkę typu marmurkowego czyli z kakao
Jeżeli ciasto ma być z kakao należy podzielić masę przed wylaniem do blachy. 1/3 ciasta należy połączyć z 2-3 łyżkami kakao

W oryginale przepisu napisane było: „Piec  z początku w lekko ciepłym piekarniku, a gdy ciasto wyrośnie to dopiero podkręcić gaz”-  Były to czasy kiedy o termostacie w piekarniku mogłam pomarzyć, a o piekarniku elektrycznym nawet mi się nie śniło :-)

Teraz przepis jest nieco zmodyfikowany ...

Wszystko jeszcze raz dobrze wymieszać i wstawić do nagrzanego piekarnika o temperaturze najpierw 150stopni  a następnie gdy ciasto lekko wyrośnie zmienić na 180 stopni.


Blachę typu kek sówka smarujemy tłuszczem i wysypujemy tartą bułą, a następnie wlewamy ciasto.
Trudno mi doradzić ile to ciasto powinno się piec. Na pewno nie krócej niż 45 min, ale zapewne niektóre z Was same wiedzą z doświadczenia, że każdy piekarnik ma "swoje prawa" :-)

Tak więc zalecam dozę ostrożności i rozsądku oraz wyrozumiałości ...
Ja wkładam głowę do piekarnika najczęściej po godzinie i sprawdzam metodą "na babcię" czyli suchym długim patyczkiem. Jeśli włożony patyczek do baby wyciągam suchy to znaczy, że baba jest upieczona, jeśli wyciągam wilgotny - baba zostaje w piecu do dopieczenia - nie ma zmiłuj się! Inaczej wyciągniesz zakalec i po zawodach....
Upieczoną babę można po upieczeniu zostawić do wystudzenia spokojnie w piekarniku albo wyjąć zaraz po upieczeniu i zostawić do wystudzenia w blaszce przykrytej czystą ściereczką.

Najlepiej smakuje ze szklanką mleka lub kawką (to już jak byłam starsza).
Ciekawe czy odnajdziecie smaki mojego dzieciństwa, a może odnajdziecie jakieś inne, może własne wspomnienia i smaki? Życzę Wam tego :-)


Przepraszam Was za jakość zdjęć ale nie posiadam super sprzętu, a i fotograf ze mnie żaden :-)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Leśne wspomnienia ... czyli tarta jagodowa




Wracając z jednej z naszych wakacyjnych podróży - kupiliśmy przy drodze słoik jagód. Pamiętam jeszcze, że tak niedawno sama zbierałam jagody do słoika i prosto do brzuszka. Ile przy tym było zabawy, ile śmiechu ...a na samym końcu zabawa w Indian i malowanie ciała na czerwono jagodowym barwnikiem. Mama nie była zachwycona - zwłaszcza kiedy jagody zabarwiły nie tylko nasze ręce i nogi ale też części garderoby. Kto miał plamę z jagód na tkaninie ten wie, że to kłopot nie mały. A może ktoś zna sposób na sprytne wywabianie takich plam???
Wracając do tegorocznych jagód ... Nabrałam ochoty na tartę z jagodami. Proste ciasto i aromatyczne owoce dały efekt - nieba w gębie ... bez zbytniego stania w gorącej kuchni i bez góry naczyń do zmywania po skończonej pracy




SKŁADNIKI NA CIASTO
   
  •     50 g masła
  •     4 łyżki śmietany 12%
  •     2,5 szklanki mąki
  •     1/3 szklanki cukru pudru



SKŁADNIKI NA MASĘ JAGODOWĄ

    200 g jagód
    2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
    3 łyżka cukru pudru
   
    Składniki sypkie dobrze razem wymieszać i następnie połączyć z jagodami


JAK ZROBIĆ

Masło posiekać z mąką, dodać cukier, a następnie śmietanę i szybciutko zagnieść ciasto. 2/3 ciasta rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty. Ponieważ ciasto nie jest zbyt tłuste można wysmarować blachę do tarty lekko tłuszczem. Blachę z wyłożonym ciastem mrozić razem z pozostałą częścią ciasta przez 15 minut - najlepiej w zamrażalniku (jeśli macie miejsce)

W międzyczasie jagody wymieszać z cukrem i skrobią, wyłożyć na ciasto, a następnie posypać kruszonką z pozostałej części ciasta.

Piec 25 - 35 minut (w zależności od tego jaki macie piekarnik) w 200 stopniach. 

Smacznego!


niedziela, 16 czerwca 2013

Kiedy nie ma nic w lodówce .... czyli kotlety ziemniaczane


Czasem i mnie tak się zdarza, że w lodówce dzikim lokatorem jest tylko światło, a i pomysłów na obiadek brak. Wtedy niezawodny wydaje się być przepis na kotleciki ziemniaczane ... z sosem. Sos do tych kotletów może być różny ..... jeśli naprawdę nie masz nic w lodówce - odpowiedni będzie ketchup. Jeśli masz czas i odpowiednie składniki - możesz wykonać nieśmiertelny sos pomidorowy. Ja lubię pieczarkowy, ale jak kto woli :-)

Potrzebne składniki
  • ugotowane ziemniaki
  • mąka pszenna
  • jajka
  • olej
  • sól i pieprz
Przepis podstawowy
Ugotowane i przestudzone ziemniaki trzeba dobrze wycisnąć lub zmielić (pisałam Wam o swym tępym nożyku w maszynce do mielenia - przy okazji knedelków z truskawkami)
Do wyciśniętych/zmielonych ziemniaków wbijamy jajka (mniej więcej jedno na 1kg ziemniaków),
a następnie dosypujemy mąki.
Masę solimy, pieprzymy i  wyrabiamy.
Z wyrobionego ciasta formujemy małe lub średnie kotlety, które obtaczamy w bułce. 
Smażymy na oleju bądź oleju kokosowym (kiedyś opiszę cudowne i wszechstronne właściwości tego specyfiku).




Życzę smacznego